Łowca androidów - ciekawostki, kulisy i zdjęcia z planu [powrót do przeszłości]

Łowca androidów to film Ridleya Scotta, który dziś nosi miano kultowego. Zobaczcie ciekawe zdjęcia z planu produkcji i poznajcie ciekawostki, o których mogliście wcześniej nie wiedzieć.

Łowca androidów to film Ridleya Scotta, który dziś nosi miano kultowego. Zobaczcie ciekawe zdjęcia z planu produkcji i poznajcie ciekawostki, o których mogliście wcześniej nie wiedzieć.

Łowca androidów to nie tylko wciągająca historia, ale także nowatorskie rozwiązania realizacyjne, o jakie pokusili się twórcy. Jednym z nich jest technika „lśniących oczu” – Ridley Scott i Jordan Cronenweth osiągnęli ten efekt dzięki lustrom zamontowanym pod kątek 45 stopni względem kamery. To właśnie odbicie światła od nich powodowało, że bohaterom filmu w charakterystyczny sposób mieniły się oczy. Co ciekawe, w filmie wykorzystano tylko 90 różnych efektów specjalnych, w większej mierze skupiając się na realizowaniu praktycznych scen. Dla przykładu – latające samochody nie zostały wygenerowane komputerowo, a z pomocą prawdziwych rozmiarów modeli, z których każdy ważył po kilka ton. „Latały” dzięki specjalnym dźwigom, które unosiły je w górę, natomiast dzięki nieustannemu deszczowi w filmie, skutecznie udało się ukryć w tle kable i wysięgniki.

W scenie, w której Pris (Daryl Hannah) po raz pierwszy spotyka Sebastiana (William Sanderson), obserwujemy jej ucieczkę. W jej trakcie kobieta wpada do samochodu i rozbija okno łokciem. Jak się okazuje, był to zupełny przypadek – Hannah potknęła się na mokrym gruncie i naprawdę uderzyła o szybę (prawdziwe szkło, nie atrapę). Aktorka rozcięła łokieć w ośmiu miejscach i do dziś ma blizny po tym wydarzeniu. Inną przypadkowo nagraną sceną jest ta, w której Dekard odpycha Rachael, gdy ta chce opuścić jego mieszkanie – Harrison Ford użył nieco za dużo siły i grymas bólu i zaskoczenia na twarzy Sean Young to rzeczywista reakcja na jego uścisk. Aktorka niejednokrotnie obrażała się na Forda na planie – później kolega robił wszystko, by jakoś ją udobruchać, bowiem zdarzało się, że panowała między nimi lodowata atmosfera...

Rutger Hauer nie żyje. Aktor miał 75 lat

Sam Ridley Scott nazywa Łowcę androidów swoim najbardziej osobistym oraz ulubionym filmem – nawet mimo tego, że cały proces twórczy był raczej napięty, a reżyserowi w pewnym momencie odebrano kontrolę kreatywną nad produkcją (na szczęście cały materiał zdążył zostać nakręcony – ostatnią scenę nagrano dosłownie kilka godzin przed tym, jak do akcji wkroczyli producenci). Powodem tej sytuacji było to, że Scott i Michael Deeley znacznie przekroczyli budżet, w związku z czym zarząd postanowił odsunąć ich od sterów na etapie montażu. Po perturbacjach, negocjacjach i przekonywaniu ze strony Alana Ladda Jr., panowie wrócili na stanowisko, ale do końca czuli na sobie czujne spojrzenie producentów.

Ciekawy jest również sam proces castingu do produkcji. Ridley Scott zatrudnił do roli Roya Batty’ego, aktora, którego wcześniej nawet nie poznał. Wystarczyło mu, że obejrzał, jak Rutger Hauer radzi sobie na ekranie w filmach Tureckie owoce, Namiętność Kate czy Żołnierz Orański – jego kreacja zrobiła na nim piorunujące wrażenie i reżyser nie wyobrażał sobie, by tę rolę w jego filmie mógł zagrać ktoś inny. Co ciekawe, gdy już przyszło co do czego i panowie mieli pierwszy raz się spotkać, Hauer (celem nabrania reżysera) stawił się w umówionym miejscu w ogromnych zielonych okularach przeciwsłonecznych, różowych, satynowych spodniach i w białym swetrze z wizerunkiem lisa. Jak w jednym z wywiadów wspominała producentka wykonawcza, Katherine Haber, Scott dosłownie zbladł z przerażenia. To nie jedyny przykład, gdy Scott zatrudnił do filmu aktora, z którym wcześniej nie miał nawet do czynienia - podobna sytuacja miała miejsce przy okazji castingu Franka McRae, który otrzymał rolę Leona – reżyser nie miał okazji odbyć z nim przesłuchania castingowego i do zaangażowania go do produkcji wystarczyło mu tylko zapewnienie jego sekretarki, że była prawdziwie przerażona spotkaniem z aktorem (kobieta wskazywała, że wzbudził w niej on duży niepokój już samą swoją aparycją).

fot. materiały prasowe

Pierwsza zmontowana wersja filmu trwała całe cztery godziny. Choć ekipa i obsada byli bardzo dumni z efektu swojej pracy i otwarcie nazywali film pięknym, trzeba było dokonać pewnych cięć, bowiem pojawiały się głosy mówiące o tym, że dla odbiorców to wszystko będzie niezrozumiałe. Gdy ostateczna wersja weszła na ekrany kin, w dalszym ciągu nie podbiła serc publiczności (a przynajmniej nie wszystkich) – wynik w box office wypadł średnio, a film nazwano zbyt powolnym i ponurym. Niestety nie sprawdziły się przewidywania producenta – Alan Ladd Jr. Specjalnie wybrał dzień 25 czerwca na datę premiery filmu, ponieważ inne 25. dni miesiąca przynosiły mu do tej pory sukcesy w gatunku sci-fi. Dopiero po latach Łowca androidów został doceniony przez krytyków i dziś ma status kultowego – w 2000 roku zajął 4. miejsce na liście najlepszych filmów wszech czasów (Moviemail) oraz 2. miejsce w rankingu najlepszych filmów wszech czasów (BBC). W 2001 roku Empire nadał mu tytuł 16. najlepszego filmu w historii, zaś w 2002 roku zajął 8. miejsce w takim samym rankingu, ale przeprowadzonym przez Channel 4. Podobnych zestawień tworzono przez lata jeszcze wiele, a Łowca androidów utrzymywał w nich swoją mocną pozycję. Ciekawostka - zanim nazwano film Łowcą androidów, twórcy rozważali serię innych tytułów, w tym: Do Androids Dream of Electric Sheep?, Android, Mechanismo, Dangerous Days a nawet Gotham City.

Produkcja bazowała na powieści Philipa K. Dicka, który zmarł, zanim zdążył obejrzeć całą adaptację. Mówi się jednak, że przed śmiercią zdążył zapoznać się z pierwszymi 20 minutami nagrań, które zrobiły na nim wielkie wrażenie – wspominał, że jego świat został uchwycony doskonale, a lepszego Deckarda sam nie mógłby sobie wyobrazić. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ani Ridley Scott ani scenarzysta David Webb Peoples nigdy nie przeczytali książki autora... Jeżeli i Wy nie mieliście okazji czytać książki, oto kilka ciekawych różnic między nią a filmem:

  • akcja powieści rozgrywa się w San Francisco w 1992 roku, natomiast filmu – w Los Angeles 2019;
  • w książce akcja rozgrywa się na kilka lat po wielkiej wojnie światowej, która wyludniła ziemię. W filmie nie ma żadnych odniesień do wojny, a ziemia jest po prostu zanieczyszczona, toksyczna i przeludniona;
  • w książce pojawia się określenie Android – w filmie: Replikant;
  • w książce firma produkująca Androidy to Rossen Association (właściciel to Eldon Rossen). W filmie – Tyrell Corporation (właściciel to Eldon Tyrrell).

Harrison Ford, odtwórca roli Deckarda, przez wiele lat unikał mówienia o filmie. Łatwo można było się domyślić, że Łowca androidów nie jest jego ulubioną produkcją. Wspominając proces tworzenia filmu pamięta jedynie silną frustrację, ponieważ było to naprawdę wyczerpujące – reżyser mówił aktorom, że muszą kręcić w kółko te same lub zmienione sceny po to, by zwiększyć szanse na sukces w box office, co ostatecznie i tak się nie udało. W wywiadach po wielu latach od premiery aktor wyznał, że realizacja była trudna nie tylko z uwagi na kłótnie z reżyserem, ale także przez to, że zmuszano go do wykonywania czyichś pomysłów, do których kompletnie nie był przekonany. Najgorszym z nich było zdaniem aktora nagrywanie kwestii mówionych z offu, na które uparli się producenci Jerry Perenchio i Bud Yorkin – mieli oni bowiem wizję, że w początkowych scenach Deckard będzie opowiadał historię jak narrator, nawet nie pokazując się przed kamerą. Ford wspominał, że te kwestie były „błazeńskie” i był zażenowany tym, że musiał je czytać. Producenci oczekiwali od niego lektury, w której Deckard dosłownie wyjaśnia publiczności aspekty filmu (pomysł został spowodowany kiepskim odbiorem filmu na pokazach testowych i zdaniem ekipy te dogrywane kwestie przynajmniej w pewnym stopniu mogłyby poprawić zrozumienie obrazu wśród publiczności). Ridley Scott od początku był temu pomysłowi przeciwny.

Aktorami, którzy przed Fordem byli brani pod uwagę do roli Deckarda, to Dustin Hoffman, Tommy Lee Jones, Gene Hackman, Sean Connery, Jack Nicholson, Paul Newman, Clint Eastwood, Arnold Schwarzenegger, Al Pacino, Burt Reynolds, William Devane, Raul Julia, Scott Glenn, Frederic Forrest, Robert Duvall, Judd Hirsch, Cliff Gorman, Peter Falk, Nick Nolte, Martin Sheen i Christopher Walken. Każdy z nich jednak był zmuszony odmówić z uwagi na inne zobowiązania lub po prostu brak zainteresowania scenariuszem.

nullfot. materiały prasowe

Zgodnie z dostępnymi opisami, Scott na planie filmu Łowca androidów rzeczywiście mógł bywać nie do zniesienia. Gdy odkrył, że kolumny w jednej ze scen zostały ustawione do góry nogami, zaangażował całą ekipę, by ustawiła je poprawnie (co trwało kilka godzin). Po dwóch tygodniach kręcenia zdjęć oświadczył, że jednak nie podoba mu się ich oświetlenie, w związku z czym wszystko trzeba było nagrywać od nowa. Ponadto, realizował wiele nieplanowanych scen, przez co budżet filmu w szybkim tempie się zawyżał. Wszystko to doprowadziło do wielu konfliktów, zarówno z producentami, jak i z ekipą stojącą za realizacją obrazu.

Ogólnie rzecz biorąc, realizacja Łowcy androidów wiązała się także z wieloma napiętymi sytuacjami. Z uwagi na amerykańskie przepisy, Ridley Scott nie mógł wprowadzić na plan swojej brytyjskiej ekipy, a wspomniani już producenci nadzorowali i kwestionowali każdy jego ruch, przez co popadał we frustrację. W tym samym czasie Amerykanie z ekipy filmowej miewali różne humory, bowiem według nich współpraca ze Scottem do lekkich i przyjemnych raczej nie należała (przez jego perfekcjonizm dni zdjęciowe trwały nawet po 13 godzin, nie wspominając o wielokrotnych dublach scen). Nieustannie kogoś zwalniano i wprowadzano na jego miejsce nową osobę, co powodowało chaos i dezorientację wśród wszystkich. Warto wspomnieć, że to właśnie Łowca androidów był pierwszym amerykańskim filmem reżysera – do tej pory Scott współpracował z Brytyjczykami, co bardzo sobie cenił (miał wgląd w pracę operatora i często sam stawał za kamerą, co tutaj nie mogło mieć miejsca).

Według opowieści tych, którzy bywali na planie, Ridley Scott za wszelką cenę dbał o to, by na wszystkich rekwizytach znajdowały się najdrobniejsze detale – nawet mimo tego, że nie sposób było pokazać to w filmie. Na drzwiach autobusu, który dosłownie przemykał przez kadry napisano „Kierowca jest uzbrojony – nie ma gotówki”, na parkometrach maleńkim druczkiem zamieszczono napis: „UWAGA – NIEBEZPIECZEŃSTWO. Możesz zostać zabity przez wewnętrzny układ elektryczny, pod który podpięty jest miernik”. Reżyser zdawał sobie sprawę z tego, że takich detali kamera nawet nie uchwyci, a mimo to chciał aby wszystko wyglądało tak, jak należy – za ten poziom szczegółowości z pewnością należy się uznanie.

Co ciekawe, początkowo Ridley Scott wcale nie był zainteresowany realizacją tego filmu – w tym czasie zamierzał rozpocząć prace nad inną adaptacją powieści sci-fi, mianowicie Diuną. Reżyserem i scenarzystą zostali więc Robert Mulligan i Hampton Fancher, którzy jednak szybko zaczęli sprzeczać się w kwestiach pomysłu na tę produkcję. Scott, który w tym czasie pozostał bez filmu do realizacji (Diuna stała w miejscu i długo nie otrzymywała zielonego światła), zechciał więc raz jeszcze zapoznać się z (poprawionym już) scenariuszem. Zdecydował się, że jednak zajmie się Łowcą androidów także dlatego, że w tamtym czasie zmarł jego brat, Frank, a reżyser po prostu chciał zająć czymś myśli, by nie wracać do rodzinnej tragedii. Dziś mówi się, że miało to silny wpływ na intensywną mroczną atmosferę produkcji (swoją drogą film jest dedykowany pamięci Franka).

fot. Warner Bros.

Wiedzieliście, że w czasie premiery filmu funkcjonowało zjawisko znane powszechnie „Klątwą Łowcy androidów”? Oczywiście możemy mówić tu o zbiegu okoliczności, jednakże wyjątkowo niesłychanym. Chodzi o lokowanie produktu – wszystkie marki, które pojawiły się na ekranie w filmie, po premierze zaczęły borykać się z problemami finansowymi. Podczas gdy w tamtym czasie firmy te były liderami rynku, wiele z nich doświadczyło katastrofalnych niepowodzeń w ciągu następnej dekady, a część już nawet nie istnieje (RCA, wiodąca firma w zakresie elektroniki, została wykupiona przez GE znikając z rynku; Atari padło ofiarą dekoniunktury i w latach 90. Przestało istnieć (nie mylić z dzisiejszym Atari); Cuisinart zbankrutowało – i wciąż są to tylko wybrane przykłady).

Oto pozostałe ciekawostki:

  • Joanna Cassidy, która wcielała się w rolę Zhory, wykorzystała w filmie swojego prawdziwego pupila – węża imieniem Darling. To dlatego realizacja sceny z pytonem przyszła jej z taką łatwością – była z nim doskonale zaznajomiona;
  • makijaż Daryl Hannah był inspirowany postacią z horroru Nosferatu - symfonia grozy
  • Joe Turkell, który wcielał się w Tyrella, miał duże trudności z zapamiętywaniem swoich (często bardzo specjalistycznych) kwestii mówionych. Pomagała mu więc ekipa, która poza światłem kamery trzymała banery z tekstem do czytania. Mimo to aktorowi nie było łatwo, bowiem miał na nosie grube okulary Tyrella, przez które mało co widział;
  • naklejenie wszystkich cekinów na Joannę Cassidy zajmowało 3 godziny;
  • scena z Chewem realizowana była w chłodni, a obsada naprawdę dygotała podczas kręcenia zdjęć – było tam niezwykle zimno;
  • akcja filmu rozgrywa się w listopadzie 2019 roku;
  • to Ridley Scott zdecydował o tym, by sekwencja otwierająca film składała się tylko z napisów na czarnym tle. Reżyser był tak pewny spektakularnego ujęcia otwierającego, że nie chciał, by czołówka choć trochę je przyćmiła;
  • Rutger Hauer otrzymał propozycję własnego kierowcy, który codziennie woziłby go na plan w tę i z powrotem. Aktor odmówił jednak, tłumacząc, że będzie to dodatkowe obciążenie dla budżetu. Sam wynajął cadillaca i przyjeżdżał na plan samodzielnie. Podobnie było w przypadku Edwarda Jamesa Olmosa, który – by zaoszczędzić na budżecie filmowym – sam kupował sobie niebieskie soczewki kontaktowe;
  • Hy Pyke zrealizował swoją scenę już za pierwszym ujęciem. Było to prawie niemożliwe, biorąc pod uwagę perfekcjonizm Ridleya Scotta i jego manię powtarzania scen często po kilkanaście razy;
  • Scott nie jest fanem nocnych zdjęć – jak mówi, doświadczenie nauczyło go, że produktywność aktorów spada po lunchu, więc większość scen realizowano w godzinach porannych;
  • Sporna okazała się także kwestia castingu Rachael – Ridley Scott obstawał za Sean Young, zaś Jane Feinberg i Morgan Paull widzieli w tej roli Ninę Axelrod. Koniec końców jednak to reżyser postawił na swoim – jak mówi, wybrał niedoświadczoną jeszcze aktorkę, ponieważ kojarzyła mu się z Vivien Leigh.

Zobaczcie zdjęcia z planu produkcji:

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV