Łasuch. Tom 2 – recenzja komiksu

W pierwszym tomie Łasucha Jeff Lemire zaprosił nas do bezwzględnego, postapokaliptycznego świata, w którym znalazł jednak miejsce na odrobinę liryzmu i cień nadziei. Jak potoczyły się losy bohaterów w drugiej odsłonie opowieści kanadyjskiego twórcy?

Ocena recenzenta:
8/10

W pierwszym tomie Łasucha Jeff Lemire zaprosił nas do bezwzględnego, postapokaliptycznego świata, w którym znalazł jednak miejsce na odrobinę liryzmu i cień nadziei. Jak potoczyły się losy bohaterów w drugiej odsłonie opowieści kanadyjskiego twórcy?

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Tym razem na okładce na pierwszym planie nie zobaczymy już tytułowego bohatera, z jego na poły ufnym, na poły zagubionym spojrzeniem i zwierzęcymi rogami, które w nieprzyjaznym świecie narażają go na ból i szykany. Okładkę zdobi grubo ciosana postać Jepparda z zaciętym wyrazem twarzy i strzelbą w rękach. Z tyłu zaś, jest podążające za nim hybrydowe towarzystwo, z wyraźnym niepokojem i niepewnością w ruchach reagujące na świat wokół.

To zatem pewna zmiana. Jepparda żegnaliśmy załamanego własnym czynem - czyli oddaniem Gusa w ręce Milicji, a naszego rogatego bohatera zamkniętego z nowymi towarzyszami w klatce i poddawanego kolejnym testom. Jeppard w końcu zapragnął odkupić winy, Gus zapragnął wyjść na wolność. I głównie o próbie realizacji tych pragnień opowiada środkowy tom trylogii Jeff Lemire.

Twórca, mimo widocznej sympatii dla swoich bohaterów, jest też dla nich wyjątkowo bezwzględny. Zabiera ich tym razem w drogę pełną niebezpieczeństw i udręk tak psychicznych, jak i fizycznych. Tak, Łasuch i spółka odzyskają wolność, ale nie odbędzie się to przecież bez przeszkód. I tak, Jepperd ruszy na ratunek chłopakowi, zyskując do swej operacji raczej niespodziewanych sojuszników, co w efekcie również nie skończy się dobrze i zafunduje zdawałoby się niezniszczalnemu osobnikowi najboleśniejszą z traum.

Poznamy też lepiej pozostałych bohaterów - na czele z Wendy, otrzymującą tu poruszający origin. Poznany też nowe zagrożenia, które na pierwszy rzut oka zagrożeniami wcale nie są. W drugiej części Lemire będzie w niezwykły sposób poruszał się między wątkami mesjańskimi a suspensem, budując niemal namacalny nastrój niebezpieczeństwa w sprzyjających wydawałoby się okolicznościach. Być może w tym wszystkim kontynuowanie wątku Milicji z ich bezwzględnym przywódcą wydaje się być podane nieco na siłę, ale w jakimś sensie konsekwentne, zwłaszcza kiedy do głosu doszły zupełnie nowe okoliczności mocno wpływające na postać Jepperda. W rezultacie twórca zostawia nas z wielkim apetytem na ostatnią część, urywając historię w palącym momencie. Cóż, poczekamy, zwłaszcza, że w zamian można poczytać inne komiksy Lemire’a, dla którego na polskim rynku był to bardzo obfity rok.

Łasuch #02 jest w tym zestawie jednak czymś wyjątkowym. To rodzaj postapokaliptycznej sagi, w której wciąż obcujemy z połączonymi wyjątkowymi więzami bohaterami próbującymi nie ulegać wciąż powracającym zagrożeniom. Idą przed siebie w zdewastowanym, nieprzyjaznym świecie, w którym mimo wszelkich przeciwności losu, pierwsze skrzypce gra niegasnąca nadzieja na lepsze życie. I to dzięki nim ten smutny świat, ta smutna przyszłość, mimo wszystko wydaje się być po prostu piękna. Bo takie właśnie historie tworzy Lemire, smutne, prawdziwe, często okrutne, w jakiś magiczny i nienachalny sposób wydobywając z nich jednak to, co najważniejsze.

Źródło: fot. Egmont

Łasuch #02

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV