Menu

Recenzja filmu: Kubo i dwie struny

Ocena recenzenta:9/10

Kubo i dwie struny – recenzja filmu

Studio Laika zadebiutowało świetnym filmem, jakim była Koralina i tajemnicze drzwi w reżyserii Henry’ego Selicka. Niestety ich kolejne filmy nie za bardzo przypadły mi do gustu, dlatego też do produkcji pt.: Kubo i dwie struny podchodziłem z pewnym dystansem. Już pierwsze kadry filmu utwierdziły mnie w przekonaniu, że będzie lepiej niż dobrze, a zakończenie przyniosło pewność, że to najlepszy film animowany tego roku.

Fabuła przenosi nas do feudalnej Japonii, gdzie poznajemy Kubo i jego matkę, mieszkających w jaskini nad brzegiem oceanu. Kubo jest małym chłopcem, który opiekuje się swoją matką i codziennie wybiera się do pobliskiego miasteczka, aby za pomocą shamisenu (tradycyjny japoński instrument) opowiadać mieszkańcom niesamowite historie. Dzięki magii, jaka w nim drzemie, i mocy wyobraźni, Kubo ożywia figurki origami, które stają się bohaterami jego historii. Niestety nigdy nie kończy opowiadań, gdyż przed zmrokiem musi wrócić do domu. Pewnego razu o tym zapomina i odzywają się demony przeszłości. Pojawiają się siostry jego matki, wysłane przez dziadka, które mają za zadanie odebrać mu drugie oko i tym samym pozbawić człowieczeństwa. W obronie chłopca staje jego matka, która ginie w trakcie pojedynku, a resztki swojej magii przekazuje do figurki małpy, którą ożywia – ma ona chronić chłopca i pomóc w jego misji. A jest nią odnalezienie mistycznej zbroi i stoczenie walki z Księżycowym Królem – czyli z dziadkiem Kubo. W trakcie podróży pojawia się także człowiek-żuk, były samuraj i sługa ojca Kubo, który ma problemy z pamięcią. W takim oto składzie, przy pomocy figurki Hanzo, nasi bohaterowie postanawiają stawić czoła złu. Oczywiście finał rozgrywki jest do przewidzenia, ale najważniejsze jest w tym filmie to, co wydarza się przed ostatecznym starciem.

Jest to film skierowany do każdego widza. Nie tylko dzieci będą się na nim świetnie bawić, ale także i ich rodzice znajdą tu dużo dla siebie. I w przeciwieństwie do większości animacji nie będą to podwójnie kodowane żarty. Oczywiście humoru tutaj nie brakuje, ale ma on głównie za zadanie przełamać mroczną atmosferę tego filmu. Naprawdę dawno nie widziałem tak przerażających i zimnokrwistych postaci jak ciotki głównego bohatera. Nowością jest także to, że głównym czarnym charakterem jest dziadek Kubo, a nie jak to klasycznie bywa – macocha, ojczym czy przybrane rodzeństwo. Film pokazuje, że zło może czyhać także w najbliższych nam osobach. Z drugiej strony Księżycowy Król nie jest demonem chcącym zguby Kubo. Jego motywacje są doskonale uargumentowane i w ostateczności chce on dobrze dla Kubo, jednak nie jest to zgodne z poglądami rodziców chłopca.

Film Knighta jest dziełem mówiącym o sile wyobraźni i o mocy wspomnień. O tym, jak wspomnienia i historie rodzinne są ważne dla każdego człowieka i dopóki je pielęgnujemy nasi przodkowie zawsze będą z mani. Poza tym Kubo i dwie struny oswaja młodego widza ze śmiercią i robi to fenomenalnie. A we wszystkim pomaga mu znakomita wręcz strona wizualna, która obezwładnia widza już w pierwszych sekundach filmu.

Podobnie jak wcześniejsze dzieła studia Laika jest to film zrealizowany w animacji poklatkowej z wykorzystaniem animacji komputerowej. Efekt jest olśniewający. Znakomita paleta barw, rewelacyjne zdjęcia i praca kamery oraz pełnokrwiste postacie. Praca, jaka została wykonana nad tą animacją, jest niewyobrażalna. Polecam zostać do samego końca, gdyż w napisach końcowych pojawiają się sceny z planu, dzięki którym można jeszcze bardziej docenić wysiłek twórców włożony w ten film.

Kubo i dwie struny to piękny wizualnie film, który jest doskonałym wyborem dla widza dziecięcego, jak i dorosłego. To inteligentny i wzruszający obraz o więzach rodzinnych i sile wspomnień. To zdecydowanie najlepsza animacja tego roku, którą mogę polecić każdemu. Kubo… jest jednym z głównych kandydatów w wyścigu oscarowym, ale czy zdobędzie statuetkę, czas pokaże.

Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze