Daredevil: Odrodzenie: sezon 1, odcinek 7 - recenzja spoilerowa
Data premiery w Polsce: 2 kwietnia 2025Daredevil: Odrodzenie wkracza w decydującą fazę sezonu i oferuje zamknięcie kilku wątków. Czy robi to w satysfakcjonujący sposób? Oceniam 7. odcinek.
Daredevil: Odrodzenie wkracza w decydującą fazę sezonu i oferuje zamknięcie kilku wątków. Czy robi to w satysfakcjonujący sposób? Oceniam 7. odcinek.

Do końca 1. sezonu serialu Daredevil: Odrodzenie nie zostało już wiele odcinków. Seria wkracza w decydującą fazę, która powinna prowadzić do satysfakcjonującego zawiązania przedstawionych wątków. Wszystko to w obliczu zakulisowych problemów, które w trakcie 7. odcinka były szczególnie widoczne.
Mam wrażenie, że ten epizod jest podsumowaniem wszystkich problemów, które dało się zauważyć w trakcie emisji. Do tej pory te słabsze motywy były jednak przeplatane naprawdę dobrymi pomysłami lub scenami wymyślonymi na potrzeby dokrętek. Obserwowanie Matta Murdocka i Wilsona Fiska, którzy chcą trzymać się z dala od swoich alter ego i w legalny sposób próbują skierować swoje ukochane miasto ku lepszej przyszłości, było fascynujące i stanowiło narracyjny fundament sezonu. Pamiętamy ich wspólną scenę w knajpie pełną niewypowiedzianych (i tych wypowiedzianych też) gróźb. Powietrze dało się kroić nożem! Pamiętamy wszystkie momenty, gdy obaj byli już na skraju i prawie się poddali. W 6. odcinku w końcu do tego doszło. Jeden wypuścił Diabła, a drugi jeszcze gorszego demona. Problem w tym, że serial nie wie, co robić dalej.
Muza to zmarnowany potencjał. Jego wygląd jest jednym z najciekawszych w MCU – wierny komiksom, kreatywny, przerażający, zapadający w pamięć. Sama postać jest niezwykle ciekawa w zamyśle, wyjątkowa i stanowi odpowiednie wyzwanie dla Daredevila. Idealnie sprawdza się w Marvel Studios, które chciało ogłosić: "Patrzcie, oto Daredevil dla dorosłych". Niestety sama postać nie została dobrze wykorzystana. Przewija się w tle przez parę odcinków, a w ostatnim epizodzie dostaje po zadku od Diabła Stróża. Tym samym jakakolwiek groza z nim związana bezpowrotnie ulatuje. Daleko mu do umiejętności w walce Bullseye'a lub Nobu czy przebiegłości Kingpina. Ujawnienie jego tożsamości było pozbawione napięcia. To musiał być ten chłopaczek z problemami, którego wcześniej zapowiedziano. Zabrakło tajemnicy, zaskoczenia i podbudowy. W poprzednich sezonach Daredevila często obserwowaliśmy rozwój antagonistów. Za przykład można wskazać Bullseye'a. Po 3. sezonie doskonale znaliśmy jego motywacje, więc mogliśmy go zrozumieć, nawet jeśli nie pochwalaliśmy zachowania. Był on zgrabnie wpleciony w wydarzenia dookoła Daredevila i Kingpina. W Odrodzeniu Muza jest kompletnie wyrwany z kontekstu, pozbawiony głębi i charakteru. To psychopata w ciekawym stroju, który maluje murale ludzką krwią. O jego przeszłości dowiadujemy się z paru tekstów – i to w odcinku, w którym dochodzi do jego śmierci. To strasznie leniwe rozwiązanie.
POCZĄTEK SPOILERÓW – WYCIEKI Z 2. SEZONU
Co do samej śmierci – ciekawe, jak zostanie wyjaśniona jego obecność w 2. sezonie (sugerują to wycieki z planu). W sieci jest już kilka teorii: aktywacja genu mutantów lub Inhumans, wstęp do motywu wskrzeszenia i Ręki. Mówi się też, że serial wprowadzi naśladowcę. Podobają mi się te rozwiązania. Jeśli wątek będzie zrealizowany lepiej niż to, co dostaliśmy teraz, to Muza może mieć ogromny potencjał na rozwój.
KONIEC SPOILERÓW – WYCIEKI Z 2. SEZONU
Gołym okiem widać, które momenty były stworzone w ramach dokrętek i po zmianie showrunnera, ponieważ walka Daredevila i Muzy z tego odcinka to parodia w porównaniu z tym, co otrzymaliśmy w zeszłym tygodniu. Starcie jest pocięte bardziej niż słynne przechodzenie Liama Neesona przez płot, choreografia kuleje, całość jest pozbawiona dynamiki i dziwnie zmontowana. Nie czułem żadnego napięcia ani stawki. Brakowało emocji, a przez to, że o Muzie niczego się nie dowiedzieliśmy, to jego śmierć przeszła bez echa. Już na pierwszy rzut oka widać było, że Diabeł Stróż się zmienił. Jest brutalniejszy i agresywniejszy. Wciąż wydaje pierwotne okrzyki. Dają o sobie znać pokłady tłamszonego gniewu, które w sobie trzymał.

Ten odcinek miał jeszcze więcej problemów. Cherry to marna kopia Foggy'ego, która kompletnie kradnie jego dynamikę z Mattem, ale nie oferuje nic ciekawego. To postać, która nie wnosi nic do serialu poza okazjonalnym pchaniem scenariusza do przodu. Nie ma wyrazistego charakteru ani nic konkretnego do zrobienia. Nie różni się niczym od trzecioplanowych postaci rodem z Arrowa lub Flasha. To samo można powiedzieć o Kirsten. Naprawdę szkoda, że Foggy'ego i Karen (tak rozwinięte, ważne i wyraziste postacie!) zastąpiono marnymi podróbkami. Kłótnia Cherry'ego i Matta o jego powrót do wcielenia Diabła Stróża była pozbawiona emocji, bo nie wiemy nic o relacji obu panów.
Cole North to również ciekawa postać z komiksów Marvela, o której w serialu prawie nic nie wiadomo. O ile oficera Powella zbudowano na bazie konfliktu z Murdockiem, dzięki czemu wzbudza jakieś emocje, to pozostali członkowie oddziału są nam kompletnie obojętni. To samo można powiedzieć o ludziach Fiska z półświatka przestępczego. Nie oczekuję fajerwerków od Odrodzenia, ale wystarczy przypomnieć sobie 1. sezon Daredevila, w którym podrzędny rosyjski gangster był bohaterem całego odcinka. Dowiedzieliśmy się czegoś więcej o jego przeszłości, relacji z bratem, Fiskiem. A potem sparowano go z Daredevilem i zmuszono ich do współpracy. Wówczas koniec jego żywota zmieniał coś w fabule i pozostawał w głowie odbiorcy. Tutaj nie wiadomo nic o tym, jakim człowiekiem był zbir, który chciał strzelić w głowę Kingpina. Cała scena była pozbawiona napięcia i można ją interpretować na dwa sposoby: albo Vanessie znudziło się granie, jak jej Fisk zagra, albo na srebrnej tacy podała mu rozwiązanie problemu nielojalnego pracownika. Raczej stawiam na to drugie.
Wszystko to jest pokłosiem problemów, które ten serial miał za kulisami. Nie pomaga też, że do końca zostały zaledwie dwa odcinki. Sezony na Netfliksie miały po 13 odsłon, więc można było sobie pozwolić na spowolnienia, budowanie relacji pomiędzy postaciami, a także ich samych. W Marvelu akcja pędzi na łeb, na szyję; nie zwalnia nawet na moment, co ostatecznie działa na niekorzyść produkcji.

Było kilka dobrych momentów. Relacja Matta i Heather jest naturalna i urocza. Można się przejąć jej losem, choć trudno brać Muzę jako kompetentnego przeciwnika i zagrożenie dla Daredevila. Jej rozmowa z Murdockiem na początku odcinka była całkiem zabawna, gdy ten przyznał, że jego życie wydaje się teraz fałszywe i brakuje mu tego, co było wcześniej. Kiwałem wtedy tylko głową na znak zgody. Ja też, Matt, tęsknię za Foggym i Karen.
Nadal podoba mi się postać Daniela. Michael Gandolfini świetnie sprawdza się w roli nieopierzonego "Kingpina Jr.", któremu jednocześnie brakuje doświadczenia, by wzbudzać grozę. Brzmi jak podrzędny gangster lub dzieciak, który naoglądał się zbyt wielu produkcji mafijnych. Zabłysnął też Buck, czyli inny pomagier Fiska z kryminalną przeszłością, który niczym Agent 47 wyłonił się z cienia z pistoletem. To również swoista podróbka Wesleya z 1. sezonu, ale aktor ma przynajmniej tyle charyzmy, że nie dostawałem białej gorączki, gdy pojawiał się na ekranie (a miało to miejsce w przypadku Kirsten i Cherry'ego).

7. odcinek to zwieńczenie wszystkich problemów, które ma serial Daredevil: Odrodzenie. Beznadziejne tempo nie pozwoliło niczemu wybrzmieć, kompletnie zmarnowano postać Muzy. Jego relacja z Heather też jest kompletnie nieuzasadniona – to ich pierwsze spotkanie terapeutyczne na ekranie, a mamy uwierzyć w jego wielką obsesję? Zabrakło podbudowy dla postaci pobocznych, wśród których wiele nie ma żadnego charakteru, a ich rola ogranicza się do bycia pionkami scenarzystów. Nawet walka nie dała tyle radości, co w zeszłym tygodniu, bo była pocięta i pozbawiona napięcia. Do tego dochodzą mniejsze głupotki – np. Matt był w stanie za pomocą dotyku rozpoznać twarz Heather na płaskiej kartce papieru. Rozumiem, że ma on supermoce, ale to wydaje się przesadą.
Ostatnie dwa odcinki zostały dodane podczas dokrętek i są autorstwa nowego kierownictwa serialu. Pozostaje mieć nadzieję, że wskoczą na wyższy poziom, bo Odrodzeniu jest na razie daleko do prawdziwego zmartwychwstania.
Poznaj recenzenta
Wiktor Stochmal


naEKRANIE Poleca
ReklamaKalendarz premier seriali
Zobacz wszystkie premieryDzisiaj urodziny obchodzą
ur. 1969, kończy 56 lat
ur. 1982, kończy 43 lat
ur. 1958, kończy 67 lat
ur. 1978, kończy 47 lat
ur. 1961, kończy 64 lat

