Przeczytaj w weekend

Outlander: sezon 4, odcinek 11 – recenzja

Outlander na finiszu 4. serii zwalnia nieco tempo. O ile akcja z poprzedniego odcinka miała swoje mocniejsze momenty, to tym razem nie dzieje się praktycznie nic emocjonującego.

Ocena recenzenta:
5/10

Outlander na finiszu 4. serii zwalnia nieco tempo. O ile akcja z poprzedniego odcinka miała swoje mocniejsze momenty, to tym razem nie dzieje się praktycznie nic emocjonującego.

Wiktor Fisz

Wiktor Fisz

Tagi:  starz 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Początek epizodu dobrze rokuje. Roger jest ponownie w XX wieku, gdzie może odpocząć po traumach przeżytych w przeszłości. Szybko okazuje się jednak, że to marzenie senne, a bohater wciąż znajduje się w niewoli u Indian. Szkoda że napięcie wywołane przez tę zaskakującą wstawkę wkrótce znika. W jego miejscu pojawia się nieśpieszny rytm opowieści towarzyszący nam praktycznie do ostatnich minut. Mimo że w najnowszym odcinku dochodzi do schwytania Stephena Bonneta, Claire i Jamie są coraz bliżej Rogera, a Brianna musi uporać się z zastępem zalotników, to nie uświadczymy tu większych emocji i chwytających za serce momentów. Tym razem jest nieco nużąco.

Fabuła 11.odcinka toczy się na trzech płaszczyznach. Najciekawiej jest u Brianny, ponieważ tutaj twórcy starają się urozmaicić nieco opowieść. Na scenę powraca Lord John Grey. Pojawia się również Gerard Forbers, portretowany przez Billy Boyd, czyli słynnego Pippina z Władcy Pierścieni. Fabuła skupia się na usilnych staraniach ciotki Jocasty, aby wydać za mąż córkę Jamiego i Claire. Sytuacja ta generuje kilka humorystycznych motywów, lecz clue programu stanowi znajomość, którą Brianna nawiązuje z Johnem Greyem. Przyjaciel Fraserów szybko znajduje wspólny język z dziewczyną, wynikiem czego para postanawia wziąć pozorny ślub, aby zakończyć amory natarczywych adoratorów i uspokoić nadgorliwą ciotkę.

Segmenty z River Run zachwycają scenografią i kostiumami, ale fabularnie nie stanowią smakowitego kąska. Dobrze wypada spotkanie przy stole, podczas którego Brianna wciąga szlachciców w psychologiczną grę. Twórcy mogliby jednak wprowadzić nieco więcej humoru do opowieści, pokazując, jak bohaterka radzi sobie z ciapowatymi zalotnikami. Zamiast tego Outlander oferuje nam rozbudowane dialogi pomiędzy Brianną a Johnem Greyem, podczas których postaci wyjawiają sobie wszystkie mroczne sekrety, pocieszając się nawzajem. Dostajemy więc sprawdzoną konwencję, która tym razem jednak nie jest w stanie wywołać większych emocji. Dziwić może nieco również wyrachowanie, z jakim Jocasta stara się sprzedać młodą krewną wysoko postawionym mężczyznom. Co prawda ciotka wyjaśnia swoje intencje, ale jej nadgorliwość nie jest zbyt naturalna.

W omawianym odcinku dochodzi do długo oczekiwanego spotkania Murtagha i Stephena Bonneta. Pirat zostaje znokautowany, a następnie schwytany. Później jednak obaj wpadają w ręce prawa. Zapowiada to bardzo ciekawe wydarzenia w nadchodzących odcinkach, ale na tę chwilę szybkie rozwiązanie wątku działa na niekorzyść epizodu. Chciałoby się trochę więcej interakcji pomiędzy pyskatym piratem a aroganckim Szkotem – przecież to dwie najciekawsze postacie tego sezonu. Zamiast tego twórcy więcej czasu poświęcają problemom małżeńskim Fergusa i Marsali. Niestety nie jest to w stanie skutecznie zaangażować widza. Postacie te zbyt długo znajdowały się na marginesie opowieści, abyśmy teraz przejęli się ich losami. Twórcy starają się nadać tutaj nieco więcej dramatyzmu, stawiając na niepełnosprawność Fergusa, ale trudno o współczucie dla tak słabo rozwiniętej fabularnie postaci.

Większych emocji nie uświadczymy również u Jamiego i Claire. Konflikt, który pojawił się w małżeństwie w poprzednim epizodzie, szybko zostaje zażegnany. Chyba nikt nie miał wątpliwości, że nieporozumienia okażą się bez znaczenia i główni bohaterowie Outlandera rychło wpadną w swoje ramiona. Po co tworzyć takie wydumane rozbieżności, jeśli finalnie nie wnoszą nic do opowieści? Wątpliwości Jamiego można było zobrazować w inny sposób. Już sama sytuacja z Rogerem wystarczyłaby, aby wygenerować potrzebne emocje. Twórcy chcieli jednak wciągnąć w tę nerwową sytuację Claire, której zmarszczone czoło towarzyszy nam praktycznie przez całą długość odcinka.

Najnowsza  odsłona Outlandera zawodzi, jeśli chodzi o tempo akcji, emocje i napięcie. Brak tutaj zarówno dynamizmu, jak i dramatów, które mogłyby zaangażować widza w opowiadaną historię. Serial wciąż ogląda się dobrze, ze względu na piękną oprawę audiowizualną, ale pod względem fabularnym takie odcinki jak ten, dość mocno odstają od wcześniej wypracowanego poziomu.

Sprawdź, gdzie obejrzeć ten i inne seriale w VOD na stronie vod.naekranie.pl

Źródło: zdjęcie główne: Starz

Outlander

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV