Przeczytaj w weekend

Preacher: sezon 4, odcinki 1-2 - recenzja

Preacher, czyli jeden z bardziej zakręconych, krwawych, a także obrazoburczych seriali telewizyjnych powrócił w niezłym stylu. Dwa premierowe odcinki przyzwoicie rozpoczęły ostatni sezon tego serialu.

Preacher, czyli jeden z bardziej zakręconych, krwawych, a także obrazoburczych seriali telewizyjnych powrócił w niezłym stylu. Dwa premierowe odcinki przyzwoicie rozpoczęły ostatni sezon tego serialu.

Magda Muszyńska

Magda Muszyńska

Tagi:  recenzja 

Finałowy sezon serialu Preacher otworzyły dwa odcinki, w których nie można narzekać na nudę. Pierwszy z nich był wypełniony akcją, która pędziła w ekspresowym tempie. Nasi bohaterowie bez zbędnych ceregieli i opóźniania wydarzeń, ruszyli na ratunek Cassidy’emu, który został porwany przez Starra. Warto od razu powiedzieć, że lokalizacja komiksowej Masady, czyli miejsca przetrzymywania wampira, którą kręcono w Australii, prezentuje się naprawdę oszałamiająco. Natomiast podczas śmiałego odbicia Cassa nie brakowało charakterystycznych dla tego serialu makabrycznych scen, walk, strzelanin i czarnego humoru. Niesnaski między postaciami nie zniknęły w magiczny sposób, co dodawało nieco komizmu sytuacjom. Ten epizod minął błyskawicznie.

Pierwszy odcinek był tak napakowany akcją, że przy dodatkowej radości z powrotu tego specyficznego serialu, można było zignorować pewne mankamenty, które objawiły się w pełni w drugim epizodzie. Przede wszystkim wyczuwalne jest zmęczenie w Preacherze. Żarty coraz częściej są wymuszone lub niezbyt śmieszne. Weźmy dla przykładu podróż Jessego, którego Słowo powoduje więcej krwawej szkody niż pożytku. O ile ta ironia w scenach z młodym oszustem czy podróżnikami na wielbłądach jeszcze mogła rozbawić, tak wybuchowa skrzynia Starra już nie. Motyw z „nowym” uchem budzi mieszane uczucia, choć osiągnął zamierzony efekt komizmu i obrzydzenia. A tortury Cassa ciągnęły się nieco za długo, choć w pewnym stopniu nawiązują do komiksu, gdzie również dręczycielem wampira był Frankie Toscani (w tej roli Lachy Hulme). Jednak co za dużo sprośności, to nie zdrowo. Na szczęście ten wątek niesie ze sobą coś więcej niż tylko zamęczanie tego bohatera, który miota się w swoich uczuciach i decyzjach, co wzbudza zainteresowanie.

Natomiast, jeśli chodzi o ten „brawurowy” pościg członków Graala za czarnym Chevroletem, to twórcy zabawili się z widzami, aby pod osłoną kurzu nic nam nie pokazać. Tak w stylu kina klasy Z słyszeliśmy tylko odgłosy roztrzaskiwanej karoserii, a jedyne, co zobaczyliśmy to przemykający cień auta i płonąca opona. Na swój sposób było to zabawne, dzięki tej zamierzonej kiczowatości. A także pomysłowe, aby z jednej strony nie generować kosztów produkcji w postaci zniszczonych aut, a z drugiej wprowadzić Tulip do środka Masady. Co nie zmienia faktu, że łatwo można było przewidzieć, że to nie ona prowadziła tak efektownie samochód.

CGI to osobny temat w serialu Preacher. Często widać, że wiele scen jest kręconych na zielonym tle. Można wręcz powiedzieć, że są tworzone niechlujnie. Ale nie można oprzeć się wrażeniu, że te efekty komputerowe są czasami celowo tak zrobione, aby wydarzenia wyglądały bardziej groteskowo. Tak, aby widzowie nie traktowali śmiertelnie poważnie tego serialu. W otwierających drugi odcinek scenach, gdzie Bóg traci cierpliwość do dinozaurów i sprowadza na nie zagładę, sprawdza się to bardzo dobrze. Ale już na przykład w walce Tulip z Featherstone, która ma fajny moment z jednoczesnym wystrzeleniem pocisków, wolałabym, aby twórcy bardziej postarali się w oszukiwaniu naszych zmysłów. Nie wspominając już o lepszej choreografii tego pojedynku.

Dwa pierwsze odcinki pokazały nam też, jak bardzo świat rozszerzył się w Preacherze. Pojawiła się Masada, a na horyzoncie już widać komiksowy wątek z Domem Rozrywki de Sade. Szkoda, że tylko przez chwilę objawili się Święty od Morderców, Eugene oraz Mesjasz, a zupełnie zapomniano o Hitlerze. Niezbyt atrakcyjnie prezentuje się podróż Jessego poszukującego skały w kształcie fallusa ze względu na różne zwidy i koszmary, które dezorientują widzów i zaburzają płynność jego historii. Natomiast wszystko wskazuje na to, że Bóg będzie mieć trochę więcej do powiedzenia niż dotychczas. Do tej pory pojawiał się rzadko i to w sposób karykaturalny, żeby nie powiedzieć dosadniej - obrazoburczy. Ale w tym cały urok serialu, do którego trzeba mieć zdrowy dystans.

Preacher zanotował niezły powrót. Nie zabrakło w obu odcinkach odpowiedniej dawki pościgów, walk, czarnego humoru, kiczowatości i klimatów gore. Jednak początek czwartego sezonu nie zaintrygował na tyle, aby z niecierpliwością wypatrywać kolejnych epizodów. Na szczęście serial wciąż dostarcza w miarę niezłą rozrywkę, więc znowu musimy cierpliwie poczekać na rozwój wydarzeń. A na pewno pomysłowość twórców jeszcze nie raz nas zaskoczy!

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV