Emergence: sezon 1, odcinek 5 - recenzja

Zbliżamy się do końca 1. sezonu serialu Emergence. Jak wypada kolejny odcinek, kontynuujący mocne wydarzenia z końcówki poprzedniego? Oceniam.

Ocena recenzenta:
6/10

Zbliżamy się do końca 1. sezonu serialu Emergence. Jak wypada kolejny odcinek, kontynuujący mocne wydarzenia z końcówki poprzedniego? Oceniam.

Michał Kujawiński

Michał Kujawiński

Tagi:  recenzja 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Od głównej bohaterki Emergence powinno wymagać się więcej. Nie chodzi nawet o to, że jest matką nastolatki i średnio idzie jej relacja z przygarniętą dziewczynką z mocami. Jako wysoko postawiona funkcjonariuszka policji mogłaby przestać ciągle kierować się emocjami, a więcej doświadczeniem i rozwagą. W Emergence niestety trzeba się przyzwyczaić, że bohaterowie wychodzą ze swoich ról i popełniają trudne do wyjaśnienia błędy logiczne.

Nie zmienia to jednak tego, że wciąż jest ciekawie i świeżo w podejściu do przedstawianej historii. Oto policjantka z małego miasteczka, musi przez przypadek mierzyć się z kimś takim, jak Richard Kindred. Oglądanie starć tej dwójki oraz każda wymiana zdań to najciekawsze elementy poprzedniego i najnowszego odcinka. Wszystko właśnie poprzez postawienie Jo w sytuacji, gdzie musi mierzyć się z człowiekiem wykraczającym w swoich ambicjach daleko poza małe miasto.

Szerzej dowiadujemy się, co zaszło pod koniec poprzedniego epizodu. Nadało to odpowiedniej dynamiki i dalej poprowadziło narrację w ciekawe strony, a także twórcy w tym odcinku postanowili nieco w klimatach Halloween poprowadzić wątek Piper. Jej wizje lub sny są co najmniej intrygujące, ale nie do końca jasna jest decyzja o tak późnym ujawnieniu się mocy dziewczynki w szerszej świadomości pozostałych bohaterów. Scena z ojcem Jo i użyciem mocy przez Piper była potrzebna, ale nieco spóźniona. Można sobie jednak tylko wyobrażać, jak ciekawiej mogłyby potoczyć się niektóre wątki, gdyby przestało to być już dawno tajemnicą. 

Nie do końca jasna jest scena, w której Jo postanawia aresztować Kindreda. Jasne, było to stosunkowo widowiskowe i zrealizowane z odpowiednim napięciem, ale nie wydaje się, aby główna bohaterka miała jurysdykcje na tym terenie i mogła wykonać taki ruch. Wydaje się być to co najmniej pretekstowe i zrobione na siłę, ale przynajmniej było to atrakcyjne i zmieniło status bohaterów na kolejne odcinki.

Emergence może dalej podobać się na tym etapie, gdzie skrupulatnie prowadzone są wątki i w kolejnych odcinkach mniej skupia się na tajemnicach i niedopowiedzeniach, a odsłanianych jest więcej kart. Wciąż znakomicie ogląda się Allison Tolman i jej utarczki z postacią graną przez Terry'ego O'Quinna, czego nie spodziewałem się po pierwszych odcinkach. Na minus trzeba jednak ocenić poszczególne wątki i choćby postać Alexa, która wciąż wydaje mi się być w tej historii na doczepkę. Wreszcie historia Piper,  cała ta aura tajemniczości i niezwykłych mocy. Wciąż jest to pozytywne zaskoczenie. 

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV