Małgorzata Kożuchowska o filmie Proceder: To nie tak, że teraz będę grać same gangsterki [WYWIAD]

Małgorzata Kożuchowska w filmie Proceder gra czarny charakter. Kim jest Łysa? W rozmowie zdradziła nam kulisy prac na planie oraz swoje przemyślenia na temat tego, czym Proceder tak naprawdę jest.

Małgorzata Kożuchowska w filmie Proceder gra czarny charakter. Kim jest Łysa? W rozmowie zdradziła nam kulisy prac na planie oraz swoje przemyślenia na temat tego, czym Proceder tak naprawdę jest.

Adam Siennica

Adam Siennica

Proceder to kolejny film, w którym Małgorzata Kożuchowska wciela się w inną rolę, niż fani są do tego przyzwyczajeni. Z aktorką spotkałem się we wrześniu 2019 roku podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Zdradziła mi wówczas różne przemyślenia na temat pracy na tym planie.

Proceder od niedawna jest na ekranach kin i w pierwszy weekend obejrzało po ponad 200 000 widzów.

ADAM SIENNICA: Łysa w filmie Proceder to kolejna rola zmieniająca pani wizerunek. To gangsterka, która jest na swój sposób przerażająca. Cały czas maluje się na jej twarzy uśmiech, za którym kryje się coś groźnego.

MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA: Zło jest pociągające. Na początku zawsze wydaje się bardziej atrakcyjne niż dobro, dlatego jest tak bardzo niebezpieczne. Chciałam to właśnie w taki sposób pokazać.

W tym widzę właśnie jej sukces, w pociągnięciu Chady do nielegalnego procederu.

Tak, ona go tym uwiodła, ale nigdy nie chciała z nim być. Tak naprawdę można by długo dyskutować o tym wątku i zrobić nawet oddzielny film na jego podstawie. Łysa jest tak głęboko uwikłana w struktury gangsterskie, że bycie z Chadą jest wręcz śmiertelnie niebezpieczne. Jest inteligentna i ma instynkt samozachowawczy, więc wie, że nie może sobie na to pozwolić.

Nie wiem, czy pani widziała różne teorie związane z odbiorem Procederu. Najciekawszą jest ta, że Łysa tak naprawdę nie istnieje i jest wytworem umysłu Chady.

To ciekawa teoria! Bardzo mi się podoba [śmiech]. Natomiast nie prowadziliśmy tej postaci w ten sposób. Ona oczywiście jest złem w czystym wymiarze, na pewno można ją też potraktować metaforycznie. W pierwowzorze była to postać męska i podobno ktoś taki rzeczywiście istniał i miał wpływ na złe rzeczy, które wydarzyły się w życiu Chady. Zdecydowano jednak, że ja dostanę tę rolę, więc zamieniono mężczyznę w kobietę. Jest to interesujący zabieg, bo to mniej jednoznaczne, groźniejsze, okrutne, ale też bardzo prawdopodobne. Niedawno na jednym z portali informacyjnych czytałam o liście gończym za dziewczyną, która kierowała zorganizowaną grupą przestępczą w środowisku pseudokibiców. Na zdjęciu była niewinnie wyglądająca, atrakcyjna dziewczyna, czyli wizerunek, który nie pasuje do przestępczyni. Od razu gdy ją zobaczyłam pomyślałam: Łysa.

To jest postać będąca budulcem całego wątku, czyli historii Chady.

Trochę też tym usprawiedliwiamy jego wybory, bo łatwiej dać się zwieść takiej kobiecie niż jakiemuś gangsterowi.

A to też jest ważne dla tego, jaki jest Proceder. To przede wszystkim film o człowieku.

Dla mnie jest to przede wszystkim film o poszukiwaniu szczęścia, miłości, walce o marzenia i realizowaniu swoich pasji. Uważam, że zadaje nam pytanie: na ile jesteśmy w stanie zmienić koleje naszych losów? Na ile jesteśmy władni, aby wyrwać się z tego środowiska, w którym się wychowaliśmy i oderwać się od przyziemnych spraw, których nie da się ominąć? Jeśli chcesz wydać płytę, musisz liczyć się z kosztami i szukać inwestora. Potrzebujesz dużo szczęścia, aby spotkać ludzi, którzy mogą Ci pomóc w realizacji tego marzenia. Jednocześnie jednak potrzebujesz pieniędzy na jedzenie i opłacenie rachunków. O tym też mówi Proceder. Historia toczy się przez 20 lat pokazując, jak jedni poradzili sobie z czasem reformacji, a drudzy niekoniecznie. To wszystko jest w filmie wyraźnie, sugestywnie i prawdziwie pokazane.

