Doktor Star i Królestwo Straconej Przyszłości (2019)

Doktor Star i Królestwo Straconej Przyszłości

Opowieść o jednym z superbohaterów Złotej Ery. Genialny wynalazca i odważny superbohater Doktor Star opowiada swoją historię: od walk z hitlerowcami podczas II wojny światowej po zdobycie kosmicznej mocy i ekscytujące przygody na odległych planetach. Czy sukcesy naukowe, podróże w kosmos, kontakty ze stworzeniami z innego wymiaru i wyjątkowe moce były warte swojej ceny? Czy Doktor Star nie żałuje swoich wyborów? Teraz podstarzały pogromca zła rozpaczliwie pragnie odbudować relację z synem. Co okaże się dla niego ważniejsze: poświęcenie dla dobra świata czy rodzina?

Najnowsza recenzja redakcji

Królestwo Straconej Przyszłości opowiada o Doktorze Starze, genialnym naukowcu, który wykorzystał swoje ponadprzeciętne zdolności, aby pomóc ludzkości. Teraz jednak musi zmierzyć się z większymi problemami, czyli... swoją rodziną. Dawniej członek supergrupy, obecnie starszy mężczyzna, próbujący naprawić błędy młodości.

Jeff Lemire, tak jak było widać m.in. w Royal City, uwielbia tworzyć kameralne opowieści, których podstawą nie są wielkie wyczyny herosów czy podejmowanie decyzji, które zaważą na przyszłości milionów istot. Jego „konikiem” są małe rzeczy, z którymi każdy z nas może się utożsamić. Pozwala zauważyć istotne problemy, ale bez ciskania nimi w twarz, w co drugiej planszy. Trudno tutaj podawać przykłady, nie uchylając rąbka treści Doktora Stara i królestwa straconej przyszłości, więc dla silnie uczulonych na spoilery, zamieszczam ostrzeżenie! Lemire wykorzystuje podstawę superbohaterską, do stworzenia intrygującej opowieści o ojcu, który musi pogodzić się z powolnym odchodzeniem swojego jedynego dziecka. Wszystkiemu winna jest niefortunna podróż blisko Czarnej Dziury, przez co syn stał się 18 lat starszy, podczas gdy dla Stara był to niecały jeden dzień. Podobny motyw został użyty w Interstellar. Nie lubię filmu Nolana, a szczególnie zauważyłem jego błędy po przeczytaniu Doktora Stara. Lemire nie potrzebuje niekończących się linii dialogowych, pełnej pseudonaukowych gadek ekspozycyjnych. Jego atutem jest minimalizm i konieczność skupienia czytelnika na jednym, bardzo poruszającym aspekcie. Naprawdę, dawno żaden komiks nie wywołał we mnie tak ogromnego wzruszenia, jak Królestwo straconej przyszłości.

Oprawa graficzna Maxa Fiumara, który nie współpracował wcześniej przy historiach z Czarnego Młota, przypominają kreskę Deana Ormstona. Dzięki temu wszystko w tym uniwersum jest spójne, nie wprawia w pewien dysonans, jeżeli od razu po „podstawowych” komiksach, sięgniemy po Królestwo straconej przyszłości. Oprócz tego wygląd postaci i otoczenia są zjawiskowe, szczególnie kadry, rozciągające się na całą stronę. Nie potrzebowalibyśmy dymków, ponieważ mimika bohaterów, jak i kompozycja „wyraża więcej, niż tysiąc słów”.

Trudno jest mi pisać o Doktorze Starze i królestwie straconej przyszłości, bo stał się dla mnie czymś bardzo szczególnym i jedynym w swoim rodzaju. Lemire stworzył kameralną opowieść, która wciąga od pierwszych plansz i chyba niemożliwe jest nieprzeczytanie jej „na jeden raz”. Polecam każdemu, nawet komuś, kto nigdy nie zetknął się z Czarnym Młotem. Znajomość pozostałych bohaterów czy większych, bardziej epickich opowieści z tego uniwersum jest całkowicie niepotrzebna, aby w pełni doświadczyć tego genialnego komiksu.

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV