Evil: sezon 1, odcinek 1 - recenzja

Evil to nowy serial małżeństwa Kingów, którzy odpowiadali za takie hity jak Żona idealna czy Sprawa idealna. Czy thriller o potencjalnych opętaniach i nie tylko to udany pomysł?

Ocena recenzenta:
7/10

Evil to nowy serial małżeństwa Kingów, którzy odpowiadali za takie hity jak Żona idealna czy Sprawa idealna. Czy thriller o potencjalnych opętaniach i nie tylko to udany pomysł?

Adam Siennica

Adam Siennica

Tagi:  evil 

Evil na pierwszym rzut oka idzie zgodnie ze schematem wytyczonym choćby przez Z Archiwum X. Jest specjalna jednostka pracująca dla Kościoła, która sprawdza doniesienia o potencjalnych opętaniach, cudach i innych zjawiskach nadnaturalnych. Z jednej strony mamy wierzącego mężczyznę, który chciał być księdzem, a z drugiej niewierzącą kobietę, psycholog sądową, która jest sceptyczna. Duet zatem na papierze podobny do Muldera i Scully, ale w praktyce wszystko wygląda zupełnie inaczej.

Przede wszystkim jest to tzw. procedural, czyli każdy odcinek skupia się na zamkniętej sprawie, którą zajmują się bohaterowie. Nie ma tutaj zasygnalizowanej większej historii i wbrew pozorom, nie zawsze jest to potrzebne. Dobry procedural to nic złego, jeśli ma być wciągającą rozrywką. W przypadku pilota mamy kwestię potencjalnego opętania seryjnego mordercy przez demona, który dokonywał tych zbrodni. Brzmi ciekawie? I takie też jest, ale twórcy prowadzą swoją opowieść w sposób zaskakująco niejednoznaczny. Wprowadzono dostrzegalny dysonans, który widzimy także w dwójce bohaterów. Przekłada się to na całkowitą niepewność, czy oglądamy prawdziwe opętanie, czy chorobę psychiczną. Udaje się to ciągłe zbijanie z tropu, które pozostawia widza z zadawaniem pytań i zastanawianiem się nad poszczególnymi aspektami opowieści i jej detalami. Aż do ostatecznego wyjawienia prawdy, obie wersje wydają się wiarygodne i własnie to okazuje się siłą Evil. Nic nie jest tutaj oczywiste i za to brawa.

Koncept pozornie wydaje się prosty i zasadniczo taki jest, ale budowanie historii w oparciu o wspomnianą niejednoznaczność to tylko jedna z zalet Evil. Realizacyjnie dostajemy też rzecz przesyconą napięciem, które determinuje siłę wielu scen nacechowanych grozą. Przez to też wywoływane jest u widza uczucie ciągłego niepokoju, które trochę uwiera podczas seansu i daje do myślenia. Szczególnie, jeśli serial ogląda się wieczorem, efekt może być porównywalny do dobrego horroru, który nie straszy banalnymi metodami, ale oddziałuje na emocje i pozostaje długo w głowie.

Obsada też się sprawdza. Zwłaszcza Katja Herbers w głównej roli sceptycznej pani naukowiec, która staje się emocjonalnym fundamentem Evil i przez jej perspektywę obserwujemy niejednoznaczność. Trudno na razie przekonać się do Mike'a Coltera w roli Davida, jej wierzącego kolegi, bo wciąż zbyt mocno przypomina Luke'a Cage'a z serialu Netflixa. Trudno cokolwiek powiedzieć o reszcie postaci poza tym, że są obecni na ekranie. W tym aspekcie serial jeszcze nie trzyma poziomu fabuły i realizacji. Jest tu pole do poprawy.

Evil to zaskoczenie, bo jego niejednoznaczność i dobra, pełna napięcia i atmosfery grozy realizacja budują coś wartościowego i nietypowego. I to pomimo prostej i pozornie sztampowej konwencji inspirowanej Z Archiwum X. Kolejne odcinki dadzą nam pojęcie, czy taki poziom zostanie utrzymany do końca.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV