Luther: sezon 5 – recenzja

Luther powraca po długiej przerwie, aby po raz kolejny w swojej policyjnej karierze schwytać maniakalnego mordercę. I przyznaję, jest to powrót bardzo udany. Oceniam 5. sezon.

Ocena recenzenta:
8/10

Luther powraca po długiej przerwie, aby po raz kolejny w swojej policyjnej karierze schwytać maniakalnego mordercę. I przyznaję, jest to powrót bardzo udany. Oceniam 5. sezon.

Norbert Zaskórski

Norbert Zaskórski

Tagi:  Luther 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

John Luther staje przed kolejnym wyzwaniem. W Londynie zaczyna grasować nowy seryjny zabójca, który prowadzi swój morderczy rajd po ulicach brytyjskiej stolicy. Luther jest pewny, że nie przestanie zabijać, dopóki nie zostanie złapany. Tropem w sprawie okazuje się psycholog, dr Vivienne Lake, z którą morderca ma pewną specyficzną więź. Jednak to nie jedyne zmartwienie Luthera. Porwany zostaje syn gangstera, George'a Corneliusa. Szef przestępczego półświatka uważa, że detektyw ma coś wspólnego ze sprawą. Nieoczekiwanie w życiu policjanta pojawia się duch z przeszłości, Alice Morgan.

To właśnie dynamika pomiędzy postaciami Luthera i Alice jest jednym z najsilniejszych punktów 5. sezonu. Powrót postaci psychopatki wniósł spory powiew świeżości i podniósł poziom całej historii. Alice to zdecydowanie jedna z wyróżniających się postaci w tej produkcji a Ruth Wilson daje swojej bohaterce niespotykane połączenie demoniczności i czystego luzu oraz przebojowości. Aktorka jest niezwykle charyzmatyczna i wiarygodna w swojej kreacji, stanowi doskonałe uzupełnienie dla głównego bohatera opowieści. Idris Elba i Wilson bardzo dobrze opierają relację swoich postaci na sporej dozie toksyczności i niepewności, tworząc dziwny duet, który w żadnej innej produkcji nie pasowałby do historii, jednak tutaj znakomicie się z nią zgrywa. Świetnie oglądało mi się jak ponury sceptyk Luther współpracuje z ironiczną i psychopatyczną Morgan. Elba i Wilson potrafią stworzyć prawdziwą bombę emocjonalną w więzi swoich postaci, co doskonale oddaje jedna z ostatnich scen w sezonie. Alice dywaguje w niej o specyficznym rodzaju miłości, jaką wykreował ich duet, po czym ginie po upadku z wysokości. Naprawdę mocny finał bardzo dobrze rozpisanej i zagranej relacji.

Sam Elba po raz kolejny staje na wysokości zadania, wnosząc sceptycyzm i charyzmę swojego bohatera na kolejny poziom. Luther w jego wykonaniu to nadal świetny śledczy, ale przy okazji w tym sezonie staje się mocno dramatyczną postacią, pełną wewnętrznych rozterek, których do tej pory nie doświadczył w takim stopniu. Oczywiście w poprzednich sezonach było wiele sytuacji, które mocno odbiły się na psychice głównego bohatera, jednak to w tym sezonie, wydaje mi się, nastąpiło silne ukoronowanie mentalnej destrukcji. Scenarzyści bardzo sprawnie poprowadzili postać detektywa i świetnie ukazali jego psychologiczną przemianę na przestrzeni sezonu. Idris Elba potrafi doskonale wykrzesać ze swojego bohatera zarówno ogromne pokłady siły psychicznej, jak i sporą dawkę bólu ciążącego na duszy. Świetnie oddaje to właśnie scena śmierci Alice i aresztowania Luthera. Tutaj smutek miesza się z pewnego rodzaju obojętnością i mentalną izolacją. Elba po raz kolejny udowodnił, że doskonale czuje się w skórze londyńskiego detektywa.

Sama intryga zbudowana została przez twórców bardzo sprawnie, przez to nie czuje się, że główne wątki się ze sobą gryzą. Raczej organicznie przenikają się, tworząc spójną opowieść. Kwestia fabularna, dotycząca seryjnego mordercy, to całkiem dobry wątek, głównie ze względu na postacie czarnych charakterów i nową policjantkę, czyli Halliday. Małżeństwo Lake stanowi bardzo ciekawy duet antagonistów. Twórcy dokonali niezłej wiwisekcji ludzkiej psychiki i toksycznej miłości. Lake'owie stanowią w tej materii ogromne podobieństwo do więzi Luthera i Alice. Świetnie za pomocą morderczego duetu ukazano problem tego, gdzie w miłości leży granica zrozumienia. Przez to Vivienne i Jeremy nie są przekoloryzowanymi, jednowymiarowymi czarnymi charakterami. Przez psychologiczne tło, jakie możemy dostrzec w dynamice tych postaci, są oni ciekawym studium zależności międzyludzkich. Jednak mam wrażenie, że finał tego wątku został przez twórców potraktowany trochę po macoszemu i rozwiązany za szybko w finałowym odcinku, bez stosownego dla tej opowieści napięcia.

Postać Catherine Halliday stanowi natomiast bardzo ciekawy element serialu, będący swoistym głosem sumienia głównego bohatera. Jednak nie jest tylko standardową bohaterką drugoplanową i tłem dla Luthera, dostaje swoje pięć minut, które w pełni wykorzystuje. Szkoda, że twórcy zdecydowali się zabić bohaterkę, ponieważ widziałem tutaj ogromną sferę do rozwoju Halliday w kolejnej, potencjalnej serii. Sama postać stała się bardzo mocnym katalizatorem wydarzeń po swojej śmierci i stanowiła jeden z punktów zapalnych w drugim wątku opowieści, który tak naprawdę stał się główną osią fabularną. Chodzi mi tutaj oczywiście o aspekt związany z Alice i konfliktem z Corneliusem. Doskonale w tym wątku został przepracowany i zanalizowany temat winy i kary. Twórcy bardzo dobrze pokazali, jak zepsucie i złe wybory moralne mogą upomnieć się o kogoś w najmniej spodziewanym momencie. Cały czas czuć tę przygnębiającą i mroczną atmosferę, która oplata poszczególnych bohaterów i wyziera z ekranu. Bardzo dobrze ukazano, jak czyny Luthera odbijają się na jego otoczeniu, doprowadzając do jego mentalnej apatii. Do tego Cornelius w tym sezonie stanowił naprawdę ciekawy przykład wymagającego antagonisty dla głównego bohatera. Naprawdę świetny wątek.

Nowy sezon serialu Luther sprawdził się naprawdę dobrze w aspekcie narracyjnym i aktorskim. Potrafił utrzymać w napięciu do samego zaskakującego końca. Polecam w pełni.

Źródło: zdjęcie główne: BBC

Luther

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV