Arrow: sezon 7, odcinek 9 (crossover) – recenzja

Druga odsłona crossoveru nadaje większe tempo, rozwijając główny wątek, a przy tym nawiązuje do jednego z najbardziej przełomowych wydarzeń komiksowych w świecie DC.

Ocena recenzenta:
9/10

Druga odsłona crossoveru nadaje większe tempo, rozwijając główny wątek, a przy tym nawiązuje do jednego z najbardziej przełomowych wydarzeń komiksowych w świecie DC.

Paweł Szałankiewicz

Paweł Szałankiewicz

Z roku na rok crossovery w Arrowerse są po prostu lepsze i bardziej przemyślane. Nie ma już takiego chaosu fabularnego,  liczba easter eggów, na jakie się natykamy w Elseworlds jest wręcz nie do ogarnięcia, a drugi z trzech epizodów tegorocznego crossoveru wręcz się nimi przelewa. Ale po kolei.

Zgodnie ze sztuką kolejny epizod w teorii dzieje się w świecie Olivera, ale jak wiemy z pierwszej odsłony – rzeczywistość jest mocno zmieniona, a Barry to nie Barry, choć to nadal Barry. I tak samo jest w przypadku Olivera. By to naprawić bohaterowie wspierani przez Supergirl udają się do Gotham, by odnaleźć Johna Deegana, szalonego (jak to w Gotham zresztą) naukowca, któremu Monitor przekazał księgę umożliwiającą zmianę – wedle uznania, rzeczywistości.

Ten epizod nie traci nic z dynamiki, jaka wywiązała się między praktycznie wszystkimi bohaterami, włącznie z Kate Kane aka Batwoman. Miejscami jest poważnie, a momentami trudno się nie uśmiechnąć, czy to na wieść o tym, że Batman jest zaledwie krążącym mitem (choć przekonujemy się, że na pewno istniał w świecie Barry’ego i Olivera), którego od lat nikt nie widział, czy to odwiedzając Arkham. Twórcy crossoveru nie grali z nikim w kotka i myszkę i co mogli wykorzystać z arsenału postaci dostępnych w DC – wykorzystali. Pal sześć to, że ograniczono ich zaledwie do tabliczek na drzwiach, ale każdemu drgnęły wargi w uśmiechu na widok nazwisk Pingwina, Trującego Bluszczu, a już na pewno Marka Guggenheima, który trafił wreszcie tam, gdzie posyłało go wielu fanów Arrowerse (w tym niżej podpisany), czyli na oddział zamknięty psychiatryka. Ta niewątpliwa autoironia dodała tylko smaku do całej historii.

Naturalnie trzeba wspomnieć o Batwoman granej przez Ruby Rose. Do momentu, kiedy nie pojawiła się na ekranie, było wiele wątpliwości, czy to faktycznie jest dobry wybór. Teraz chyba już nikt ich nie ma, a obsadzenie jej w roli Kate Kane było bardzo strzałem w dziesiątkę (ostatnio The CW robi coraz lepsze castingi), co daje nadzieję, że serial o następczyni Batmana będzie ciekawym urozmaiceniem Arrowerse. Ruby Rose dała swojej bohaterce to, czego mogliśmy oczekiwać i co znamy z jej poprzednich ról – pazur, charakter, urodę i widowiskowość w scenach walk. Na ten moment jestem kupiony i z chęcią zobaczę pierwsze epizody nowego serialu. A wracając do crossoveru i Batwoman – chemia między nią a Karą była niewątpliwie urocza – twarda z charakteru Kate Kane była świetnym uzupełnieniem uroczej i sympatycznej kobiety ze stali. Z Mellisą Benoist stworzył się na moment jeden z najciekawszych i nieprzerysowanych duetów w tym serialu.

Wróćmy jednak do głównych wydarzeń i powodów, dla których do nich doszło. Tak jak wcześniej się domyślano, oparcie crossoveru na postaci Monitora ma swój pewien, jasny zwłaszcza dla fanów komiksów, cel. Mianowicie „Kryzys na nieskończonych ziemiach” – jeden z kamieni milowych w świecie komiksów spod znaku Detective Comics. Konsekwencje tego wydarzenia były zresztą ogromne – zniszczenie praktycznie wszystkich światów, śmierć wielu bohaterów (w tym… Barry’ego Allena) i nadanie zupełnie nowego wymiaru dla późniejszych historii. DC zdecydowało się na ten krok, by w pewien sposób uporządkować to, co do tej pory stworzono i nadać temu zupełnie nowy kierunek. Przyznam szczerze, że trudno mi uwierzyć w to, aby w przypadku Arrowerse zdecydowano się na tak duży krok, czy to teraz, czy to w bliższej lub dalszej przyszłości, choć nie można tego wykluczyć, zwłaszcza że w ostatnim czasie – a już na pewno przy całym crossoverze, jesteśmy co i rusz zaskakiwani ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi. Elseworlds zresztą mógłby być świetnym wprowadzeniem do wielu zmian w obecnym świecie tego uniwersum serialowego, włącznie z taką, aby Kara Danvers istniała tylko na tej jednej, właściwej Ziemi, co przecież może się faktycznie wydarzyć. Pozostaje jednak mnóstwo innych wątków (różne wersje Wellsów i kto wie, czy czasem Nora Allen to również nie jest któraś wersja córki Barry’ego i Iris), które mimo wszystko pokazują, że to, co wydarzy się w crossoverze, nie będzie miało zbyt wielkich konsekwencji w Arrowverse.

Trzeba wspomnieć również o relacjach naszych bohaterów. Stephen Amell w roli Barry’ego często przechodzi samego siebie. Kto by pomyślał, że w tym aktorze tkwią takie pokłady komediowego zacięcia? Grant Gustin, który jeszcze epizod wcześniej nie do końca przekonywał mnie w roli Green Arowa, teraz zupełnie mnie kupił i przyznam, że taka wersja tej postaci – odgrywana przez niego, mogłaby się nawet sprawdzić. No i Melissa Benoist, która przy tej dwójce jest jak woda gasząca ogień. Ich interakcje są bardzo przyjemne w odbiorze, a sama Kara jest tak urocza, jak ją zapamiętałem z pierwszych epizodów Supergirl. Zresztą na brak chemii między wszystkimi bohaterami, włącznie z Cisco, Felicity, Diggle’em itd., naprawdę nie możemy narzekać. Wręcz można bez ogródek stwierdzić, że ten wątek został bardzo dobrze rozpisany przez scenarzystów.

Podsumowując – i kto by dziś pomyślał, że z tego arrowersowego tygla niedopracowanych scenariuszy i postaci zacznie w końcu powstawać coś dobrego! A tak właśnie się dzieje i owszem, fajnie byłoby, gdyby wszystkie seriale tego uniwersum trzymały podobny poziom. No ale nie można mieć wszystkiego, więc cieszmy się tym, co mamy, czyli crossoverem Elseworlds, który nawet jeśli zawiera trochę głupotek (a wiemy, że zawiera), to jest jak na razie smacznym kawałkiem bardzo dobrego tortu.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Arrow

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV