Fear the Walking Dead: sezon 5, odcinek 3 i 4 - recenzja

O dwóch nowych odcinkach Fear the Walking Dead można powiedzieć, że to taki prezent dla fanów całego uniwersum, ponieważ stały one pod znakiem crossoverów, powrotu lubianej postaci, zabawy konwencją oraz festiwalu makabry. Czego można chcieć więcej, gdy dodatkowo jakość epizodów jest naprawdę zadowalająca?

Ocena recenzenta:
7/10

O dwóch nowych odcinkach Fear the Walking Dead można powiedzieć, że to taki prezent dla fanów całego uniwersum, ponieważ stały one pod znakiem crossoverów, powrotu lubianej postaci, zabawy konwencją oraz festiwalu makabry. Czego można chcieć więcej, gdy dodatkowo jakość epizodów jest naprawdę zadowalająca?

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Jeszcze dwa lata temu przez myśl nikomu by nie przeszło, aby powiedzieć o Fear the Walking Dead, że to dobry serial, który potrafi opowiadać interesującą historię, a do tego postaci nie powodują irytacji. A taki właśnie poziom osiągnął spin-off The Walking Dead, do którego  z tygodnia na tydzień powraca się z niewymuszoną ochotą. Co prawda do czerpania przyjemności jeszcze sporo brakuje, ale cieszy to, że twórcy mają pomysł na serial, zachowują dobry poziom i przede wszystkim dbają o swoich bohaterów. Bo nic tak nie drażni, jak nudne, niesympatyczne bądź denerwujące postaci oraz nietrafione wątki fabularne. Wystarczyło wyznaczyć naszym survivalowiczom misję pomagania innym i od razu otwarło to furtkę na nowe możliwość poprowadzenia intrygującej historii, wypełnionej akcją i ludzkimi dramatami.

Wolna ręka i swoboda w pisaniu fabuły dała sposobność twórcom, aby trochę pobawić się konwencją Fear the Walking Dead. Bo jak tu nie wykorzystać okazji, żeby nakręcić stylizowany na western odcinek, mając do dyspozycji naszego "kowboja", czyli Johna Doriego? I faktyczne mogliśmy się poczuć przez chwilę jak na Dzikim Zachodzie, widząc krzaczek przelatujący przez opuszczone, pokazowe miasteczko, spelunę i naszego bohatera strzelającego z biodra z rewolweru. Ten epizod to wręcz hołd dla Johna. Można posądzić tę stylizację o zbyt duże przerysowanie przy tym jednak realistycznym i przyziemnym podejściu do historii. Ale przecież serial ma swoje korzenie w komiksie, więc od czasu do czasu może trochę zaszaleć. Byleby w granicach zdrowego rozsądku, aby nie wywoływać mieszanych uczuć. Tak jak wtedy, gdy Dorie wycelował w siekierę, a pocisk rozłupał się na dwie części, idealnie trafiając zainfekowanych. I to było fajnie nakręcone, bo trzymało w napięciu, a także sprawiło trochę frajdy.

Ważniejszym wydarzeniem oprócz westernowego klimatu był kolejny crossover z The Walking Dead. Tym razem ścieżki z survivalowiczami skrzyżowały się z Dwightem, który niestrudzenie szuka żony i dotarł, aż do Fear the Walking Dead. W tym wątku zaimponowało mi to, że wprowadzenie tej postaci do tego serialu nie polegało tylko na przypomnieniu widzom, kim on jest. Od razu nakreślono jego charakter, motywacje i głębokie uczucie do Sherry. Co ciekawe w tym odcinku poczułam z nim większą więź i współczucie niż przez wszystkie epizody The Walking Dead, gdzie był dla mnie postacią obojętną, bo osobiście wolałam jego komiksową wersję. Poza tym dobrze też wpasowała się historia pogoni Johna za June, która miała podnieść Dwighta na duchu i zyskać jego zaufanie. W tym pełnym cierpienia i dramatów serialu taki promyczek nadziei, trochę miłości i determinacji w pomocy innym, całkiem dobrze zadziałał. I co ważniejsze, twórcy przyłożyli się do tego wyjątkowego spotkania bohaterów. A że jeszcze dodali trochę humoru, gdy znowu zażartowali z nazwiska Johna? Tym lepiej dla nas!

