Menu

Creed: Narodziny legendy (2015)

Creed


Trailery i materiały video

Creed

Film jednym zdaniem

brak jeszcze opinii, jako pierwszy dodaj swoją!
Pokaż wszystkie opinie (0)

Najnowsza recenzja redakcji

Creed: Narodziny legendy to Rocky po raz siódmy. Sylvester Stallone po raz kolejny wraca do swej najsłynniejszej roli, acz tym razem pozwala innym wysunąć się na pierwszy plan opowieści. I bardzo dobrze.

Siódma opowieść o Rockym Balboa, Creed: Narodziny legendy, jest szczególna. To pierwsza ze scenariuszem nienapisanym przez samego Sylvestra; pierwsza, która nie ma w tytule „Rocky’ego”; pierwsza, która koncentruje się na kimś innym. I bardzo dobrze – czas Balboy przeminął. Na szczęście nie doszło do sytuacji, jaką widzieliśmy w filmie Spokojnie, to tylko awaria. Pamiętacie tę komedię? Nakręcony w 1982 r. film pokazywał mniej więcej nasze współczesne czasy, a na ścianie kiosku na lotnisku wisiał plakat filmu Rocky XXXVIII.

Creed: Narodziny legendy to film, który w zasadzie nie był do niczego Stallone’owi potrzebny. On sam świetnie skończył bokserską sagę blisko dekadę temu obrazem Rocky Balboa. Film przypomniał wszystkim, dlaczego pierwsza opowieść z tego cyklu zdobyła trzy Oscary (w tym za najlepszy film roku). Nie wiecie dlaczego? Bo to był po prostu świetny film o przełamywaniu granic. Granic w sporcie, oporów wewnętrznych, wielkim wysiłku, który przynosi efekty. Jeden z najlepszych w historii filmów sportowych. Potem nastąpiły lata odcinania kuponów, ale Rocky Balboa był piękną puentą.

I oto po latach nowi twórcy przyszli do Sylvestra i przekonali go do powrotu, bo wymyślili świetną fabułę o następnym pokoleniu, o przekazaniu pałeczki. Rocky spotyka tu bowiem i potem zaczyna trenować syna swego największego przeciwnika i przyjaciela – Apollo Creeda. Tego, z którym walczył; tego, którego śmierć pomścił (w części czwartej). Oto młody Adonis Johnson (bardzo dobry Michael B. Jordan, którego niedawno widzieliśmy jako Johnny’ego Storma w Fantastycznej Czwórce) chce udowodnić sobie i światu, że jest równie dobrym bokserem co ojciec, którego nigdy nie poznał. A kto może go do tego lepiej przygotować niż Rocky Balboa, najsłynniejszy przeciwnik taty?

Amerykanie potrafią kręcić filmy o sporcie, a zwłaszcza o boksie – i to jeden z tych właśnie świetnych bokserskich filmów. Z dobrze zarysowanym tłem obyczajowym, z wiarygodnymi postaciami na każdym planie, z rewelacyjną muzyką, ze świetnie stopniowanym napięciem, z finałem, który wstrząsa swą brutalnością i zachwyca formą. Niczym w tym pierwszym filmie sprzed czterech dekad nie ma tu uproszczeń czy zagrań pod publiczkę. To mocne widowisko pełne potu i krwi, w którym kształtuje się nowy bohater. Czy Creed okaże się początkiem nowego cyklu? Zobaczymy. Na razie dostaliśmy po prostu kawał świetnego kina i widowisko, które obok pierwszej i szóstej części Rocky’ego staje się jednym z lepszych aktorskich dokonań Sylvestra Stallone.

Pokaż całą recenzję Pokaż wszystkie recenzje redakcji (1)

Obsada

Adonis Johnson
Rocky Balboa
Mary Anne Creed
Tommy Holiday

Powiązane Artykuły

Norbert Zaskórski
111 -

Top 20 filmów na lato 2017. Doradzamy, co obejrzeć

Wielkimi krokami zbliżają się upragnione dla wielu ludzi wakacje. To też czas, aby nadrobić lub utrwalić filmowe produkcje. Proponujemy te, które świetnie się nadają do…

naEKRANIE
2524 -

Najlepsze filmy 2016 roku [lista aktualizowana]

Wybieramy najlepsze filmy 2016 roku. Oto produkcje, których jakości jesteśmy pewni, widzieliśmy je i polecamy.

Katarzyna Koczułap
0 -

Najlepsze dramaty 2016 roku

Rok 2016 dobiega końca, pora więc rozpocząć podsumowania. Jakie najlepsze dramaty mieliśmy okazję oglądać w polskich kinach?

Pokaż kolejne (17)

Komentarze