Menu
Reklama
Reklama

Recenzja epizodu: The One You've Been Waiting For (Nie z tego świata)

Ocena recenzenta:7/10

Nie z tego świata: sezon 12, odcinek 5 – recenzja

Aż się boję to napisać, ale to nie był taki zły odcinek. Wbrew pozorom. Bo jak byście zareagowali na zwiastun obiecujący wskrzeszanie Hitlera? Niezbyt dobrze, prawda? Tymczasem było to kolejne spotkanie braci Winchester z tajną, okultystyczną organizacją Thule i jej bardzo trudnymi do zabicia członkami, maniacko marzącymi o wskrzeszeniu chwały III Rzeszy Niemieckiej, a w tym przypadku – o przywrócenie życia Fuhrerowi.

Po raz pierwszy bracia natknęli się na nich w odcinku Everybody Hates Hitler, w którym wystąpił potomek rabina Aaron Bass i jego osobisty Golem. W The One You’ve Been Waiting For okazało się, że Aaron (z Golemem przy boku) kontynuuje misję zwalczania neonazistów, jednakże nie może wspomóc Winchesterów, będąc w Niemczech. I tak bracia zdecydowali się poradzić sobie sami, sięgając po arsenał ukryty w bagażniku Impali (jednak ku żalowi Deana, nie zabierając ze sobą granatnika) i postanawiając rozprawić się zarówno z Thule, jak i Hitlerem. Akcja nie do końca się powiodła i gdyby nie pewna dziewczyna …

Początek odcinka nie był jednoznaczny, sugerował raczej działanie przeklętego przedmiotu aniżeli Thule, chociaż niespodziankę zepsuł wstęp (już po raz drugi, bo w American Nightmare początkowe przypomnienie osób obdarzonych zdolnościami parapsychicznymi także momentalnie naprowadziło widzów na clou odcinka). Tajemniczy zegarek (z hitlerowską gapą, która polskiemu widzowi raczej by nie umknęła), samospalanie ofiar, zagracony sklep z antykami – miały swój klimat.
Nieco mniej klimatyczne, a znacznie bardziej przerysowane było przedstawienie członków Thule, którzy (na czele z głównym złym – komendantem Nauhausem) mówili tak zniemczoną, twardą angielszczyzną, że oglądający uśmiechał się mimo woli. Podobnie stało się ze sceną hipotetycznego samobójstwa Hitlera – była nieznośnie patetyczna. Oficerowie Thule paradowali w pięknych, odprasowanych mundurach, chociaż znajdowali się w bunkrze pod oblężonym Berlinem, przy okazji słuchając Mahlera (Hitler za nic na świecie nie słuchałby Mahlera, bo był to jeden z kompozytorów „zakazanych”). Mimo wszystko Gil Darnell grający Nauhausa bardzo starał się być znakomitym „złym”, a po przyjęciu w siebie duszy Führera – złym, bardzo szalonym i nieprzewidywalnym, choć nieco zbyt karykaturalnym i „zabawnym”.

Oprócz Thule Winchesterowie w The One You’ve Been Waiting For napotkali na swej drodze młodą i bardzo gadatliwą Ellie Grant (Allison Paige), jak się okazało – potomkinię Hitlera, której krew była niezbędnym składnikiem rytuału przywrócenia Führera do życia oraz zbuntowanego syna komendanta Nauhausa, Nicka (Keenan Tracey), którego historia w bardzo pokrętny sposób przypominała dzieje Winchesterów, choć oni na szczęście nie mieli za ojca hitlerowskiego nekromanty.
W sumie podobało mi się, że po raz kolejny Winchesterów uratowała kobieta, w tym przypadku osłabiona upływem krwi i ledwo widząca na oczy, choć z drugiej strony bracia znowu wyszli na ofermy, których się chwyta, rozbraja i prowadzi jak barany na rzeź. Dobrze, że wcześniej pozwolono im na niesłychanie długą i miłą dla oka bijatykę z członkami Thule, której również nie wygrali, ale byli jak wańki-wstańki – po oberwaniu walczyli dalej z impetem i przekonaniem, chroniąc się nawzajem. Swoją drogą, dobrze pokazana choreografia walk zaczyna być wizytówką Niny Lopez-Corrado, reżysera The One You’ve Been Waiting For, jak i Red Meat z ubiegłego sezonu, w którym Sam i Dean również mogli pokazać swoje umiejętności w walce z wilkołakami.

Jeśli chodzi o samych braci Winchester, w The One You’ve Been Waiting For Sam Winchester po raz kolejny został etatowym pocieszycielem kobiety w opałach, którą wspierał przykładem osobistym oraz dużą dozą empatii (jak ja cię rozumiem, też byłem uzależniony, parapsychiczny, opętany, zagubiony – odpowiednie wybrać). Tymczasem Dean nadal cierpiał po odejściu Mary, odmawiając ciasta zakupionego przez troskliwego brata (niejedzenie ciasta w przypadku Deana Winchestera bywa sygnałem alarmowym), na szczęście pod koniec odcinka uznał, że jednak na owe ciasto zasłużył. Mimo wewnętrznego smutku Deana całe The One You’ve Been Waiting For było naszpikowane jego zabawnymi tekstami, m.in. mógł nareszcie powiedzieć: „Za tym samochodem!”, zacytować Indianę Jonesa (hitlerowcy – nienawidzę tych facetów), wyrazić mimiczny żal z powodu niewykorzystania granatnika oraz niechcący zdemolować sklep z antykami, nie wspominając o uciesze z zabicia Hitlera, podkreślanej nieustannym, pełnym dumy słowotokiem.

Ponownie popisał się dział efektów specjalnych (zegarek wycinający swastykę i zagłębiający się w ciele), natomiast niejakim lenistwem wykazał się dział montażu, który sięgnął po starszy materiał – nieco zmienione ujęcie witryny kafejki „Home cooking” z The One You’ve Been Waiting For pojawiło się już w odcinku z pierwszego sezonu Dead’s Man Blood.

Podsumowując, scenariusz The One You’ve Been Waiting For miał ręce i nogi, a w tym odcinku Nie z tego świata pojawiły się: przeklęty obiekt niczym horkruks przechowujący odłamek duszy, źli Thule, których – choć to teoretycznie ludzie – miło i bez wyrzutów sumienia się zabijało, charakterystyczny „główny zły”, dobra scena bijatyki, charakterna postać kobieca, zagubiony młodzieniec, Wagner w tle, a jako bonus – ciasto dla Deana, który na nie zasłużył, bo… zabił Hitlera.

Źródło: zdjęcie główne: The CW
Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze