Batman. Detective Comics #05: Życie w samotności - recenzja komiksu

W Życiu w samotności James Tynion IV w końcu doprowadził do spotkania, na ktore czekał każdy, kto śledzi tę serię od początku. Batman, wciąż przeżywający śmierć Red Robina, dowiaduje się, że jego towarzysz jednak żyje. Jak wpłynęło to na rozwój wydarzeń w Detective Comics?

Ocena recenzenta:
8/10

W Życiu w samotności James Tynion IV w końcu doprowadził do spotkania, na ktore czekał każdy, kto śledzi tę serię od początku. Batman, wciąż przeżywający śmierć Red Robina, dowiaduje się, że jego towarzysz jednak żyje. Jak wpłynęło to na rozwój wydarzeń w Detective Comics?

Tim Drake jest postacią, którą Tynion IV czuje doskonale. Świetnie nakreśla jego motywacje, rozumie zachowanie i daje powody, aby się wykazać, a przez to zdobyć uznanie wśród czytelników. Nie chcę za bardzo spoilerować, jednak zaznaczę, że rzeczywiście „podwójny charakter” Red Robina sprawdza się w tym tomie znakomicie.

            Wątków, tak jak było to w poprzednich tomach, znajduje się tu mnóstwo. Jest Anarky, który dzielnie tworzy utopię, żyjącą w zgodzie z doktrynami anarchistycznymi czy np. Clayface, który powoli wyrasta na jedną z najbardziej złożonych postaci w całej serii. Podoba mi się to, szczególnie dlatego, że, tak jak w innych przypadkach, gdy historia przeskakuje z wątku na wątek, zwykle narracja traci tempo, jednak nie tutaj. Tynion świetnie zarysowuje charakterologie każdego bohatera, stara się zaciekawić czytelnika, wywołać w nim emocje i sytuacje, z którymi będzie się mógł utożsamić. To cecha naprawdę dobrego scenarzysty.

            Wszyscy ilustratorzy spisują się na medal. Panele wyglądają perfekcyjnie, a lokacje są zróżnicowane od siebie kolorystycznie na tyle, że bez tłumaczenia, gdzie w danym momencie znajduje się bohater, jesteśmy w stanie się sami zorientować. Eddy Barrows, Alvaro Martinez i Carmen Carnero zasługują na ogromne pochwały.

            Czas trochę ponarzekać. Pomimo tego, że Tynionowi IV trudno coś zarzucić, to jest jedna rzecz, która trochę przeszkadza w odbiorze całości. Mowa tutaj o przegadaniu. Pomimo mojego zachwytu nad historią, jaką tworzy, momentami zaczynało mi się dłużyć czytanie piąty raz tego, że Bruce’a Wayne’a spowija mrok, jest zagubiony, melancholijny. Poczułem się trochę jak dziecko, któremu ktoś próbuje wytłumaczyć pewne zawiłości ludzkiej psychiki kilka razy, dokładnie w ten sam sposób. Jestem w stanie to przeboleć, ale nie gwarantuję, że spodoba się to innym odbiorcom.

            Życie w samotności to kawał dobrego komiksu, który kontynuuje z chirurgiczną precyzją wątki, sprawnie prowadzone od samego początku serii. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu i mam nadzieję, że będzie równie wciągający i tajemniczy, co poprzednie.

Źródło: fot. Egmont

Batman. Detective Comics #05: Życie w samotności

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV