Suicide Squad #01: Czarne więzienie – recenzja komiksu

DC Odrodzenie z impetem wkracza na polski rynek. Egmont Polska mocno zatrząsł naszymi portfelami, serwując całą masę tytułów z nowej linii wydawniczej amerykańskiego potentata. Można było się spodziewać, że obok sztandarowych albumów z przygodami Batmana, Supermana czy Ligi Sprawiedliwości, rodzimy wydawca zdecyduje się zainwestować w nową odsłonę szalonych eskapad Oddziału Samobójców (Suicide Squad). Pierwszy tom, zatytułowany Czarne więzienie, utwierdza nas w przekonaniu, że mamy do czynienia z wybuchową, dynamiczną serią, pełną brutalnych i mocno krwawych scen.

Ocena recenzenta:
6/10

DC Odrodzenie z impetem wkracza na polski rynek. Egmont Polska mocno zatrząsł naszymi portfelami, serwując całą masę tytułów z nowej linii wydawniczej amerykańskiego potentata. Można było się spodziewać, że obok sztandarowych albumów z przygodami Batmana, Supermana czy Ligi Sprawiedliwości, rodzimy wydawca zdecyduje się zainwestować w nową odsłonę szalonych eskapad Oddziału Samobójców (Suicide Squad). Pierwszy tom, zatytułowany Czarne więzienie, utwierdza nas w przekonaniu, że mamy do czynienia z wybuchową, dynamiczną serią, pełną brutalnych i mocno krwawych scen.

Scenarzysta recenzowanego komiksu (Rob Williams) w telegraficznym skrócie prezentuje głównych członków kontrowersyjnego zespołu. Nikczemna i władcza Amanda Waller werbuje największych zakapiorów z uniwersum DC. W skład Oddziału Samobójców wchodzą: płatny morderca Deadshot, muskularna kreatura, Killer Croc, potężna wiedźma Enchantress, łebski Kapitan Bumerang, japońska wojowniczka Katana, a przede wszystkim niezrównoważona partnerka Jokera, Harley Quinn. Niekwestionowanym liderem bandy wykolejeńców zostaje zdegradowany pułkownik Rick Flagg.

Akcja w Suicide Squad #01: Czarne więzienie pędzi w iście ekspresowym tempie. Brytyjski scenopisarz zamiast na budowaniu relacji między adwersarzami, skupia się na typowej dla komiksu superbohaterskiego rozwałce, przez co napisana przez niego opowieść przypomina film Davida Goyera, poświęcony drużynie Quinn.  Bohaterowie rzeczonego woluminu konfrontują się z powracającym ze Strefy Widmo, demonicznym generałem Zodem – zaciekłym wrogiem Człowieka ze Stali. Żeby tego było mało do pojedynku dołącza dziwacznie wyglądająca Brygada Zagłady (Tunguski, Gułag, Cosmonut oraz Tankograd), czyli drużyna rosyjskich meta-ludzi.

Na deser otrzymujemy ciekawie skonstruowane nowele ukazujące dawne dzieje Samobójców. Najlepsze wrażenia sprawia historia Katany, a równie interesująco wypadają przewrotne perypetie Kapitana Bumeranga. W albumie będziemy również świadkami zaskakującej śmierci jednego z ważnych ogniw Suicide Squad, a także gościnnego występu Króla Błaznów oraz Mrocznego Rycerza. Niestety nie wszystkie elementy fabuły są spójne i dobrze poprowadzone – zawodzi kreacja Killer Croca, a występ Enchantress jest ledwie epizodyczny.

Z dobrej strony prezentuje się natomiast warstwa graficzna niniejszego woluminu. Za ilustracje w owym albumie odpowiada cała plejada utalentowanych artystów, na czele z legendarnym Jim Lee . Godnie mu wtórują, równie precyzyjni rysownicy, którzy zdarli przysłowiowe zęby na komiksie superbohaterskim – Jason Fabok, Gary Frank, Scott Williams , Ivan Reis czy Philip Tan. Dodatkowo otrzymujemy zestaw okładek, ukazujących Oddział Samobójców w pełnej krasie.

Czarne więzienie nie jest z pewnością komiksem wybitnym czy ważnym punktem w DC Odrodzeniu, ale zdecydowanie pełni rolę bezkompromisowej zabawy dla wielbicieli tego typu szalonych opowieści. Rzecz godna polecenia dla miłośników talentu Jima Lee i postaci Harley Quinn. Słowem, psychopaci atakują!

Źródło: fot. Egmont

Suicide Squad #01: Czarne więzienie

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV