The Mandalorian s01e01 - ostatnia scena zaskakuje. Wyjaśniamy, o co w niej chodzi [spojlery]

Ostatnia scena pierwszego odcinka The Mandalorian to coś, co według twórców może zmienić Gwiezdne Wojny. Dlaczego? Artykuł zawiera bardzo duże spoilery.

Ostatnia scena pierwszego odcinka The Mandalorian to coś, co według twórców może zmienić Gwiezdne Wojny. Dlaczego? Artykuł zawiera bardzo duże spoilery.

Adam Siennica

Adam Siennica

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

The Mandalorian poświęcił pierwszy odcinek na wprowadzenie widza w kompletnie nowy, inny świat Gwiezdnych Wojen, który jest znajomy, a zarazem raczy widza czymś świeżym i oczekiwanym. Pierwsze opinie widzów są bardzo entuzjastyczne i to nawet pomimo tego zwrotu akcji. Ostatnia scena zaskakuje.

Mandalorianin odnajduje swój cel, którym jest 50-letni przedstawiciel rasy Yody, czyli twórcy wzięli za istotny element fabuły pierwszego sezonu (serialu?) coś, co było owiane niezwykłą tajemnicą od kiedy mistrz Jedi pojawił się na ekranie. Tym samym jest to potwierdzenie plotek sprzed kilku tygodni - w nich mówiono, że na planie dostrzeżono różne kukiełki przedstawiające postacie z rasy Yody. Do tego dziennikarze Makingstarwars.net dodali, że do pracy przy The Mandalorian został zaproszony sam George Lucas, który zadbał o to, by kwestię tej rasy były w pełni zgodne z jego oryginalną wizją. Jednak te doniesienia nie sugerowały, że celem łowcy nagród będzie dziecko tych stworzeń.

Rasa Yody jest całkowitą tajemnicą. Poza Yodą znamy jedynie mistrzynię Jedi o imieniu Yaddle z Mrocznego Widma, a George Lucas nałożył blokadę na poruszanie tematu. Nie znamy jej nazwy, pochodzenia oraz - w przypadku fabuły serialu - tajemniczego zainteresowania imperialnego watażki. Z uwagi na to, że w grę wchodzi naukowiec, można domyślić się, że chodzi o eksperymenty, wydobycie jakichś istotnych właściwości lub broni? Wiemy, że Yaddle i Yoda byli istotami wrażliwymi na Moc na wyjątkowym poziomie, ale nie szedłbym w tym kierunku spekulacji, bo kwestie Mocy aktualne władze Lucasfilm chcą pozostawić w sferze mistycznej, nie naukowej jak Mroczne widmo.

nullfot. Disney+

Pierwsze wrażenie może być szokujące i... irytujące. Nie da się przecież ukryć, że to jest ruch odważny i szalenie ryzykowny. Zwłaszcza w kwestii Gwiezdnych Wojen, gdzie odbiorcy reagują często w totalnych skrajnościach. Każdy najmniejszy błąd, niedociągnięcie czy brak satysfakcji, może spotkać się z burzą w sieci, przy której Ostatni Jedi będzie falą w szklance wody. Twórcy przecież chcą poruszyć największą tajemnicę Gwiezdnych Wojen, czyli z jakiej rasy pochodzi Yoda i jakie to może mieć znaczenie. 

The Mandalorian - przeczytaj recenzję pierwszego odcinka serialu ze świata Star Wars

Jednocześnie jednak odcinek pokazuje, że pomimo odwagi i podejmowania się tego wyzwania, twórcy wydają się świadomie poruszać w świecie Gwiezdnych Wojen. Mogą wiedzieć, jak pokazać pewne kwestie, by rozbudować kanon, świat, ale nie wywołać fali nienawiści u połowy mieszkańców Ziemi. Przecież każdy tam musi zdawać sobie sprawę, że kwestia Yody dla wielu jest świętością, a nawet dla widzów jest na pewno czymś intrygującym. Łatwo w tej kwestii o rozczarowanie i powiedzenie czegoś zbytecznego o ziomkach mistrza Jedi. Jestem jednak pewien, że temat samego Yody nie będzie tutaj poruszany i nie dowiemy się nic o nim samym i jego przeszłości - może jakieś ogólne kwestie rasy wyjaśnią to i owo (np. jak Yoda uczył się basica, czyli uniwersalnego języka galaktyki, że mówi, jak mówi), ale twórcy muszą skupić się na innych aspektach, a może to się udać.

nullfot. Disney+

Jon Favreau i spółka zapowiadali, że ten twist zmieni Gwiezdne Wojny. Przyznaję rację, że jest to rzecz zaskakująca, mocna, ale też przede wszystkim ryzykowna. Na razie dostaliśmy zaledwie pierwszy krok w stronę czegoś, co może mieć prawdopodobnie większe znaczenie, niż na razie myślimy. Nawet z wyjęciem Yody z całego równania. Może George Lucas i spółka mają jakieś określone przyczyny, dla których ta rasa nie jest zbytnio liczna? To dowód na to, że Lucasfilm chce podejmować odważne i śmiałe decyzje, a tego w końcu oczekujemy i tego potrzebują Gwiezdne Wojny, aby dojrzewać.

Dlatego koniec końców nie ma co się emocjonować i rzucać piorunami - to nie jest ten czas. Mamy pierwszy sygnał, że The Mandalorian w kontekście rozwoju bogactwa uniwersum Gwiezdnych Wojen może mieć większe znaczenie niż kinowe filmy. Musimy dyskutować, spekulować i śledzić, bo przypuszczam, że to na razie jest nic, a kolejne odcinki mogą dopiero zaskoczyć. Takie mam przeczucie w Mocy...

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV