Doom Patrol. Tom 2 - recenzja komiksu

Na polskim rynku ukazał się niedawno kolejny tom z przygodami superbohaterskiego składu Doom Patrol. Czy i tym razem Robotman, Szalona Jane i pozostali zanurzą się w odmętach surrealizmu? Co ich czeka w świecie, gdzie rzeczywistość jest bardzo relatywna?

Ocena recenzenta:
8/10

Na polskim rynku ukazał się niedawno kolejny tom z przygodami superbohaterskiego składu Doom Patrol. Czy i tym razem Robotman, Szalona Jane i pozostali zanurzą się w odmętach surrealizmu? Co ich czeka w świecie, gdzie rzeczywistość jest bardzo relatywna?

Komiksy Granta Morrisona z serii Doom Patrol to dowód na wielką siłę ludzkiej wyobraźni. Pomysły autora są niezwykłe i nieszablonowe, a przy tym atrakcyjne fabularnie i przezabawne. Mimo surrealizmu, który dosłownie wylewa się z komiksowych stron, całość jest niezwykle przystępna, a to w głównej mierze dzięki absurdalnemu humorowi, którego nie powstydziłby się Terry Gilliam wraz ze swoimi kolegami z Monty Pythona. Porównanie do twórczości reżysera Dwunastu małp jest tutaj jak najbardziej zasadne. Zarówno Grant Morrison, jak i Terry Gilliam przekraczają granice czasu i rzeczywistości, żeby pokazać absurdy rządzące życiem codziennym. O ile filmowiec koncentruje się na opowieści i to ją stawia na piedestale, to Morrison częściej bawi się formą i treścią, korzystając z dobrodziejstw nonsensu i abstrakcji.

Nie oznacza to oczywiście, że autor nie przywiązuje wagi do fabuły. Wręcz przeciwnie, jest ona doskonałą płaszczyzną dla jego szaleńczych szarż. Przeglądając karty komiksu, co rusz będziemy zauważać motywy, które zaczerpnęli twórcy serialu Doom Patrol. Danny Ulica, Mrówcza farma, Łowca bród, Flex Mentallo – to tylko niektóre komiksowe elementy skonwertowane na potrzeby produkcji telewizyjnej. Serial przetworzył je w sposób zadowalający, ale to u Granta Morrisona robią one największe wrażenie. Oryginalność poszczególnych rozwiązań zaskakuje. Jeśli podczas seansu serialu odnosiliście wrażenie, że bardziej kuriozalnie już być nie może, sięgnijcie po komiks. To tutaj poszczególne koncepty dostają skrzydeł.

Doom Patrolfot. Egmont

Podobnie jak w tomie pierwszym i teraz otrzymujemy kilka opowieści powiązanych ze sobą wątkami przewodnimi i głównymi bohaterami. Są tutaj zarówno krótkie historyjki, mające formę przezabawnych anegdotek (Łowca bród), jak i długie epickie fabuły ciągnące się przez wiele stron. Podczas jednej z takowych nasi bohaterowie zostają wplątani w odwieczny konflikt dwóch kosmicznych ras. Jak łatwo się domyślić powody, dla których zwaśnieni toczą boje, są zupełnie absurdalne. Forma wojny to również czysty nonsens. Chcąc nie chcąc Robotman i pozostali ładują się w sam środek olbrzymiej kabały, dostarczając czytelnikom wiele okazji na niezły ubaw. Historia ta jest pierwszorzędna i jak na razie nieskonwertowana przez produkcję telewizyjną. Może będzie ona tematem drugiego sezonu serialowego Doom Patrolu?

Świetnie wypada opowiadanie pod tytułem Łowca Bród. Komiksowa inkarnacja tego szalonego złoczyńcy jest jeszcze bardziej zabawna niż jego wersja z serialu. Przepełniona humorem historia to samoświadoma forma, podczas której autor co rusz mruga do nas okiem, naśmiewając się z absurdów superbohaterskich konwencji. Takich motywów jest z resztą dużo więcej. Celny dowcip jest tutaj powszechniejszy niż w pierwszym tomie. Widać, że Morrison złapał więcej luzu i obrał odpowiedni kierunek dla tego formatu. Skonkretyzował swoje oczekiwania, dzięki czemu Doom Patrol zyskał na charakterze.

Oczywiście wciąż jest tutaj bardzo dużo symbolizmu oraz odniesień do historii i sztuki. Fascynacje Morrisona okultyzmem i ideologią New Age widoczne są praktycznie na każdej stronie komiksu. Nie jest to jednak tak inwazyjne, jak miało to miejsce w pierwszym tomie. W omawianym komiksie najważniejszy jest absurdalny humor, którym przepełnione są zarówno dialogi, jak i szkice. Morrison zdecydowanie potrafi w cięte riposty i zabawy słowem. Z łatwością przechodzi od literackiej formy do krótkich one linerów. Warto w tym miejscu przekazać kilka słów uznania osobom odpowiedzialnym za przeniesienie na nasz język komiksowego Doom Patrolu. Udało się w stu procentach oddać charakter poszczególnych opowieści. Była to o tyle trudna sprawa, ponieważ kartki komiksu przepełnione są słowotwórstwem, lingwistycznymi wygibasami i semantycznymi dwuznacznościami. Tłumacz musiał wykazać się wielką kreatywnością, tworząc niektóre dialogi od nowa – tak, żeby miały one głębszy sens również w naszym języku. Egmont zdecydowanie stanął na wysokości zadania, choć osoba odpowiedzialna za przekład pewnie nieźle się przy swojej pracy namęczyła.

Na koniec warto napisać kilka słów o stronie graficznej komiksu. Za rysunki odpowiada wielu autorów, choć główne skrzypce grają Richard Case, Mark McKenna i Kelley Jones. Szkice i kolory świetnie korespondują z klimatem opowieści. W niektórych miejscach dbałość o szczegóły jest przeogromna. Czuć, że nad całością czuwał Grant Morrison, co tylko potwierdza autorski charakter przedsięwzięcia. Swoje pięć groszy do Doom Patrolu dołożył również Simon Bisley, który tworzył okładki do poszczególnych numerów. Kreski tego pana nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Do charakteru Doom Patrolu pasuje ona idealnie. Szkoda, że Bisley nie rysował również zawartości poszczególnych wydań.

Komiksowy Doom Patrol nie zawodzi po raz kolejny. Drugi tom oferuje nam mniej więcej to samo co pierwszy. Nowe przygody w świecie przepełnionym surrealizmem i abstrakcją, przyprawione absurdalnym humorem i niepoprawną politycznie satyrą. Doskonała pozycja dla tych, którzy kochają opowieści obrazkowe, jednak niekoniecznie te o Avengersach, X-Menach czy innych mocarzach w trykotach. Doom Patrol to świetny argument w dyskusji na temat tego, czy komiksy można nazwać sztuką. Obok dzieł Gaimana i Moore'a, twórczość Morrisona stanowi dowód na to, że jak najbardziej.  

Źródło: zdjęcie główne: Egmont

Doom Patrol. Tom 2

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV