Kongo. Józefa Konrada Teodora Korzeniowskiego podróż przez ciemności – recenzja komiksu

Zanim Joseph Conrad napisał wstrząsające Jądro ciemności, sam musiał wybrać się w głąb Czarnego Lądu i zapoznać się z mrocznym obliczem europejskiej kolonizacji.

Ocena recenzenta:
9/10

Zanim Joseph Conrad napisał wstrząsające Jądro ciemności, sam musiał wybrać się w głąb Czarnego Lądu i zapoznać się z mrocznym obliczem europejskiej kolonizacji.

Zeszły rok został ogłoszony rokiem Joseph Conrad, do dziś uznawanego za jednego z najwybitniejszych anglojęzycznych pisarzy przełomu XIX i XX wieku. W Polsce ma to szczególny wydźwięk, wszak urodził się on jako Józef Teodor Konrad Korzeniowski, a jego rodzina została pozbawiona ziemi i zesłana w głąb Rosji za udział w powstaniu styczniowym. Młody Korzeniowski musiał szukać własnej drogi w życiu i zanim został pisarzem, przez lata służył w marynarce handlowej. W 1890 roku wyruszył do belgijskiej kolonii w Afryce, by zostać kapitanem statku pływającego po rzece Kongo. Doświadczenia z tej wyprawy odcisnęły na nim piętno i stały się inspiracją do napisania chyba najsłynniejszego jego utworu, czyli Heart of Darkness.

Przy okazji obchodów roku Conrada ukazał się interesujący, biograficzny komiks Kongo. Józefa Konrada Teodora Korzeniowskiego podróż przez ciemności, w którym dwóch europejskich twórców postanowiło przybliżyć właśnie ten fragment życiorysu pisarza. Przedstawiono doświadczenie bolesne dla samego pisarza, który spotkał się z rozczarowaniem, chorobami i zrachowaniami sprzecznymi z jego poczuciem moralności. Również dla współczesnego czytelnika, znacznie bardziej świadomego, przedstawione wydarzenia potrafią wywołać ciarki na plecach, szczególnie za sprawą traktowania przez białych kolonistów lokalną ludność.

Nawet dziś, po ponad stuleciu, panuje opinia, że to właśnie belgijskie kolonie najgorzej poradziły sobie po uzyskaniu niepodległości, a to za sprawą stawiania przez kolonistów jedynie na wyzysk, bez choćby prób wprowadzenia struktur czy edukacji. Lektura Konga daje wyobrażenie, dlaczego tak się stało. Koloniści wysyłani przez króla Leopolda II przedstawieni są niemal jako bestie, osoby pozbawione moralności czy empatii. Nawet biorąc pod uwagę powszechne wówczas tezy o wyższości białego człowieka czy konkretnej rasy (żywe jeszcze przez dziesięciolecia), to i tak wykreowany obraz jest wstrząsający.

A jak w tym wszystkim prezentuje się sam Conrad? Jako postać zagubiona, mająca swoje ambicje i cele, które szybko obracają się w niwecz. To człowiek na rozdrożu, z jednej strony pragnący zrealizować wyznaczony cel (a może nawet marzenie), a z drugiej niepotrafiący poradzić sobie z otaczającą go rzeczywistością. Najlepiej widać to w listach (spore ich fragmenty, a także innych pism Conrada, zamieszczono w komiksie) do swojej „cioteczki” – zresztą lektura ich epistolograficznego dialogu jest fascynująca, bo pozwala rzucić światło na to, jakie wśród „zwykłych” Europejczyków było niezrozumienie sytuacji w koloniach.

Świetną robotę wykonał także Tom Tirabosco, który za sprawą czarno-białych, nieco przerysowanych ilustracji zobrazował historię wyprawy Conrada do Konga. Grafiki sprawiają wrażenie nieco surrealistycznych, pozornie nie oddają grozy przedstawianych zdarzeń, ale w rzeczywistości podkreślają wrażenie niepokoju, wzbudzają u czytelnika poczucie, że całość jest po prostu niewłaściwa, zła.

Kongo to świetny album, nie tylko dla fanów pisarza czy osób pragnących poznać w przystępnej formie mroczne oblicze europejskiej kolonizacji. Opisana przez Christian Perrissin historia, choć prowadzona nieśpiesznie, zapada w pamięć i skłania do refleksji nie tylko nad przeszłością. Czego chcieć więcej od lektury?

Źródło: fot. Kultura Gniewu

Kongo. Józefa Konrada Teodora Korzeniowskiego podróż przez ciemności

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV