Astonishing X-Men. Tom 3 - recenzja komiksu

W Astonishing X-Men. Tom 3 mutanci muszą radzić sobie z nieco już inną rzeczywistością - zmienia się otoczenie, jak i oni sami. Jak wypada kontynuacja serii Jossa Whedona, za którą tym razem odpowiadał Warren Ellis? Sprawdzamy w naszej recenzji.

Ocena recenzenta:
8/10

W Astonishing X-Men. Tom 3 mutanci muszą radzić sobie z nieco już inną rzeczywistością - zmienia się otoczenie, jak i oni sami. Jak wypada kontynuacja serii Jossa Whedona, za którą tym razem odpowiadał Warren Ellis? Sprawdzamy w naszej recenzji.

Rodzimi miłośnicy komiksów z całą pewnością zdążyli już zauważyć, że na polskim rynku pojawia się coraz więcej pozycji poświęconych X-Menom - zwłaszcza w ostatnim czasie lubujący się w przygodach mutantów nie mają prawa do narzekań. Do miana najlepszej z serii pretenduje wydawane przez Muchę Comics Astonishing X-Men, którego dwie poprzednie odsłony napisał nie kto inny jak Joss Whedon. Znany także fanom MCU twórca bardzo sprawnie podszedł do przewietrzenia świata Marvelowskich herosów; choć jego historia została pierwotnie wydana 15 lat temu, w dalszym ciągu cieszy się dużym uznaniem w obrębie komiksowej społeczności. Ta ostatnia mogła mieć spore obawy związane ze zmianą na stanowisku scenarzysty - pieczę nad serią zaczął bowiem sprawować Warren Ellis, autor powszechnie znany i bez dwóch zdań utalentowany, jednak mierzący się z kapitalną pracą wykonaną przez poprzednika. Mam dla Was dobrą wiadomość: nowy twórca nie tylko zdołał udźwignąć ciężar oczekiwań, ale w niektórych momentach opowieść Whedona próbował popchnąć w zupełnie innych kierunkach. Co więcej, Astonishing X-Men. Tom 3 ma dla fanów trykociarzy jeszcze inne, ważne znaczenie - akcja rozgrywa się przecież po Dniu M, który na zawsze zmienił oblicze rzeczywistości mutantów. 

Ellis już na wstępie kontynuacji serii daje do zrozumienia, że będzie przesuwał środki ciężkości - czytelnik relatywnie szybko odnotuje, że X-Meni z postaci aspirujących do miana trybunów ludowych coraz częściej zabierają się za heroiczne powinności. W dodatku bohaterowie mają nową bazę i stroje; choć po wywołanym przez Scarlet Witch sądnym dniu na świecie zostało ich już tylko niecałych 200, to ogromnym zaskoczeniem stanie się odkrycie nowego rodzaju mutantów. Do tego wszystkiego dochodzą także niecne knowania tajemniczej, kosmicznej rasy, która, wykorzystując widmowe skrzynki, porusza się pomiędzy alternatywnymi wersjami naszej planety, dążąc do skolonizowania jednej z nich. W drugiej historii wchodzącej w skład tomu, Egzogenezie, X-Meni będą musieli radzić sobie z przeprowadzanymi na nich zamachami, co doprowadzi ich do naukowca-szaleńca, który zmarłych mutantów potrafi ożywić - istotne znaczenie ma tu jeszcze wątek Krakoi, Żyjącej Wyspy. 

Scenarzysta zdecydował się na odważny zabieg: sięgając po wszystko to, co w historiach o X-Menach najlepsze, jednocześnie skupia się on na nadaniu akcji takiego tempa, by miłośnicy superbohaterskich gonitw poczuli się usatysfakcjonowani. Wynikające z każdej jatki napięcie jest tu umiejętnie rozładowywane przez dialogi z prawdziwego zdarzenia, czasami śmiertelnie poważne, w innym miejscu fikuśne, ale raz po raz pozwalające nam spojrzeć na bohaterów z innych perspektyw. Przez takie podejście do sprawy mutanci ewoluują, tak charakterologicznie, jak i jako drużyna, co widać bodajże najlepiej na przykładzie Cyclopsa, który staje się przywódcą grupy pełną gębą. Ellis znakomicie lawiruje pomiędzy poszczególnymi wątkami, których w tej opowieści napotkamy całą masę - nie dość, że większość z nich przynajmniej początkowo okrywa welonem tajemnicy, to jeszcze nasyca je akcją o wyjątkowym natężeniu. Mitologia mutantów dzięki scenarzyście nabiera nieco innego wydźwięku; ten wniosek wydaje się tym bardziej zasadny, jeśli weźmiemy pod uwagę, że X-Meni muszą sobie radzić z funkcjonowaniem w świecie, w którym ich rasa znajduje się na skraju wymarcia. 

Jeszcze lepiej prezentuje się warstwa graficzna, za którą odpowiadali Simone Bianchi ("Widmowe skrzynki") i Phil Jimenez ("Egzogeneza"). Pierwszy z nich serwuje odbiorcom intrygująco prezentującą się mieszankę kiczu i realizmu, skrupulatnie dbając przy tym o rozmach przedstawianych wydarzeń. Włoch radzi sobie równie dobrze z kameralnymi planszami, jak i z rozłożonymi na dwie strony ilustracjami - jego styl jest oryginalny, pełen polotu i finezji. Charakterystyczne prace rysownika zapadną czytelnikowi w pamięć do tego stopnia, że walory wizualne drugiej historii mogą nam umknąć; może to być o tyle zaskakujące, że Jimenez w żadnym miejscu nie zawodzi, ale w ostatecznym rozrachunku to prace mniej doświadczonego z tandemu rysowników będą miały większy walor estetyczny. 

Astonishing X-Men. Tom 3 to opowieść, która zadowoli nie tylko wiernych fanów tytułowej grupy bohaterów, ale również tych czytelników, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z mutantami. Warren Ellis nie chciał stworzyć historii, która dla herosów stanie się rewolucją czy przedstawi ich w ramach jeszcze jednego traktatu moralno-filozoficznego o wątpliwej jakości. Scenarzysta doskonale zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że najważniejsza jest w tym przypadku rozrywkowa funkcja przedstawianych wydarzeń - jego wizje są więc miejscami spektakularne, lecz jednocześnie naprawdę dobrze ogrywają sprawdzone motywy. X-Meni adaptują się do zmieniających się warunków, ruszają w nowe miejsca, walczą z zagrożeniem o kosmicznej skali - takich ich przecież ubóstwiamy, i właśnie taką ich wersję zaoferował nam Ellis. 

Źródło: Zdjęcie główne: Marvel/Mucha Comics

Astonishing X-Men. Tom 3

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV