Detektyw: sezon 3, odcinek 7 – recenzja

Najnowszy odcinek Detektywa oferuje nam wszystko to, czego zabrakło w poprzednim epizodzie. Dodatkowo raczy nas niuansem, który wywoła ekscytację u każdego fana serii.

Ocena recenzenta:
8/10

Najnowszy odcinek Detektywa oferuje nam wszystko to, czego zabrakło w poprzednim epizodzie. Dodatkowo raczy nas niuansem, który wywoła ekscytację u każdego fana serii.

Wiktor Fisz

Wiktor Fisz

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Skomplikowane śledztwo toczące się na trzech płaszczyznach czasowych. Trójka detektywów podążających własnymi drogami w prowadzonym dochodzeniu. Bohaterowie zagubieni w przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Dramat rodziny i pokrzywdzone dzieci. Przez siedem odcinków serial bezlitośnie mielił te motywy. Seans Detektywa przypominał momentami obserwowanie pracy pralki automatycznej, w której kłębiące się w nieskończoność brudy, powoli lecz miarowo odzyskują klarowność. Teraz wszystko staje się jasne. Znajdujemy się na ostatniej prostej opowieści. Każda z figur zajęła już właściwe miejsce na szachownicy. Czas na finałową konfrontację.

Na każdej z trzech płaszczyzn czasowych West i Hays są u schyłku prowadzonego śledztwa. W 1980 roku dochodzenie praktycznie się zakończyło. O morderstwa dzieci został oskarżony Woodard. Mężczyzna nie ma szans się bronić, więc sprawa zostaje zamknięta. Wydarzenia toczące się 10 lat później przynoszą kluczowe rozstrzygnięcia. To wtedy bohaterowie trafiają na trop Hoyta – człowieka, który według nich jest najbardziej podejrzany w całej sprawie. Wygląda na to, że znamy tożsamość ludzi odpowiedzialnych za porwanie i morderstwa. Nie wiemy jednak, dlaczego to zrobili. Motyw całej sprawy ma nam wyjaśnić dochodzenie emerytowanych policjantów w 2015 roku. West i Hays próbują poskładać porozrzucane elementy układanki. Znajdują się bardzo blisko prawdy, ale choroba Wayne’a mocno komplikuje toczące się śledztwo. Mimo to każdy uważny widz jest już w stanie wypracować sobie własną teorię na temat sprawy. Internet aż kipi od hipotez i domniemań. Być może część z nich ma wiele wspólnego z prawdą. Potwierdzenie uzyskamy jednak dopiero za tydzień, dlatego w tym momencie lepiej skupić się na faktach.

W tym miejscu warto się zatrzymać, aby poświęcić chwilę jednemu z ważniejszych momentów epizodu, jeśli nie całego serialu. Okazuje się bowiem, że trzeci sezon Detektywa jest powiązany z pierwszym. Podczas rozmów starzejącego się Haysa z dziennikarką pojawia się informacja o dochodzeniu, które w 2012 roku przeprowadziło dwóch byłych policjantów. Mowa tu oczywiście o naszych starych znajomych z pierwszej serii. Rust Cohle i Marty Hart zostają przywołani w rozmowie, podczas której dziennikarka wspomina mroczną historię z przeszłości. Kobieta sugeruje, że rozpracowywana przez bohaterów premierowego sezonu szajka pedofilów i teraz zamieszana jest w sprawę. Czy twórcy zaserwowali fanom jedynie smaczek bez fabularnego znaczenia i dowód na to, że poszczególne opowieści toczą się w jednym świecie? A może śledztwo prowadzone przez Cohle’a będzie odgrywać rolę i teraz?

Chyba tylko niepoprawni optymiści wierzą, że sprawy z obu sezonów nagle się przetną. Między bajki można włożyć domniemany gościnny występ jednego z bohaterów poprzedniej serii. Nawiązanie do pierwszej odsłony jest raczej sympatycznym niuansem, choć nikt nie pogardziłby motywem przewodnim serialu, w postaci głównego antagonisty, tj. szajki pedofilów i morderców dzieci. Na przestrzeni lat różni detektywi będą stawać w szranki ze zbrodniczą organizacją, tracąc przy tym zmysły, a często i życie. Bohaterowie kolejnych serii mogliby korzystać z wyników śledztw swoich poprzedników, a nawet spotykać się z nimi w celu wyjaśnienia bardziej złożonych kwestii. Temat ten to jednak pieśń przyszłości, więc na tę chwilę darujmy sobie gdybanie.

Odcinek ma kilka momentów kulminacyjnych, które bardzo przyjemnie podkręcają tempo i zwiększają napięcie. Przesłuchanie szefa ochrony Hoyta to jeden z takich segmentów. Zrealizowane w bardzo mrocznej konwencji sceny robią duże wrażenie. Uważny widz już podczas zatrzymania Harrisa Jamesa domyśli się, jak ponury przebieg będzie miała konfrontacja. Śmierć mężczyzny była do przewidzenia. Dzięki gwałtownej sekwencji przesłuchania udaje się dołączyć pokaźny fragment układanki do całości. Wiemy już, skąd pochodzą enigmatyczne sceny, podczas których Wayne pali swoje ubrania. Wynikiem tego część fanowskich hipotez padło, inne się umocniły. Przykładowo, można usunąć Amelię z grona głównych podejrzanych. Losy kobiety nadal są tajemnicą, ale z dużą pewnością da się stwierdzić, że kobieta nie ma nic wspólnego z morderstwami dzieci. Z drugiej strony, przywołanie książki Z zimną krwią autorstwa Trumana Capote'a jest bardzo interesujące. Autor klasycznej powieści był niezwykle blisko mordercy i zbrodni. Czyżby Amelia, podobnie jak amerykański pisarz, spoglądała w otchłań? Czy wyszła z tej konfrontacji nietknięta?

Śmierć Toma i odwiedziny Hoyta to kolejne istotne momenty epizodu. Dzięki takim mocniejszym akcentom, akcja wreszcie ma charakter linii prostej i umiejętnie równoważy monotonne chwile z tymi ciekawszymi. Finał tuż tuż i chyba każdy ma jakąś hipotezę względem zakończenia. Mimo że dużo już wiemy, serial wciąż ma szansę nas zaskoczyć. Jakie są motywacje działań Hoyta? Kim jest tajemniczy Watts? Gdzie jest Julie? Jaką rolę odgrywa dziennikarka? Czy Lucy przyczyniła się do losu swoich dzieci? Co się stanie z Amelią? Powyższe pytania sprawiają, że True Detective do samego końca trzyma nas w niepewności. Za tydzień przekonamy się, czy odpowiedzi będą satysfakcjonujące.

Źródło: zdjęcie główne: HBO

Detektyw

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV