
Kultowa trylogia w jednym tomie bez skreśleń i cenzury. Kariera literacka Stanisława Grzesiuka to największa kariera PRL-u. Jego książki znikały w kilka tygodni z księgarskich półek, a czytelnicy pisali listy do wydawnictwa z prośbą o interwencję. I choć on sam nie chciał nazywać się pisarzem, jego kultową trylogię przeczytało kilka milionów Polaków. Z okazji 100-lecia urodzin porównano pierwsze wydania kultowej trylogii z rękopisem i przywrócono wszystkie fragmenty usunięte przez cenzurę. Teraz wreszcie zebrane w jednym tomie! W jednym tomie znajdziesz: „Boso ale w ostrogach”, „Pięć lat kacetu” i „Na marginesie życia”.
Premiera (Świat)
30 stycznia 2025Premiera (Polska)
30 stycznia 2025Polskie tłumaczenie
978-83-8391-053-6Liczba stron
1144Autor:
Stanisław GrzesiukGatunek:
non-fictionWydawca:
Polska: Prószyński i S-ka
Najnowsza recenzja redakcji
Czy warto wznawiać wspomnienia z życia na warszawskich ulicach przedwojennej Polski i opisy koszmaru obozu koncentracyjnego? Moim zdaniem tak. Twórczości tego warszawskiego gawędziarza należy po prostu dać szansę.
Trzeba zaznaczyć, że Trylogia bez cenzury to wspomnienia, więc nie będą one obiektywne. Naturalną rzeczą jest to, że niektóre wydarzenia zostają zapomniane lub zmienione przez pamięć. Poza tym jesteśmy tylko ludźmi i to absolutnie zrozumiałe, że chcemy zaprezentować się światu z jak najlepszej strony. Czy Grzesiuk pisał prawdę i tylko prawdę? Trudno powiedzieć. Jeśli naginał fakty i modelował swoją rzeczywistość, robił to w sposób mało zauważalny. Tak czy inaczej, ukazał polskim czytelnikom ciekawy obraz warszawskiego półświatka i życia za drutami.
Boso, ale w ostrogach stanowi zapis życia Grzesiuka sprzed dostania się do obozu koncentracyjnego. Autor lekkim, nieco żartobliwym stylem wprowadza nas w niełatwy świat warszawskich ulic okresu międzywojennego. Ktoś mógłby zarzucić mu marny zmysł obserwacji i wtórność, ale… Pamiętajmy, że był to dość prosty człowiek. Owszem, miał nieprzeciętny dar do snucia opowieści, ale żaden z niego socjolog czy badacz. Czy to minus? Nie do końca. Otrzymujemy dość ciekawy i – jak się wydaje – szczery obraz. Poza tym jest to wartościowe udokumentowanie gwary warszawskiej, choć niektórych czytelników może to drażnić i męczyć. Przydałyby się przypisy albo tłumaczenia wyrazów w nawiasach. Książkę czyta się jednak szybko i przyjemnie. Czasem ma się wrażenie, że Grzesiuk koloryzuje, wygładza, a nawet przemilcza.
Umiejętność radzenia sobie w każdej sytuacji, spryt i cwaniakowanie okazały się dla Stanisława Grzesiuka bezcenne podczas pobytu w obozie. Pięć lat kacetu jest chyba najbardziej rozpoznawalną częścią trylogii. Ma się wrażenie, że tę opowieść snuje miły dziadek czy jeden z tych wesołkowatych wujaszków. O strasznych rzeczach autor pisze z dużą lekkością, żeby nie powiedzieć – z wdziękiem. Ten sposób prowadzenia narracji ma przeciwników i zwolenników. Kiedy byłam w liceum, przyznam, że mnie drażnił. Teraz, gdy odświeżałam lekturę przed pisaniem recenzji, zmieniłam zdanie.
Czas spędzony w obozie odbił się na zdrowiu Grzesiuka, który zachorował na gruźlicę. Na marginesie życia autor pisał ze świadomością zbliżającej się śmierci. To bardzo smutna część, z gorzkimi refleksjami, zwłaszcza gdy odnosi się do sposobu traktowania osób dotkniętych tą chorobą. Grzesiuk nie pisze łzawo ani patetycznie. Pozostał wierny swojemu charakterystycznemu stylowi, a mimo to można się wzruszyć. Dobrze się stało, że wydano wszystkie części w jednym tomie, bo mam wrażenie, że mało czytelników sięgnęłoby po tę ostatnią.
Trylogia bez cenzury została wydana bardzo ładnie, zgodnie z modnym ostatnimi czasy trendem. Z barwionych brzegów patrzy na nas sam Grzesiuk. Mimo sporej objętości tom jest dość lekki. Jeśli zawiedzie czytelnika pod względem treści, to będzie ozdobą biblioteczki.
Pokaż pełną recenzję

