Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, tom 1 (2017)

Śr. ocena 6

Znasz tę książkę? Oceń!

0,0

Najnowsza recenzja redakcji

Po raz kolejny mamy do czynienia z próbą przeniesienia pisarskich dokonań Stiega Larssona na karty komiksu. Czy w tym wypadku udało się stworzyć twórcom ciekawą historię? Sprawdźmy.

Sylvain Runberg i José Homs stworzyli komiks oparty na pierwszej części cyklu Millennium pod tytułem Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. W niej dziennikarz Mikael Blomkvist po przegranym przez siebie procesie z biznesmenem Hansem Erikiem Wennerstromem postanawia odejść z redakcji Millennium. Wybawieniem z dziennikarskiego czyśćca ma być zlecenie od Henrika Vangera, właściciela jednej z najpotężniejszych firm w Szwecji. Mikael ma pod pozorem przygotowania kroniki rodziny Vangerów zająć się nierozwiązanym śledztwem w sprawie zaginięcia Harriet, ciotecznej wnuczki Henrika. Dziennikarz łączy siły z genialną hakerką Lisbeth Salander. Razem wpadają na trop mordercy kobiet.

Twórcy, jeśli chodzi o narracyjną warstwę komiksu, odtwarzają całą historię zawartą w książce w skróconej wersji jednakże zachowując przy tym cały sens opowieści, którą stworzył Stieg Larsson. Narracja prowadzona jest tutaj dwutorowo, z tym, że drugi tor opowiadania historii jest zawarty w komiksie w sposób bardzo subtelny, właściwie za pomocą kilku kadrów. Przez to czytelnik nie ma wrażenia chaosu lub zagubienia w stosunku do prezentowanej mu opowieści. Trochę nie podoba mi się sposób, w jaki zmieniono kilka elementów zawartych w książce. Rozumiem, że twórcy chcieli przedstawić wszystko w sposób, który lepiej  prezentowałby się na ilustracjach komiksowych, jednak niektóre nie były potrzebne do dobrego opowiedzenia historii. Zmianie podległa postać Harriet Vanger, a raczej jej alter ego, a także scena, w której nieznany napastnik strzela do Mikaela. Te zmiany nie muszą być dla kogoś minusem, dla mnie nim trochę są.

Co do postaci zaprezentowanych w komiksie, to są one w pewien sposób ugładzone, nie widzimy i nie czujemy tych rozterek, trudności, z którymi muszą się zmierzyć. Lisbeth nie jest tak twarda, jak to przedstawił nam Larsson. Oczywiście nadal potrafi doskonale poradzić sobie w starciu na pięści z kilkoma facetami czy ukarać psychopatycznego kuratora, jednak w tej wersji Lisbeth nie ma tego pazura, który ją charakteryzował. A może lepiej powiedzieć, że nie ma wystarczająco długich pazurów, bo wykazuje w pewnych momentach cechy prawdziwej heroiny z krwi i kości. Jednak to inne wersje Lisbeth dominowały sceny, w których się pojawiała. Tutaj jest trochę odesłana na boczny tor. Całą uwaga skupia się bardziej na Mikaelu. To Blomkvist wydaje się tu być postacią dominującą, a według mnie to nie powinno mieć miejsca.

Jeśli chodzi o warstwę ilustracyjną komiksu to José Homs stanął tutaj na wysokości zadania, chociaż bardziej podobała mi się wersja, którą jakiś czas temu zaproponowali Leonardo Manco i Andrea Mutti. Tutaj w pewnym momencie w rysunkach Homsa brakuje tego brudu, który powinien uderzać w oczy i przez to nadawać większego realizmu tej ponurej historii. Homs za pomocą swojej ubogiej kreski i stonowanych, lecz ciepłych barw, stworzył coś w rodzaju milszej wersji świata Salander i Blomkvista. Jednak jak wszyscy wiemy, krajobraz, w jakim poruszają się bohaterowie Larssona, nie jest w żadnym stopniu łatwy i przyjemny. Jakoś brakowało mi tego mroku, oczywiście bez żadnego popadania w skrajność i przepełnienia komiksu ciemnością, jednak odpowiedni balans między tymi sferami nie zaszkodziłby opowieści, spotęgowałby wrażenia. Widać także, że po części Homs inspirował się szwedzką filmową wersją Millennium i wizerunkiem Lisbeth Salander, który zaproponowała nam Noomi Rapace. Nawet w jednym kadrze możemy dostrzec wizerunek aktorki na okładce czasopisma. Dobre puszczenie oka do kinomaniaków.

Podsumowując – nowy komiks inspirowany trylogią Stiega Larssona jest dziełem przyzwoitym, aczkolwiek w pewnych momentach brakuje mu tego przysłowiowego pazura. Dostaliśmy więc troszkę ułagodzoną wersję historii zaprezentowanej przez pisarza. Gdy patrzy się na ten komiks jak na odrębną opowieść, wydaje się, że wszystko prowadzone jest dobrze. Jednak fani trylogii mają przed oczyma całkiem inny obraz postaci i świata przedstawionego w Millennium. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, tom 1 to solidna propozycja komiksowa, jednak sposób jej podania można było zdecydowanie podkręcić o pewną dawkę mroku.

Pokaż całą recenzję

Co o tym sądzisz?