Przeczytaj w weekend

Spinning out: sezon 1 – recenzja

Najnowszy serial Netflixa, Spinning out, to następna obyczajowa produkcja w ofercie tej ogromnej platformy. Jednak okazuje się czymś o wiele ciekawszym, niż sugerowały zwiastuny. Co nie oznacza, że jest bez wad.

Ocena recenzenta:
6/10

Najnowszy serial Netflixa, Spinning out, to następna obyczajowa produkcja w ofercie tej ogromnej platformy. Jednak okazuje się czymś o wiele ciekawszym, niż sugerowały zwiastuny. Co nie oznacza, że jest bez wad.

Kat Baker to dwudziestojednoletnia łyżwiarka, która była bardzo blisko wygrania zawodów, jednak groźny upadek na lodowisku pokrzyżował jej plany. Teraz Kat nie jest w stanie wykonywać figur,  przed wypadkiem nie stanowiących dla niej problemu – a zbliżają się następne kwalifikacje…  Dodatkowo musi radzić sobie z zazdrością o młodszą siostrę, chorobą matki, jak i swoją, która nie raz już wyrządziła jej krzywdy. Po zaprzepaszczeniu szansy na kwalifikacje wydaje się, że to już koniec jej przygody z łyżwami. Aż pojawia się nieoczekiwana propozycja od najbardziej przez nią znienawidzonego faceta na świecie i jego trenerki, Daszy…

Spinning Out nie jest jedynie w dosłownym tłumaczeniu o poślizgnięciu się (choć bohaterowie 88mają różne wypadki na lodowisku), ale również bardziej metaforycznie o upadku i traceniu kontroli. Nikt tu do końca nie radzi sobie w utrzymaniu równowagi. Kat, ze swoją chorobą afektywną dwubiegunową, chorującą na to samo matką oraz siostrą, która albo prosi ją o pomoc, albo wiesza na niej psy. Serena, siostra Kat, musi sobie radzić w ciężkim sporcie, wychowana w rodzinie naznaczoną niestabilnością. Carol, matka obu pań Baker, mimo dość antypatycznego zachowania i niechęci do tabletek pomagających jej utrzymać chorobę w ryzach, ma dobre serce. Tak samo Jenn, najlepsza przyjaciółka Kat, zmagająca się z presją rodziny i wyniszczonym ciałem czy Justin, typowy bad boy, nadal cierpiący z powodu śmierci matki.

Choć to wszystko brzmi dramatycznie, bliżej temu serialowi do gatunku obyczajowego niż dramatu, na którym będziemy tylko płakać. Obyczajowego i oczywiście sportowego – bo jednak najważniejszym elementem każdego odcinka są, oczywiście, łyżwy. Możemy podziwiać wszystkie elementy tego sportu – zarówno te negatywne, jak całe poświęcenie, któremu trzeba się oddać, by być najlepszym, zniszczone ciało i presja bliskich, jak i pozytywne – radość z jeżdżenia, pokonywania siebie, piękne suknie czy choreografie. Trochę bałam, że twórcy za bardzo skupią się na tym pierwszym aspekcie, nad którymi lubowali się twórcy między innymi Czarnego łabędzia, jednak szybko obok krwawiących stóp i krwiaków pokazano całą miłość sportowców do jazdy figurowej. Dzięki czemu łatwiej nie tylko zrozumieć bohaterów, ale również samemu poczuć ich uczucie do tego sportu. Choć, jak dobrze powiedziała Kat, to nawet nie chodzi o miłość, tylko że bez tego nie potrafią żyć. Jakby tonęli.

