Batman Metal: Mroczny Wszechświat. Tom 3 - recenzja komiksu

Batman Metal: Mroczny Wszechświat. Tom 3 to domknięcie serii, która odbiła się głośnym echem wśród komiksowej społeczności. Czy finałowa odsłona cyklu trzyma poziom poprzednich części?

Ocena recenzenta:
8/10

Batman Metal: Mroczny Wszechświat. Tom 3 to domknięcie serii, która odbiła się głośnym echem wśród komiksowej społeczności. Czy finałowa odsłona cyklu trzyma poziom poprzednich części?

Batman Metal: Mroczny Wszechświat. Tom 3 zamyka serię, która na polskim rynku ukazała się nakładem wydawnictwa Egmont. Przypomnijmy, że Najlepszy Detektyw Świata w toku jednego ze śledztw odkrył, iż w różnych zakątkach naszej planety znajdują się metale o tajemniczych właściwościach, które mogą przyczynić się do otwarcia portalu do mrocznego uniwersum - w alternatywnej rzeczywistości historia potoczyła się zupełnie inaczej, a jej mieszkańcy wyglądają jak istoty z koszmarów. Co więcej, Batmanowi przyszło zmierzyć się z nowym, potężnym wrogiem, Barbatosem, a nad Ligą Sprawiedliwości pojawiło się widmo walki z Mrocznymi Rycerzami, armią złożoną z różnych wersji pierwowzoru. Mroczny Wszechświat nie tylko te wątki kontynuuje, ale również sprawnie zazębia. Zbliża się ostateczne starcie ze złem, a nadchodząca bitwa rozegra się na naprawdę wielu polach. Finałowy tom trzyma poziom dwóch poprzednich, lecz jego scenarzyści jeszcze lepiej radzą sobie z łączeniem zasadniczej osi historii z wątkami pobocznymi. Mamy tu więc do czynienia z podniosłym wydarzeniem uderzającym swoją skalą, w którym starczyło jednak miejsca na kameralność i pomniejsze dramaty. Ot, kwintesencja superbohaterskiego eventu. 

Polscy czytelnicy w ostatnim tomie Batman Metal mogą zapoznać się nie tylko z najważniejszymi dla tej opowieści fragmentami serii Dark Nights, ale również szerokim spektrum innych zeszytów - od tych poświęconych Flashowi po pozycje, których głównymi bohaterami są członkowie Korpusu Zielonych Latarni. Dzięki takiej kompozycji cała historia nabiera przejrzystości i nowych kontekstów. Zaczyna się więc od pojedynczych starć członków Ligi Sprawiedliwości z Mrocznymi Rycerzami; ci ostatni wydają się zawsze być o krok przed rywalami, dzięki czemu scenarzyści Dark Nights i licznych tie-inów mocniej akcentują dramatyczne położenie superbohaterów. Zza kolejnych pojedynków wyłania się atmosfera zbiorowego osaczenia, uderza niemoc, która naznacza modus operandi walczących po stronie dobra. Tego typu zabiegi fabularne kładą fundamenty pod to, co czeka nas później - śmiertelne tango z Barbatosem, który przecież w jednej ze swoich wież uwięził Batmana i Supermana. Na pierwszej linii frontu zaczynają więc działać Cyborg, Flash, Aquaman czy Wonder Woman. Każdy ich potencjalny sukces rodzi jeszcze więcej nowych problemów. I tak aż do widowiskowego, przytłaczającego swoim rozmachem finału, który przynajmniej części czytelników skojarzy się z hollywoodzkimi blockbusterami. 

Odpowiadający za główną oś fabularną Scott Snyder dwoi się i troi, by wpleść w tę historię monumentalną spuściznę najistotniejszych dla DC crossoverów. Słychać tu echa Kryzysów, jednak autor na opowieść ma swój własny i, co najważniejsze, konsekwentnie realizowany pomysł. Owszem, przez większość tomu bywa podniośle i spektakularnie na poziomie narracyjnym, jednak czytelnik siłą rzeczy będzie mógł złapać oddech - dzieje się tak dzięki przerywnikom w postaci tie-inów. Ten poświęcony Hawkmanowi w moim prywatnym odczuciu jest bodajże najlepszym komponentem tomu, a jego siła tkwi w kapitalnym operowaniu poetyką i symboliką koszmarów. Pomimo różnorodności wizji, kooperacja scenarzystów wypada naprawdę dobrze - to porozumienie widać doskonale w sposobie, w jaki poprowadzona jest akcja. Jej dynamika jest umiejętnie serwowana; choć w finałowym akcie wybuchy, szeroko zakrojone starcia i podniosła atmosfera mogą nieco przytłaczać, to jednak zabiegi te nie przetrącają całości lektury. Snyder przecież doskonale wie, że jeśli w tym świecie się bawić, to na całego. 

W Mrocznym Wszechświecie znów zobaczymy ilustracje armii rysowników - za główną historię odpowiada raz jeszcze wyśmienity w swojej pracy Greg Capullo, jednak tym razem wtórują mu inni autorzy, spośród których na szczególne słowa uznania zasłużyli Liam Sharp, Bryan Hitch i Howard Porter. Każdy z nich znakomicie łączy dynamikę i monumentalność wydarzenia z przeróżnymi komponentami graficznymi, z budowaniem atmosfery grozy na czele. Świetnie ogrywane w warstwie graficznej ciemność i mrok będą jeszcze kontrastować z feerią barw i świateł, która poruszy tak w sekwencjach walki. A przecież rysownicy w odwodzie mają także inne niespodzianki, jak niezwykle oryginalne dzielenie kadrów na pomniejsze części. 

Znawcy uniwersum DC doskonale wiedzą, że seria Batman Metal spotkała się z bardzo różnym przyjęciem wśród czytelników - wiele było zachwytów, jednak równie dużo narzekań. Nie zmienia to faktu, że Scott Snyder zdołał w tej historii na nowo odczytać mit Mrocznego Rycerza i w dodatku ukazać go na tle monumentalnego w swojej skali eventu. Choć początkowo tego nie planowano, pomysły scenarzysty w dalszym ciągu odciskają swoje piętno na postaciach z tej części komiksowego świata, a niektóre z tych nowo wprowadzonych, by przywołać w tym miejscu Batmana, Który Się Śmieje, aż się proszą o samodzielną serię. Odwołując się do tytułów poszczególnych tomów, najpierw mroczne były tylko dni, później rycerze, teraz zaś ciemność opanowała cały wszechświat. Zmiana skali, inny Batman. A może jednak ten sam?...

Źródło: Zdjęcie główne: DC

Batman Metal #03: Mroczny wczechświat

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV