Ocena recenzenta:
4/10

Geostorm – recenzja filmu

Wydaje się, że takie filmy jak Pojutrze, 2012 czy Dzień niepodległości w materii kina katastroficznego powiedziały i pokazały już wszystko. Geostorm zdaje się to potwierdzać.

Akcja filmu rozgrywa się w przyszłości, w której człowiek powołał specjalne satelity, mające na celu powstrzymanie klęsk żywiołowych nawiedzających Ziemię za sprawą postępującego od lat ocieplenia klimatu. Po dwóch latach niezakłócony do tej pory system ochronny zaczyna jednak szwankować. Zadanie usunięcia awarii zostaje powierzone dwóm braciom, którzy od dawna nie utrzymują ze sobą kontaktu. Muszą poradzić sobie z problemem, zanim olbrzymich rozmiarów geoburza pochłonie całą planetę.

Za kamerą stanął Dean Devlin, dla którego jest to reżyserski debiut w pełnym metrażu. Nie jest to jednak osoba z przypadku, bowiem miał już kilka razy do czynienia z filmami katastroficznymi. Wraz z Rolandem Emmerichem tworzył scenariusze do Gwiezdnych Wrót, pierwszego Dnia niepodległości oraz Godzilli. Mogłoby się zatem wydawać, że jest to odpowiedni człowiek na stanowisko reżysera. Geostorm pokazuje jednak coś zupełnie innego.

Devlin wymyślił sobie, że Ziemię przed skutkami radykalnych zawirowań pogodowych spróbuje uratować znany z filmu 300 Gerard Butler. Żeby jednak wprowadzić trochę świeżości, postanowił stworzyć profil naukowca, który nie tylko żyje ogromną pasją do nauki, ale jest także mocno narwany. Żeby na ekranie panowała równowaga, dorzucił do tego wszystkiego wątek rodzinny, a w rolę jego brata wcielił się Jim Sturgess. Relacje obu bohaterów były bardzo napięte, co miało chyba być dodatkową trudnością w ratowaniu planety. Trzeba jednak przyznać, że panowie radzą sobie bardzo dobrze, a ich duet wygląda na ekranie przekonująco. W Geostorm odwróciły się także role. Tym razem za myślenie odpowiedzialni byli mężczyźni, a za kopanie tyłków wzięły się kobiety. Show kradnie jednak Zazie Beetz w roli hakera komputerowego. Świetna i zabawna rola, która niestety była zbyt krótka.

Po obejrzeniu zwiastuna z pewnością wielu z was nastawi się na głupkowatą rozrywkę i przyjemne dla oka niszczenie Ziemi w stylu Emmericha. Dodatkową wartość stanowić będą bohaterowie próbujący ją ocalić i dawka średniego, ale strawnego humoru. Ostatecznie sprawdza się tylko ten ostatni element, a cała reszta to prawie dwugodzinne oglądanie dwójki bohaterów rozmawiających ze sobą przez transmisję wideo oraz kiepskie efekty specjalne próbujące zniszczyć naszą planetę.

Trailery z pewnością jednak nie kłamały w kwestii niedorzeczności, jakie dominują w tym filmie. Nie powinien być zaskakujący fakt, że Geostorm oparty został na kliszach kina katastroficznego. Podczas seansu nie można wyzbyć się wrażenia, że gdzieś to już się widziało… zagrożenia klimatyczne już raz dawały się ludziom we znaki (Pojutrze), znane budowle cierpiały pod wpływem trzęsienia ziemi (2012), a ludzkość była wiele razy ratowana przez mądrych i dzielnych Amerykanów (tym razem z korzeniami brytyjskimi dla odmiany). Jest też wszechobecny przepych, patos i dominujące na ekranie efekty specjalne.

Geostorm nie wnosi nic nowego do gatunku kina katastroficznego. Film pozbawiony jest jakichkolwiek zaskoczeń. Pewne rzeczy są oczywiste już na samym początku trwania filmu, a podpowiedzi śle chociażby dobór obsady. Właśnie w tym momencie trudno jest mi wyjaśnić obecność w takiej produkcji Eda Harrisa, który prawdopodobnie zgodził się na udział w filmie zanim dostał scenariusz. Może gdyby Dean Devlin skupił się tylko na jednej roli, jego produkcja nie wyglądałaby aż tak źle. Trudno jednak pisać o wybrykach scenariusza bez wchodzenia w spoilery, ale z pewnością wielu z was nie będzie mogło uwierzyć, co założył sobie twórca tego filmu.

To nie jest najgorszy film, jaki w tym roku pojawił się w kinach. Jest w tym wszystkim jakiś element rozrywki. Główni bohaterowie wydają się być interesujący (cała reszta to zróżnicowane kulturowo towarzystwo ulegające stereotypom), a sekwencje w kosmosie są zrealizowane na przyzwoitym poziomie. Są momentami także zabawne dialogi, choć autorką tych najzabawniejszych jest tylko jedna postać. Z pewnością jednak nie jest to film, przy seansie którego chcemy opuścić salę jak najszybciej.

Źródło: Zdjęcie główne: Warner Bros.

Poznaj recenzenta

Michał Kujawiński
Jestem miłośnikiem filmów i komiksów z superbohaterami. Uwielbiam jak podczas seansu dzieje się bardzo dużo na ekranie, ale nie przeszkadzają mi też takie produkcje, gdzie trzeba ruszyć głową. Kocham filmy Quentina Tarantino i Wesa Andersona, bo gdybym umiał, to też chciałbym tworzyć takie cuda.

Najlepsze z 24h

Paweł Krzystyniak
0 -

40 zwiastunów do obejrzenia w ten…

Przegapiliście nowe zwiastuny w tym tygodniu? Nic straconego. Specjalnie dla was zbieramy w jednym miejscu…

Wiktor Fisz
0 -

Oscary, które nie były przepustką do…

Wśród miłośników kina popularna jest opinia, że osoba odbierająca Oscara, trafia do filmowego nieba i…

Adam Siennica
0 -

Agnieszka Kotulanka nie żyje. Aktorka z…

Informację o śmierci Agnieszki Kotulanki ogłosiła jej rodzina w nekrologu zamieszczonym w Gazecie Wyborczej.

Adam Siennica
0 -

Powrót The Expanse. Zwiastun i data…

Amerykańska stacja Syfy ruszą z promocją 3. sezonu The Expanse. Premiera za niepełna 2 miesiące.

Adam Siennica
0 -

Strzelanina na Florydzie będzie mieć wpływ…

Megan Boone, aktorka, która od początku gra główną rolę w serialu Czarna lista zdradziła informację…

Adam Siennica
0 -

Bez słowa Duncana Jonesa rozgrywa się…

Bez słowa to nowy film Netflixa w reżyserii Duncana Jonesa, który najbardziej znany jest ze…

Co o tym sądzisz?