Żaden odcinek nie nudzi, każdy jest ważnym elementem prowadzącym do wielkiego finału, przy czym w każdym z nich stopniowo i coraz lepiej poznajemy bohaterów i ich zmagania. Niektóre wątki działają wtedy lepiej, inne gorzej. Nie wiem zupełnie, po co wprowadzono romans między Kat a jej przyjacielem, Marcusem, skoro nawet „to coś” pomiędzy nimi nie zdążyło wybrzmieć i szybko zostało zgaszone. Tak samo jak zauroczenie Jenn Justinem, które wydaje się pojawiać nie wiadomo skąd i tym bardziej śmieszy to, jak nerwowo reaguje ona na to, że Kat jest również zainteresowana tym chłopakiem(i w tym przypadku – z wzajemnością). Są jednak też wątki prowadzone bardzo dobrze, tak jak cała historia Daszy czy choroba Kat, pokazywana w bardzo ciekawy sposób –czyli  wszystko ma konsekwencje. Z jednej strony leki pozwalają na spokój, ale powodują ciągłe zmęczenie i brak koncentracji. Z drugiej ich brak prowadzi do zwiększenia energii, ale także wszystkich symptomów choroby. Dlatego nie mamy sceny, gdy bohaterka, biorąc leki, czuje się świetnie i możemy ogłaszać happy end. Również scenarzyści nie zapominają nigdy o chorobach bohaterek i one nie znikają z powodu przeszkadzania w fabule, jak czasem dzieje się w różnego rodzaju produkcjach.

Z bohaterów najciekawsza, obok Daszy, wydaje się mama Kat, Carol. January Jones od czasów Mad Men wie, jak grać nieprzyjemne bohaterki i tu nadal się to udaje. I dobrze, że z każdym odcinkiem poznajemy zupełnie nową twarz Carol i możemy ją zrozumieć. Ciekawie również stworzono postać Mandy, macochy Justina. Gdy ją pierwszy raz widzimy, wydaje się głupiutką, młodą żoną. Szybko okazuje się, że Mandy jest inteligentna, ambitna i wspiera potrzebujących. I mimo że sama postać nie jest trudna do zagrania, w porównaniu chociaż do Carol, to Sarah Wright Olsen nadaje jej mnóstwo uroku. A sama postać jest dużym plusem ukazywania macoch i dobrze, że twórcy nie zdecydowali się iść po schematach. Przynajmniej w tym przypadku. 

Trudno zaś wypowiedzieć jednoznaczną opinię o Kat. Czasem wydaje się irytująca i egoistyczna, czasem zaś łatwo zrozumieć, czemu zakochało się w niej dwóch mężczyzn. Szkoda tylko, że zrobiono z niej taką egoistkę i rzadko kiedy, podczas serialu, możemy zobaczyć Kat w roli przyjaciółki – bo to ona najczęściej tej jednostronnej przyjaźni wymaga. I przez to traci Jenn, która oczywiście ma własny wątek, jednak gdy tylko znów stoi obok Kat, zamienia się w typową przyjaciółeczkę z seriali i filmów dla nastolatków, która nie ma własnego życia i istnieje tylko po to, by wspierać główną bohaterkę (och, Historio Kopciuszka, patrzę tu na ciebie). Tak samo z Marcusem, innym bardzo ciekawym bohaterem – gdy jest pokazany osobno jego wątek, wszystko jest super. Jednak przy Kat od razu zamienia się w stereotypowego kumpla, zakochanego w swojej przyjaciółce, której nie może mieć.  Jedynie Justin nie blaknie nigdy przy Kat, wciąż będąc pełnoprawnym bohaterem. Tyle że z Justinem jest inny kłopot.

Tak naprawdę Justin to typowy bad boy i nic więcej. Niby zły i okrutny, ale tak naprawdę z miękkim sercem. Oczywiście, ma za sobą traumatyczne wydarzenie (śmierć matki) przez które nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć, oprócz TEJ JEDYNEJ. I w sumie jedyne, co go od tych bad boyów odróżnia, to jego pasja – łyżwiarstwo. A gdyby nie naprawdę dobra rola Evan Roderick, który swoim czarem trochę zasłania schematyczność swojego bohatera, to byłaby jedna z gorszych postaci. A tak, scena, gdy Justin stoi naprzeciw ciężarówki i nie chce się ruszyć, jest jedną z lepszych – bo choć wiemy, że nie może umrzeć, to w jego oczach widać, że jest w stanie to zrobić i się zabić.  

Spinning out to serial bardzo nierówny, mający zarówno świetne elementy, jak i te o wiele gorsze. Jednak na pewno dla fanów seriali ze sportowym tematem będzie miłą odskocznią od codzienności. Skomplikowane choreografie, świetnie dobrana muzyka i stroje – przyjemnie oglądać sceny na lodowisku. Nad resztą scenarzyści powinni trochę popracować, co nie oznacza, że jest źle.

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV