Mroczne materie: sezon 1, odcinek 6 - recenzja

Nowy odcinek Mrocznych materii daje sporo frajdy z oglądania, trzymając bardzo dobry poziom. Oceniam.

Ocena recenzenta:
8/10

Nowy odcinek Mrocznych materii daje sporo frajdy z oglądania, trzymając bardzo dobry poziom. Oceniam.

Norbert Zaskórski
Norbert Zaskórski
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

W Mrocznych materiach Lyra trafia do bazy Grobuchów, gdzie przeprowadzane są eksperymenty na dzieciach i ich dajmonach. Bohaterka szybko odkrywa, że za pomocą pewnej maszyny dajmony są oddzielane od ich posiadaczy. Lyra razem z Rogerem planuje ucieczkę z bazy i uwolnienie wszystkich dzieci. Nieoczekiwanie na miejsce przybywa Coulter, wobec tego Lyra musi przyspieszyć realizację misji.

Ten odcinek był naprawdę dobry pod względem budowania przez twórców napięcia w poszczególnych scenach. Doskonale można to zaobserwować w sekwencjach z udziałem Lyry w bazie. Świetnie podbijano natężenie emocjonalne danego momentu, by w pewnej chwili rozładować ten dramaturgiczny ładunek. Tak było choćby w scenach, kiedy Lyra wylądowała w maszynie służącej do podziału lub w sekwencji rozmowy bohaterki z Coulter. Wszystkie elementy zagrały tutaj bardzo dobrze, tworząc ciekawe i wciągające ekranowe widowisko wypełnione suspensem. Jednak nie był to suspens wymuszony mający na celu zaszokowanie widza. Został on wprowadzony bardzo organicznie, z czym mamy do czynienia między innymi we wspomnianych wcześniej sekwencjach. Trochę mniej w napięciu trzymał finał odcinka, gdzie zastosowano cliffhanger z wypadającą z balonu Layrą. Wiadomo, że główna bohaterka musi przeżyć, wobec tego to zawieszenie akcji nie miało takiej mocy. Jednak to nie przeszkodziło w bardzo dobrym odbiorze odcinka.

Sama relacja Lyry i Coulter została bardzo dobrze wygrana w tym odcinku.  Dafne Keen i Ruth Wilson świetnie rozumieją się na ekranie, mimo że grają postacie znajdujące się po zupełnie dwóch różnych stronach barykady. Pierwsza z nich potrafi w całej demoniczności swojej kreacji wydobyć z siebie pokłady emocji, bólu straty i troski. Dzięki temu jej wątek nabiera dodatkowej wagi i kolorytu, lepiej też się go obserwuje. Wilson zachowuje znakomity balans w swojej grze między tymi pozytywnymi a mrocznymi stronami, za co należą jej się ogromne słowa uznania. Natomiast Keen nadaje ogromnej siły Lyrze, którą w pełni wykorzystuje za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie. Można powiedzieć, że młoda aktorka dzieli i rządzi dzięki swojej charyzmie. Chociaż Keen sprawdziła się bardzo dobrze nie tylko w dynamicznych, pełnych napięcia scenach. Również znakomicie potrafiła wyciągnąć emocjonalność w sekwencji rozmowy Lyry i Coulter.

Muszę przyznać, że w tym odcinku naprawdę wiele się działo, jeśli chodzi o złożone sceny walk, ucieczek i potyczek. Jednak te sekwencje nie przykryły historii zawartej w epizodzie, a stanowiły jej znakomite uzupełnienie. Były one doskonałym partnerem dla fabuły, scenarzyści nie próbowali nimi zatykać dziur w pewnych wątkach. Sama scena ucieczki dzieci z bazy była bardzo dobra pod względem realizacyjnym. Kamera raz po raz zmieniała miejsca potyczki, przez co miało się w pewnych momentach wrażenie uczestnictwa w walce. W takich sekwencjach łatwo wprowadzić chaos przez zbytnie nagromadzenie różnych elementów. Jednak tutaj nie miałem tego poczucia, za co słowa uznania należą się reżyserowi odcinka. Bardzo dobra robota.

Nowy odcinek Mrocznych materii był naprawdę bardzo dobry pod względem realizacyjnym, budowania suspensu i kreacji aktorskich. Polecam i czekam na więcej.

Źródło: zdjęcie główne: HBO/BBC

Mroczne materie

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV