Miszmasz czyli Kogel mogel 3 – recenzja filmu

Miszmasz czyli Kogel mogel 3 to kontynuacja kultowej serii komedii z lat 80. Niestety ta część na pewno nie zapisze się w pozytywny sposób w historii polskiego kina.

Ocena recenzenta:
4/10

Miszmasz czyli Kogel mogel 3 to kontynuacja kultowej serii komedii z lat 80. Niestety ta część na pewno nie zapisze się w pozytywny sposób w historii polskiego kina.

W filmie Miszmasz czyli Kogel Mogel 3 powracamy do znanej już wielu Polakom wsi Brzózki. Kasia jest dyrektorką miejscowej szkoły i mieszka z matką. Nieoczekiwanie w domu pojawia się Marcin, syn Kasi, który powrócił od ojca z Holandii. Chłopak postanawia w Brzózkach otworzyć swój własny interes, konkretnie dyskotekę. Jednak tak naprawdę ma stanowić ona przykrywkę pod mniej legalny biznes, hodowlę marihuany. W tym czasie w Warszawie Wolańska rozwija swoją karierę sex-coacha. Z czasem Profesor Wolański i Agnieszka, córka pary, mają dosyć mieszkania z apodyktyczną matką i wyruszają w podróż. Tak trafiają do Brzózek, gdzie dochodzi do ponownego spotkania Mariana z Kasią.

Niestety produkcja Kordiana Piwowarskiego zupełnie nie broni się pod względem scenariuszowym. W filmie starano się nagromadzić dużą liczbę wątków, jednak nie zostały one połączone ze sobą w jakąś spójną, logiczną całość. W związku z tym pewne aspekty fabularne nie mają okazji, aby się rozwinąć i na tym cierpią. Dobrym przykładem jest tutaj wątek Piotrusia, który miał spory potencjał, jednak został bardziej wrzucony przez twórców do filmu jako ciekawostka niż pełnoprawna część składowa historii. Cała opowieść pełna jest skrótów i dziur logicznych, przez co sporo traci na odbiorze. Nie ma czasu na nakreślenie relacji, motywacji poszczególnych postaci czy ich wewnętrznych rozterek. Wszystko potraktowano mało precyzyjnie, starając się bez zagłębienia w historię domknąć wszystkie wątki w fabule, która trwa niecałe 100 minut. Dlatego pewne aspekty wyglądają tak, jakby wzięły się z zupełnie innego filmu, nie czuć tej spójności z resztą historii. Chodzi tutaj między innymi o dwie romantyczne relacje w filmie. Pierwsza to ta między Marcinem a Agnieszką, gdzie właściwie cała więź zostaje zbudowana w jednej scenie, bez jakiegokolwiek napięcia i głębi. Druga to romans Mary i Iwony, który pojawia się znikąd. Twórcy postanowili się nie głowić nad zawiązaniem tej relacji, po prostu wrzucili ją na szybko do opowieści. Niektóre wątki z kolei są urywane - choćby ten związany z ojcem Marcina i interesem hodowli marihuany. Twórcy  nie starają się nam wytłumaczyć tej historii, prowadzą ją bez ładu i składu. Szkoda, bo jakiś potencjał drzemał w tym filmie, ale słaby scenariusz nie pozwolił na zaprezentowanie go w pełnej krasie.

Kiepski skrypt sprawia również, że film sporo traci pod względem aktorskim. Nagromadzenie postaci powoduje, że niektóre otrzymują tylko ułamek czasu i aktorzy nie mogą tak naprawdę zaprezentować swoich umiejętności. Dobrym przykładem jest tutaj wątek Wolańskiej, który niknie zupełnie w tle, gdzieś w połowie filmu. Ewa Kasprzyk w scenach, w których występuje dwoi się i troi, aby coś wykrzesać z tej historii, jednak tekst jej na to nie pozwala. Podobnie sprawa ma się u Macieja Zakościelnego. Dorosły Piotruś i jego syndrom Piotrusia Pana to doskonały materiał do rozwinięcia, jednak tutaj nie było szansy się w to zagłębić, a szkoda. Aktorzy znani z poprzednich części starają się, jak mogą, jednak nie ma już tutaj tej lekkości, którą prezentowali w poprzednich częściach. Grażyna Błęcka-Kolska znika wśród innych bohaterów i nie jest w stanie przebić się choć na chwilę na pierwszy plan, a Zdzisław Wardejn mimo ogromnych chęci nie wznosi się na wyżyny swoich umiejętności. Jednak sporo tutaj winy scenariusza, jak już wcześniej wspomniałem.

Natomiast w kwestii aktorskiej świetnie wypada Katarzyna Łaniewska jako Solska. Aktorka po raz kolejny doskonale sprawdza się jako reprezentantka ludowych mądrości oraz swoisty głos rozsądku i opoka rodziny. Przy tym wnosi swoją postacią sporą dozę interesującego i niewymuszonego humoru. Nieźle wypada również Nikodem Rozbicki ze swoim luzem i taką pozytywną nonszalancją, którą obdarza Marcina na ekranie. Aleksandra Hamkało daje radę jako silna kobieta, która stara się wydobyć z cienia apodyktycznej matki i walczyć o swoje. Aktorka daje swojej postaci ogromną wiele uroku i takiego zadziora, dzięki czemu chce się ją oglądać na ekranie. Dobrze prezentuje się również Katarzyna Skrzynecka w roli Marlenki, wnosząc powiew lekkości. Podobnie jak pani Łaniewska aktorka nie sili się na przerysowanie tej roli, dzięki czemu może zaprezentować się z dobrej strony.

Niestety to, co budują niektórzy członkowie obsady, znika pod falą mało śmiesznego i często irytującego humoru. Większość żartów w produkcji jest napisana jakby na siłę i nie ma tej lekkości, którą widzowie mogli poczuć w poprzednich filmach z cyklu. W pewnym momencie kolejne gagi mnie po prostu męczyły, a już wrzucenie do scenariusza między innymi żartów politycznych było zupełnie nietrafionym pomysłem. W produkcji Piwowarskiego znajdzie się kilka niezłych momentów jak rajd Goździków, jednak te dobre rzeczy są bez pardonu przykrywane przez o wiele słabsze, nieśmieszne dialogi. Ogromna szkoda.

Nie liczyłem, że Miszmasz czyli Kogel Mogel 3 będzie filmem wybitnym. Spodziewałem się, że może to być lekka komedia, którą można obejrzeć z przyjemnością. Niestety zawiodłem się na całej linii. Humor na słabym poziomie, kiepsko napisane i poprowadzone wątki i dużo skrótów w narracji. Produkcja broni się niektórymi kreacjami aktorskimi, ale to za mało.

Źródło: zdjęcie główne: M. Gostkiewicz

Miszmasz czyli Kogel Mogel 3

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV