Repertuar kin Nowość Program TV
 

 

 

Amerykańscy bogowie (2001)

American Gods

Śr. ocena 7.8

Znasz tę książkę? Oceń!

0,0

Zgłoś błąd na stronie

Najnowsza recenzja redakcji

Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się z bogami, w których ludzie z czasem przestają wierzyć? Giną, dostosowują się do nowych realiów, a może po prostu odchodzą w zapomnienie i marnieją, wiodąc żywot niewiele różniący się od tego, jaki prowadzi przeciętny człowiek? Neil Gaiman, pisarz o niezwykłej wyobraźni, w swojej powieści Amerykańscy bogowie zdecydował się przedstawić jedną z wizji.

Cień właśnie kończy odsiadywać wyrok. Od wolności dzielą go już zaledwie tygodnie. Choć stara się tego nie okazywać, wewnętrznie rozpiera go radość powodowana tym, że w końcu będzie mógł powrócić do żony. Los nie zamierza być jednak tak łaskawy, więc przebywając jeszcze w więzieniu, skazaniec dowiaduje się, że jego luba tragicznie zginęła w wypadku samochodowym. Świat Cienia zaczyna drżeć w posadach, a jego dalsze istnienie przestaje mieć jakikolwiek większy cel. Po opuszczeniu zakładu karnego na swojej drodze spotyka tajemniczego pana Wednesdaya, który oferuje mu pracę. Mężczyzna nie wie, że właśnie wplątał się w boską intrygę.

Nietypowa to powieść, a już na pewno nie dla każdego. Pełna metafor, ukrytych znaczeń i symboliki. Granica między jawą a snem, sferą materialną a nierzeczywistą jest w niej bardzo niewyraźna i łatwo może ulec zatarciu. Dla części czytelników lektura może okazać się trudna, męcząca i niezrozumiała, pozostali zaś docenią pracę pisarza, zachwycając się oryginalnością fabuły, mnogością jej interpretacji i trafnymi spostrzeżeniami, jakie autor umieszcza w swoim dziele.

Amerykańscy bogowie ukazują konflikt tradycji i nowoczesnego stylu życia, w którym nie ma miejsca na religijne wartości, a wiara zostaje nakierowana na fast foody, telewizję, szybkie samochody i nowinki technologiczne. Konsumpcjonizm staje się nowym wyznaniem i nikt nie zaprząta sobie głowy starymi bożkami. Gaiman poniekąd krytykuje samą Amerykę, która jest sztucznym tworem pozbawionym własnej tożsamości, kultury i mitologii, stanowiącym jedynie zlepek tego, co wniosły do niej różne narodowości. Ludzie przybyli na ten kontynent przywieźli ze sobą własne wierzenia oraz idole, które nie miały jednak szansy przetrwać na nowej ziemi, wyparte przez bezlitosny postęp cywilizacyjny roztaczający wokół siebie swój własny kult. Przez karty książki często przewija się zdanie „To nie jest dobry kraj dla bogów” i jest w nim wiele prawdy.

Potężne niegdyś byty stały się cieniem samych siebie. Nikt nie wznosi już do nich modłów i nie składa ofiar, które dawały im moc. Skazani na szarą egzystencję gdzieś na obrzeżach wielkich miast, słabi i zapomniani, starają się odzyskać utracony blask. Bez wiary ludzi są niczym, a ci nie zaprzątają sobie już głowy jakimiś śmiesznymi istotami. Pisarz w niegłupi sposób rozprawia o tym, czy to bogowie stworzyli nas, czy też może my bogów.

Niniejsza pozycja to również powieść drogi, w której główny bohater, podróżując po Stanach i pomagając Wednesdayowi, jednocześnie szuka swojego własnego miejsca na ziemi. Z człowieka, o którym można powiedzieć co najwyżej, że po prostu był, stopniowo przemienia się w osobę potrafiącą docenić życie i czerpać z niego radość. Sam Cień to zresztą bardzo ciekawa postać. Małomówna, niezbyt wylewna, przyjmująca bez słowa skargi wszystko, co zgotuje jej los, aczkolwiek inteligentna i o dobrym sercu. Nietrudno zapałać do tego protagonisty szczerą sympatią. Zresztą Amerykańscy bogowie to cały panteon interesujących charakterów, reprezentujących chyba większość znanych mitologii. Odyn, Loki, Leprechaun, Horus, Bastet, Baron Samedi – to tylko nieliczne bóstwa, na jakie natkniemy się w trakcie lektury. Wyrazy uznania dla autora, który musiał poświęcić mnóstwo czasu na przygotowania.

Niewątpliwą zaletą powieści jest kilka możliwych interpretacji przedstawionych wydarzeń. Każdy zapewne tę intrygującą historię odczyta na swój własny sposób. Jedni potraktują bardziej dosłownie, inni zaś uznają, że wszystko, czego byli świadkami, to jedynie wytwór udręczonego umysłu, który nie radzi sobie ze stratą najbliższej osoby. A może jedna teoria wcale nie musi wykluczać drugiej? W końcu sny i fantazje płynnie przenikają się tu z rzeczywistością.

Amerykańscy bogowie to błyskotliwe, pełne humoru, ale i niezwykle inteligentne urban fantasy, które powinno nasycić każdego, kto spragniony jest literackiej uczty. Jest to jedna z tych powieści, które na długo zapadają w pamięć. Przed lekturą warto jednak mieć świadomość tego, po co sięgamy, jest to bowiem pozycja dla dojrzałego i wyrobionego czytelnika, będącego w stanie docenić dzieło Gaimana. A naprawdę warto się z nim zapoznać, tym bardziej że na księgarskie półki trafiło właśnie nowe, piękne wydanie w twardej oprawie, doprawione klimatycznymi ilustracjami.

Pokaż całą recenzję

 

 

Powiązane Artykuły

Dawid Muszyński
weekend
1-

Boska moc techniki. Rozmawiamy z Bryanem Fullerem, twórcą serialu American Gods

Bryan Fuller to jedno z najgorętszych nazwisk w amerykańskiej telewizji, człowiek odpowiedzialny za Hannibala czy…

Tymoteusz Wronka
-

Neil Gaiman: 10 najważniejszych utworów

Neil Gaiman to jedna z ikon współczesnej fantastyki, tworzący m.in. książki i komiksy. Przybliżamy 10…

Tymoteusz Wronka
-

Książki fantastyczne, na podstawie których powstaną seriale

W poszukiwaniu materiału na scenariusze seriali stacje telewizyjne coraz częściej sięgają po fantastykę. Zobaczcie, które…

Tymoteusz Wronka
-

Najlepsze współczesne powieści fantasy

The Best of 2015! Spośród ponad tysiąca artykułów, które opublikowaliśmy w naszym serwisie w kończącym…

Co o tym sądzisz?