Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
7/10

Ja, Godard – recenzja filmu

Michel Hazanavicius (twórca oscarowego Artysty) wyreżyserował obraz będący biografią jednego z najwybitniejszych filmowców wszech czasów – reżysera, scenarzysty i krytyka, przedstawiciela francuskiej Nowej Fali: Jean-Luca Godarda.

Jean-Luc Godard, uwzględniony przez krytyków na bardzo wysokiej pozycji na liście reżyserów wszech czasów, twórca radykalny i inspirujący, według niektórych – rewolucjonista, sam w sobie stanowi doskonały materiał na film. Film, który udźwignie legendę artysty i rozpocznie snucie opowieści od odpowiedniej chwili życiorysu. I tak też się dzieje w omawianym przypadku: zostajemy zapoznani z bohaterem w momencie, gdy ten tworzył Chinkę (dzieło bardzo istotne dla jego kariery) – przy okazji rozpoczynając romans z Anne Wiazemsky, będący jedną z głównych osi fabuły Ja, Godard.

Hazanavicius przedstawia różne elementy osobowości bohatera na kilku płaszczyznach: mamy więc tę społeczną, kulturową, a więc artystyczną, a także osobistą i intymną – na tych dwóch torach toczą się dwie historie z życia reżysera, będącego postacią złożoną i pełną sprzeczności. Inteligencja, dowcip, przekora, frustracja, egzaltacja, a czasem wręcz przeciwnie – zachowania bliższe tym bardziej autystycznym  – to wszystko zostaje bezbłędnie sportretowane przez Louisa Garrela, świetnie oddającego manieryzmy Godarda. Reżyser jest zresztą wobec bohatera wyjątkowo bezlitosny, choć nie jednostronnie krytyczny.

Historia uczucia (i jego rozkładu) pomiędzy Godardem i dużo młodszą Wiazemsky (pełnokrwista, przekonująca i naturalna Stacy Martin) jest chyba tą nieco lepiej nakreśloną; opowiedziana w angażujący i emocjonujący (w żadnym wypadku nie banalny!) sposób. Choć scenariusz powstał w oparciu o biograficzną książkę Waziemsky, Hazanavicius postarał się o nieco bardziej obiektywne spojrzenie na bohatera. Bohatera, który na każdym torze fabuły przechodzi pewne zmiany, przede wszystkim jednak oddalając się od tych, którzy go kochali – kobiety i miłośników jego sztuki. I ona, i oni w pewnym momencie odczuwają już tylko tęsknotę za „wcześniejszym” Godardem. Takim, za jakim – jak można wnioskować – tęskni sam Hazanavicius.

Jest więc Ja, Godard swoistym hołdem, jest dziełem dedykowanym sztuce filmowej, w którym sporo jest ironii, ale też nostalgii i tęsknoty – przede wszystkim za dawnym, wciąż poszukującym kinem. Jest też kolejnym dowodem na świetne wyczucie stylu i estetyki reżysera, który zresztą wizualnie nawiązuje do dzieł Godarda, a przy okazji świetnie bawi się formą i tekstem (rozmowa o scenie, w której Anne miałaby wystąpić nago!). Ciężko ocenić, jak dobrze sprawdza się jako rzeczywista biografia – niewątpliwie jednak warto poświęcić trochę czasu i zobaczyć barwny i przemyślany portret człowieka, który zrewolucjonizował kino, nigdy nie będąc do końca pewnym swojej roli jako artysty.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Poznaj recenzenta

Michał Jarecki
Kino, literatura, sztuka, popkultura. Ludzie o dobrych sercach. Tym żyję.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Avengers: Wojna bez granic – kto…

Chcemy przedstawić Wam listę tych postaci z MCU, które przetrwały pstryknięcie palcami Thanosa w filmie…

Piotr Piskozub
-

Brie Larson jako Kapitan Marvel na…

Na okładce magazynu Mundo Dos Super-Herois jego graficy pokazali Brie Larson w roli Kapitan Marvel.

Adam Siennica
-

Epickie widowisko Netflixa. Zwiastun filmu Król…

Król wyjęty spod prawa to nowa oryginalna superprodukcja Netflixa opowiadająca o królu Szkocji walczącym z…

Michalina Reda
-

Asia Argento została oskarżona o molestowanie.…

Asia Argento, która jesienią zeszłego roku opowiedziała o krzywdach, jakie wyrządził jej Weinstein, sama została…

Michalina Reda
-

Ralph Demolka 2 – kolor skóry…

W filmie Ralph Demolka w Internecie główni bohaterowie poznają księżniczki Disneya. Teraz jednak fani gorliwie…

Piotr Piskozub
-

Avengers: Wojna bez granic – kluczowa…

Okazuje się, że jedna z kluczowych scen filmu Avengers: Wojna bez granic według pierwotnych założeń…

Co o tym sądzisz?