Tę prawdę czuć też w dialogach, które brzmią zaskakująco autentycznie.

To jest coś, czego podczas pracy szukamy, chcemy, aby dialogi były prawdziwe, a opowieści poruszające. Takie, które dają widzowi szansę identyfikowania się z bohaterami. Pobudzają do myślenia, wzbudzają emocje. O to w tym tak naprawdę chodzi.

Proceder pokazuje, że ta rzeczywistość czasem może przerosnąć każdego.

Swego czasu grałam w filmie “Wtorek” Witolda Adamka. Grali tam Kukiz, Bolec i Pilch. Bolec grał mojego filmowego męża, polubiliśmy się. Był raperem z Krakowa - niezwykle utalentowanym, wrażliwym, dowcipnym, inteligentnym, więc jak poznałam historię Chady, od razu sobie o nim pomyślałam. Sytuacja w jakiej się znaleźli jest bardzo podobna. Widziałam, jak Bolec walczy, wchodząc do show-biznesu, grając w filmach i sądziłam, że mogę mu pomóc. Był to bardzo wartościowy i wrażliwy człowiek. Jednak ciągle zmagał się z brakiem pieniędzy, pojawiły się też narkotyki, problem z alkoholem. To go zniszczyło i doprowadziło do śmierci. Decydując się na zagranie w Procederze, pomyślałam, że zrobię to też dla niego.

Czyli to była taka inspiracja do roli?

Tak, na pewno jedna z kilku. Rola sama w sobie była bardzo ciekawa. Ta historia, o której opowiedziałam, była dla mnie dodatkowym bodźcem i poczuciem sensu.

Dobre w tym filmie jest też to, że choć jest o raperach, nie mówi tylko do środowiska hip-hopowego.

Absolutnie się zgadzam. Jest to uniwersalna historia. Przyznaję, że gdy pierwszy raz widziałam Proceder, to mnie zaskoczył. Oczywiście bardzo pozytywnie! ... Gdy usłyszałam, że trwa 130 minut, pomyślałam sobie: O Boże! [śmiech]. Modliłam się, aby mi się podobał! [śmiech] I tak było, nie zerkałam nerwowo na zegarek i ani przez moment nie czułam znużenia.

Dlatego też właśnie to tak pozytywnie zaskakuje...

Naprawdę taki był plan od początku. Każda moja rozmowa z reżyserem Michałem Węgrzynem dawała mi do zrozumienia, że chcemy zrobić film o człowieku, który budzi wielkie emocje wśród swoich fanów i wyjść z tą historią do szerszej grupy odbiorców. Sądząc z docierających do mnie opinii, udało się. Ułatwieniem był też fakt, że bracia Węgrzyn w jakimś stopniu należą do tego świata. Oni dobrze się w tym czują, znają go. To była wartość dodana, którą wnieśli do Procederu.

Łysa, gangsterka... jakie kolejne role sprzeczne z wizerunkiem Małgorzaty Kożuchowskiej nas czekają?

[śmiech] Zobaczymy. Interesuje mnie taka różnorodność. To nie tak, że teraz będę grać tylko same gangsterki i już nigdy w życiu nie zagram w komedii romantycznej! O tym, że chciałabym odmiany mówiłam wcześniej w wywiadach i nawet zaczęłam myśleć, że to chyba nieskuteczny zabieg. Okazało się, że wytrwałość i konsekwencja w działaniu popłacają [śmiech]. Dlatego chcę być szczera i oddać to Patrykowi Vedze, który jako pierwszy zdecydował się powierzyć mi rolę, która wymagała ode mnie totalnej metamorfozy i zupełnie nowych środków wyrazu. Tym samym wyważył zamknięte dla mnie do tej pory drzwi z ciekawymi rolami.

Źródło: zdjęcie główne: Wojciech Węgrzyn

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV