Repertuar kin Nowość Program TV

Suspiria (2018)

Śr. ocena 8

Znasz ten film? Oceń!

0,0

Zgłoś błąd na stronie

Trailery i materiały video

Suspiria - zwiastun

Najnowsza recenzja redakcji

W dobie rebootów i remake’ów na wieść o kolejnym odtwórstwie co najwyżej wzruszamy ramionami. Gdy zaś okazuje się, że zamiast mdłej i niższej jakościowo powtórki z rozrywki otrzymujemy zaskakującą i przykuwającą uwagę już od pierwszych scen reinterpretację – jesteśmy zszokowani. Tym właśnie prawdopodobnie dla większości widzów okaże się nowa Suspiria – szokiem. Co ciekawe, dla jednych nieprzyjemnym, a dla innych – co najmniej zachwycającym.

Dla tych, którzy znają klasyczną Suspirię w reżyserii mistrza Dario Argento (liczącą sobie już 41 lat), napomknę słowem wstępu – te dwa dzieła mają ze sobą tak naprawdę niewiele wspólnego, co rzuca się w oczy już na samym początku. Poza imionami bohaterek, wątkiem zbudowanym wokół szkoły tańca i wiedźm (w wypadku nowej Suspirii to żaden spoiler – sprawa staje się jasna dość szybko), niewiele znajdziemy tu cech wspólnych. Bohaterka, Susan, przyjeżdża do nowego miasta, pada deszcz; dostaje się do szkoły tańca, z której właśnie zniknęła jedna z adeptek. Nauczycielki wydają się coś ukrywać, a Susan powoli odkrywa prawdę… Tak, to byłoby na tyle. Kultowa Suspiria Argento to wciąż, przede wszystkim, arcydzieło audiowizualne – film przecież nie ma prawa straszyć dziś tak samo, jak kiedyś, a pełna głupotek fabuła (jej przebieg i rozwój), która dawniej, w podobnej konwencji, mogła się sprawdzać, bardzo źle przeszła próbę czasu. Odrealniona, oniryczna atmosfera, intensywne kolory i dyskotekowe (wręcz rave’owe) oświetlenie teraz ustąpiły miejsca szarości i bardzo rzeczywistym, namacalnym, brudnym ścianom domów. Budząca grozę, hipnotyzująca i wywołująca specyficzny rodzaj zachwytu połączonego z niepokojem ścieżka zespołu Goblin zostaje zastąpiona nie mniej hipnotyzującym, za to pełnym tęsknoty i nostalgii soundtrackiem autorstwa Thoma Yorke’a z Radiohead. W tle – podzielony murem Berlin, rok 1977. Zamieszki, porwania i napady – grupa radykałów Baader-Meinhof sieje terror. Wspomnienia II wojny światowej co chwile wracają w rozmowach. Susan (senna, ale ciekawska Dakota Johnson) przybywa do szkoły, widz jednak nie odkrywa tajemnicy wraz z nią – niemal od początku wiadomo, że mamy do czynienia z przybytkiem prowadzonym przez wiedźmy. I walką o supremację między dwiema z nich.

Luca Guadagnino, po oscarowym, przesiąkniętym erotyzmem dramacie Tamte dni, tamte noce, stworzył wcale nie mniej erotyczny horror, wypełniony masą fabularnych tropów, alegorii i wątków. Jest tu tego naprawdę sporo – polityka, feminizm (w filmie pojawiają się bodaj jedynie 3 postacie męskie, z czego jedna, doktor, odgrywana jest przez Tildę Swinton, przykrytą doskonałym makijażem – dopowiem, że to jedna z jej dwóch świetnych kreacji), zemsta spychanych do podziemi przez III Rzeszę kobiet, ucieczka, wojna, tęsknota za utraconą żoną (i tęsknota w ogóle), elementy body horroru, krwawego slashera, a nawet zwrotów fabuły. Obecność pewnych segmentów zastanawia, część z nich zdaje się nie prowadzić donikąd, nie wchodzą sobie jednak pod nogi, a czasem znajdują swoje odbicie w kolejnych częściach filmu (jest on bowiem podzielony na rozdziały). Tajemnicy brak, jest za to przytłaczająca atmosfera, rodzi się kilka pytań – choć nie czekamy tu na rozwiązanie zagadki, jak w przypadku pierwowzoru, z rosnącym niepokojem i fascynacją wyczekujemy tego, co będzie dalej – bo reżyser bardzo sprawnie buduje w widzu przeświadczenie, że to wszystko zmierza do erupcji szaleństwa, wielkiego, mocnego, groteskowego wręcz finału. I tak jest w istocie.

Nie da się ukryć, że nowa Suspiria również jest audiowizualnym arcydziełem. Muzyka, sekwencje ujęć, a także – przede wszystkim – aktorstwo, nie tylko dramatyczne, ale też taneczne. Taniec odgrywa tu bowiem istotną rolę (w oryginale nie było go właściwie w ogóle), ma wielkie znaczenie: jest niezbędnym okultystycznym komponentem, podstawą magii – pierwotny, zmysłowy, emanujący siłą. Wielkie brawa dla choreografów i tancerek – to, co ostatecznie widzimy na ekranie, zapiera dech w piersiach i przeraża, będąc jednocześnie niezwykle piękne.

Suspiria – wyjaśnijmy to sobie – nie straszy. Niepokoi, wywołuje dyskomfort, jest brutalna, nie straszy jednak w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jestem pewien, że ostatecznie bardzo podzieli publiczność – zawiedzie bowiem część oczekiwań. Przesyt alegorii i elementów w tle również może zniechęcać. Podejrzewam jednak, że będzie się o tej produkcji mówiło, dyskutowało i analizowało ją. Jeśli poddamy się jej atmosferze i pozwolimy ponieść (rzecz podobna, którą sugeruje się widzom narkotycznego Climax), prawdopodobnie ciężko będzie nam oderwać wzrok choć na sekundę. To nowe spojrzenie na historię opowiedzianą w klasycznej pierwszej części „trylogii Trzech Matek” zawiedzie jednak tych, którzy wybiorą się na klasycznego straszaka. Ja jednak czuję się przytłoczony… i oczarowany.

Suspiria
fot. materiały prasowe

Pokaż całą recenzję

Obsada

Susie Bannion
Madame Blanc / Dr Josef Klemperer / Helena Markos
Patricia Hingle
Miss Griffith
 

 

Powiązane Artykuły

naEKRANIE
-

Najlepsze filmy 2018 roku [lista aktualizowana]

Wybieramy najlepsze filmy 2018 roku. Oto produkcje, których jakości jesteśmy pewni, oglądaliśmy je i polecamy.

naEKRANIE
-

Najlepsze horrory 2018 roku (lista aktualizowana)

Wybieramy najlepsze horrory 2018 roku. Oto filmy, których jakości jesteśmy pewni, widzieliśmy je i polecamy.

Michalina Reda
-

Nowe filmy na listopad 2018. Premiery kinowe w Polsce

Listopad to miesiąc, w którym nowe filmy odciągną nasze myśli od kiepskiej pogody. Jeśli jesteście…

Kamil Dachnij
weekend
-

Szatan, czarownice i czarna magia. Okultyzm na ekranie

Czarownice, dziwaczne symbole, krwawe rytuały, orgie, inkantacje, tajemne stowarzyszenia i wreszcie sam diabeł – horror…

Co o tym sądzisz?