Trzeci odcinek Fear the Walking Dead stał pod znakiem wprowadzenia Dwighta do serialu, a czwarty to z kolei powrót Daniela, ale tym razem w pełnym wymiarze. Całkiem dobrze radził sobie sam w magazynie podczas rozłąki z pozostałymi bohaterami, rozbrajając w tym czasie mordercze pułapki w sklepach. Oczywiście jego kot o specyficznym imieniu Skidmark skradł nieco show, jak Goose w Kapitan Marvel. Trochę nawet ta relacja ze zwierzęciem przypomina tę Daryla z Psem, która też wzbudza dużo sympatii. Natomiast jego spokój został zakłócony przez Victora i pozostałych z ekipy, którzy postanowili przejąć samolot podstępem. Nie był to porywający wątek, bo jednak wolałabym, aby nasi bohaterowie zmierzyli się ze sobą ponownie twarzą w twarz, niż udowadniali swoje racje za pomocą krótkofalówki. Ale dobre w tym wszystkim było to, że uraza Daniela do Stranda nie zniknęła, jak ręką odjął, tylko drążyli temat przeszłości i zmian, jakie przeszli. Poza tym poświecenie Salazara i odciągnięcie hordy zainfekowanych też emocjonowało, a to ze względu na tą więź, którą tak szybko, ale swobodnie nawiązał z Charlie. Przyjemnie oglądało ich na ekranie. Zdecydowanie brakowało Rubéna Bladesa w tym serialu!

Warto wspomnieć, że czwarty odcinek również nawiązał do The Walking Dead. Najpierw cygaro z charakterystycznym emblematem, które zabrał Sarze przed pozostawieniem ekipie magazynu, mogło skojarzyć się z Abrahamem. I to nie bezpodstawnie, ponieważ jak pamiętamy, Althea posiada z nim nagranie, co może sugerować, że temat „przyjaciela” jeszcze powróci, kiedy zobaczymy Daniela następnym razem, co byłoby wskazane. I drugim nawiązaniem, wzbudzającym nawet większą ekscytację, jest helikopter ze znaczkiem z kółkami, który również widzieliśmy w The Walking Dead, zabierający rannego Ricka w nieznane. Prawda jest taka, że to właśnie ci umundurowani na czarno ludzie powiązani z tą maszyną najbardziej intrygują w wątku dzieciaków z obozu. Bo uganiania się za nieokiełznaną młodzieżą nie jest zbyt atrakcyjne do śledzenia, mimo że Alicia jest bardzo przekonująca w swoich przemowach przez walkie-talkie. Ale trzeba też przyznać, że sprytnie wymanewrowały dorosłych, bo końcówka trzeciego odcinka zapadała w pamięć w tym nieoczekiwanym cliffhangerze.

Historia w Fear the Walking Dead rozwija się spokojnym i zrównoważonym tempem, gdzie dużo miejsca poświęca się na rozmowy, co nie wszystkim może odpowiadać, bo raczej zawsze stawiano tu na akcję. Ale kiedy potrzeba serial potrafi też kipieć makabrycznością, górującym tym nad The Walking Dead. Tu nikt nie patyczkuje się i nie obawia cenzury, nawet jak ktoś chlapnie przekleństwo od czasu do czasu. Trzeba mieć mocny żołądek, oglądając te krwawe sceny, gdy na przykład śmigła samolotu ćwiartowały zarażonych. Nie wspominając o wywleczonych bebechach szwendaczy i innych obrzydliwych, rozkładających się zainfekowanych, którzy polegli w festiwalu morderstw Alicii i Morgana. Ale w końcu to apokalipsa zombie – musi być makabrycznie! I oby tak dalej!

Dwa najnowsze odcinki Fear the Walking Dead trzymają wciąż satysfakcjonujący poziom. Dobry scenariusz sprzyja sympatyzowaniu z bohaterami. A także zaciekawia jak potoczą się losy Dwighta czy też dzieciaków. Twórcy mają w zanadrzu jeszcze wątki Logana i porywaczy Althei, więc niezmiernie ciekawi to, co twórcy przygotowali nam w tym sezonie i z kim będą się zmagać nasi survivalowicze. Początek piątej serii wygląda obiecująco!

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Fear the Walking Dead

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV