Repertuar kin Nowość Program TV
 

Advertisement

 

Ocena recenzenta:
8/10

Arzach. Szalony Erektoman. Wakacje majora – recenzja komiksu

Przy poprzednim albumie klasyka światowego komiksu pisałem, że Moebiusa nigdy za dużo. Przy najnowszym muszę jednak ostrzec, że tym razem można odnieść wrażenie nadmiaru. Choć trzeba tu zaznaczyć, że świadomie zaplanowanego przez twórcę, zapraszającego nas w ten sposób w podróż przez mnogość wyobrażonych, niezwykłych światów, w których królują jak najbardziej przyziemne sytuacje.

Najnowszy wybór prac Moebius można uznać za nieco kontrowersyjny. Antologia ta obejmuje bowiem niekwestionowane arcydzieła, jak i impresje, które można uznać za wprawki popełnione dla zabawy, w których bardziej niż twórcze dokonanie widoczny jest sam autor plus jego wątpliwości walczące z niepokornym, twórczym ego. A zatem dla czytelników komiksów, którzy chcieliby po raz pierwszy napocząć coś Moebiusa, niniejszy album może być w pewnej mierze niestrawny i kłopotliwy w odbiorze. Jednakże dwie historie z recenzowanego albumu są po prostu lekturą obowiązkową dla każdego wielbiciela komiksów – Arzach i Zboczenie, stanowiące kwintesencję twórczości francuskiego artysty.

Arzach to już komiksowa legenda. Opowieść bez słów o tajemniczym wędrowcu poruszającym się na równie tajemniczym ptaku po niezwykłym, wyjętym wprost z gatunku weird fiction świecie do dzisiaj urzeka pomysłowością i malarską poezją na jednych z najpiękniejszych w historii komiksu planszach. To w Arzachu Moebius dotknął czegoś absolutnego w formie, wyjętego prosto z podświadomości połączonej z materią snu. Dużo można by pisać o symbolice, o wpływie Arzacha na historię komiksu, o tym, że dotyka on jakiejś intymnej partii naszych wyobrażeń, czegoś dla nas niezwykłego i nieosiągalnego. Trzeba ów komiks po prostu przeżyć samemu i ułożyć z tych obrazów własną historię.

Znasz ten komiks?

Oceń:

0,0

Niejako za zapowiedź cudów Arzacha można uznać poprzedzające go w albumie Zboczenie. Ta historia była dla Moebiusa rodzajem eksperymentu. Ze zwykłej czynności, ze zwykłego wydarzenia, jakim jest rodzinny wyjazd na wczasy, wysnuwa alegoryczną opowieść o tym, co może się wydarzyć, jeśli zdecydujemy się zboczyć z ustalonej trasy. Zboczyć, czyli zrobić objazd, wybrać inną ścieżkę, doświadczyć czegoś nowego. W tych słowach, w tym pomyśle Moebiusa kryje się historia, w której w ramach podjętej decyzji odbiegającej od codziennej rutyny, otwierają się nowe światy. Tak, po prostu nowe światy, które mogą wywołać w nas przerażenie albo zafascynować albo nawet zatrzymać, zagarnąć na zawsze. Światy, w których wszystko jest możliwe, światy do których trafimy, jeśli tylko zdecydujemy się zrobić coś innego, niż zwykle. Światy nieograniczonej wyobraźni, które aż chcą wypchnąć się na zewnątrz z bogatych w szczegóły kadrów Moebiusa.

Po tej niezwykłej przystawce, okazuje się, że tak naprawdę mieliśmy do czynienia z głównym daniem albumu. Pozostałe historie nie budzą już takich emocji, chociaż też w jakiś sposób można się w nich rozsmakować. Do dzisiaj – bo czytałem go już wiele lat temu – nie mogę przekonać się do Szalonego Erektomana, owszem interesującego formalnie – co od razu dostrzeżemy w podziale konceptu tej historii na dwie części, widocznej w układzie plansz. To w zasadzie, oprócz śmiesznej, zwariowanej historyjki o tytułowym bohaterze, komiks zagadka, którą buduje przed nami zestaw obrazów po lewej stronie albumu.

To, co czeka nas dalej, to zestaw krótkich, przeróżnych form, na których Moebius testuje swoje graficzne możliwości i scenariuszowe, najczęściej humorystyczne aspekty. Zestaw o tyle ciekawy, że często obracający się wokół postaci autora (czy też Autora), którego wpływ na opowieść, a czasem nawet sama w nich obecność ma wyjątkowy charakter. Moebius swoje opowieści niszczy, Moebius nimi manipuluje, Moebius zawraca je z wiadomego zdawałoby się toru. Moebius po prostu bawi się swoim nowym wcieleniem, które odkrył pewnego dnia w chwili, kiedy zrozumiał, że nie musi rysować tylko serii Blueberry i hołdować realistycznej kresce.

Te zabawy są z jednej strony fascynujące, z drugiej czasami prowadzące donikąd i bardziej stanowią świadectwo poszukiwań twórczych niż potrzebę opowiedzenie konkretnej i spójnej historii. Ale to już przywilej artysty, który oto zapragnął podzielić się ze swoimi odbiorcami nie tylko samymi wizjami, ale i mechanizmami procesu twórczego. Nie wszystkim te próbki przypadną do gustu, ale są jednocześnie świadectwem narodzin świadomego artysty, który gdy tylko zrozumiał, co i jak chce tworzyć, niejednokrotnie ocierał się o geniusz – zwłaszcza w pokazywaniu przyziemnych sytuacji w niezwykłych okolicznościach. Opieranie swych historii na tymże kontraście ma momentami porażającą siłę symbolicznego rażenia i jest jednym z najwspanialszych patentów francuskiego mistrza. A zatem – Moebiusa nigdy dość!

Źródło: fot. Egmont
 

 

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Spider-Man: Daleko od domu – co…

Zwiastun Spider-Man: Daleko od domu zadebiutował już w sieci. Czas zastanowić się, co mówi on…

Piotr Piskozub
Plotka
-

MCU – po Endgame czas na…

W sieci pojawiły się spekulacje, według których Marvel Studios rozwija wchodzący w skład MCU projekt…

Piotr Piskozub
-

Zapłaciłbyś 230 tys. zł? Poznaj najdroższe…

Chcemy przedstawić Wam listę najdroższych popkulturowych zabawek z serii Funko POP!.

Adam Siennica
-

Sex Education: sezon 1 – recenzja

Sex Education to nowy serial Netflixa wyprodukowany w Wielkiej Brytanii. Czy warto obejrzeć? Oceniam bez…

Ocena recenzenta:
8
Michalina Reda
-

Spider-Man: Daleko od domu – najlepsze…

Spider-Man: Daleko od domu to film MCU, którego zwiastun zadebiutował zaledwie wczoraj. Dziś natomiast przygotowaliśmy…

Emil Borzechowski
-

Netflix: wzrost cen abonamentu również w…

Podwyżki cen Netflixa przed nami? Nastroje widzów uspokaja biuro prasowe Netflix: wzrost cen w USA…

Co o tym sądzisz?