Małe Licho i anioł z kamienia - recenzja książki

Marta Kisiel powraca z drugą książką przeznaczoną dla nieco młodszego czytelnika (choć jak to powiadają, jeśli dorośli nie lubują się książką dla dzieci, to jest to zła książka - co zdecydowanie nie ma zastosowania w tym przypadku), Małe Licho i anioł z kamienia.

Ocena recenzenta:
9/10

Marta Kisiel powraca z drugą książką przeznaczoną dla nieco młodszego czytelnika (choć jak to powiadają, jeśli dorośli nie lubują się książką dla dzieci, to jest to zła książka - co zdecydowanie nie ma zastosowania w tym przypadku), Małe Licho i anioł z kamienia.

Niewątpliwie łatwiej przyswoić ją tym, którzy znają wcześniejszy dorobek literacki autorki, ze szczególnym uwzględnieniem Małego Licha i tajemnicy Niebożątka, chociaż i nowi czytelnicy, mimo że nie zrozumieją wszystkich powiązań, znajdą najnowszą opowieść uroczą, słodką i napełniającą serce ciepłem po same koniuszki. Co nie znaczy, że Małe Licho i anioł z kamienia jest książką przesłodzoną i infantylną – co to, to nie. Jak zawsze w przypadku Marty Kisiel jest ciekawie, zabawnie i mądrze, choć może oba Małe Licha są napisane w ociupinkę inny sposób, niż powieści „dla dorosłych”. Na pewno – większymi literami.

Opowieść, w większości pisana z punktu widzenia małego chłopca, jest napisana tak prawdziwie, że mogłoby to świadczyć o tym, że Marta Kisiel sama jest małych chłopcem bądź świetnie rozumie małych chłopców i jest doskonałym obserwatorem własnego synka.

Małe Licho i anioł z kamienia okładkaŹródło: Wilga

W drugiej części przygód Bożydara, zwanego pieszczotliwie Bożkiem, splotem przedziwnych okoliczności (ospa wietrzna szaleje w jego domostwie), tuż po świętach Bożego Narodzenia i pieczeniu pierniczków, chłopiec wraz z małym potworem w typie Cthulhu oraz dostojnym aniołem Tsadkielem trafiają do małej chatki pośrodku ośnieżonego lasu, pod opiekę cioci Ody i czorta Bazyla. Bohaterowie z różnych powieści autorki spotykają się po raz pierwszy, co niesie ze sobą pewne konflikty, zwłaszcza w przypadku sztywnego, bezkompromisowego anioła, złośliwie przezywanego Zadkielem i najsłodszego czorta, jaki kiedykolwiek stąpał po tej ziemi, którego jednak trudno czasem zrozumieć, bo ma okrutną wadę wymowy. Czy Bożydar zdoła pogodzić antagonistów, czy też niechcący doleje oliwy do ognia, by później musieć ratować jednego z nich z poważnych tarapatów?

Przekonacie się sami, sięgając po Małe Licho i anioła z kamienia i znajdując w nim mnóstwo dobrych wibracji, niepowtarzalny styl, dialogi iskrzące się humorem, cytaty z poezji „grobowej”, postacie do schrupania, a nade wszystko niegłupie przesłanie, które niejeden z czytelników powinien sobie zapamiętać na całe życie.

Dodatkowo uroku całości dodają czarno-białe, przesympatyczne ilustracje Pauliny Wyrt, które wspaniale uzupełniają tekst.

Jako że Małe Licho i tajemnica Niebożątka Marty Kisiel zostało nagrodzone na Festiwalu Literatury dla Dzieci jako najlepsza książka dla dzieci i młodzieży 2018 roku, jej kontynuacji wróżymy nie mniejszych sukcesów. Ewidentnie na to zasługuje.

Źródło: fot. Wilga

Małe Licho i anioł z kamienia

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV