Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
5/10

Riverdale: sezon 2, odcinek 21 – recenzja

Riverdale pozazdrościło chyba serialowi Gotham klimatu i zafundowało widzom historię, w której miejscowość ogarnięta zostaje przez szaleństwo, chaos i zniszczenie. Jaki jest wyniki takiego zabiegu fabularnego? Sprawdzamy.
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Witamy w mieście, w którym piękne nastolatki rozwiązują skomplikowane zagadki kryminalne, licealiści kontrolują okolicę, a rudy jest jednym z najpopularniejszych dzieciaków na dzielni. Gdyby ktoś zapomniał, czym jest Riverdale, pierwsze minuty odcinka dobitnie o tym przypominają. Cheryl Blossom w przebraniu czerwonego kapturka strzelająca z łuku do wielkiego złego wilka w czarnej masce to coś, czego jeszcze w serialu nie było. Czy tym razem twórcy przesadzili? Kolejne wydarzenia z omawianego epizodu temu zaprzeczają. Ten absurdalny początek jest jedynie preludium do festiwalu abstrakcji i niedorzeczności.

Riverdale ogarniają zamieszki. W mieście pojawiają się kolejne, łaknące krwi gangi. Zdemolowana zostaje szkoła, restauracja Popa i kilka innych istotnych lokacji. Grasujący po okolicy Black Hood nie ułatwia sprawy w zaprowadzeniu spokoju. Dodaktowo Lodge’owie próbują skorzystać na zamieszaniu i wyznaczają dużą nagrodę za głowę seryjnego mordercy, czym chcą przypodobać się wyborcom. Nie wiedzą jednak, że do miasta trafia syn zabitego mafioza, planujący zemstę na rodzinie Hirama.

Nigdy wcześniej w Riverdale nie było tyle emocji opartych na motywach żywcem wyjętych z kina sensacyjnego i przygodowego. Wydarzenia są dynamiczne, mocne, energiczne. Nad głowami latają koktajle Mołotowa, drzwi wylatują z zawiasów, co chwilę padają strzały… Czy wszystkie te motywy trzymają w napięciu i przyprawiają widzów o ciarki na plecach? Nie bardzo. Ogląda się to jak dobrą popcornową rozrywkę, ale o jakiejkolwiek wartości merytorycznej czy artystycznej nie ma mowy. Akcja jest przewidywalna do bólu, a powtarzające się segmenty z cyklu „zabili go i uciekł” na finiszu drugiego sezonu mogą już lekko drażnić.

Denerwujący jest z pewnością wątek Black Hooda. Twórcy tak długo i sztucznie przeciągają moment, w którym wyjaśnią zagadkę tożsamości mordercy, że widz ma wszelkie prawo czuć się zniecierpliwionym. Dla wszystkich chyba jasne jest, że tato Betty nie jest mordercą, a jedynie ofiarą machinacji prawdziwego seryjnego zabójcy. W związku z tym wieczór filmowy w domu Cooperów nie generuje odpowiedniego napięcia ani nie kreuje mrocznego klimatu. Black Hood jako motyw przewodni Riverdale sprawdzał się w pierwszej połowie serii. Teraz widzowie tylko czekają na rozwikłanie zagadki, a sama postać killera nie wzbudza już chyba w nikim żadnych emocji.

Omawiany odcinek pełen jest motywów balansujących na granicy kiczu. Atak zakapiora na Veronicę i jej matkę, przerysowane Ghule, rodem wyjęte z jednej z historyjek o Batmanie, Cheryl Blossom latająca po lesie z łukiem, wyglądająca jak skrzyżowanie Czerwonego Kapturka i Hawkeye’a… Parodią samego siebie staje się również Hiram Lodge, który przechadzając się tu i ówdzie z sardonicznym uśmiechem na ustach, sprawia wrażenie, jakby kontrolował całe zamieszanie, a w rzeczywistości, z każdą kolejną minutą serialu traci na znaczeniu fabularnym. Riverdale, zagęszczając atmosferę i intensyfikując motywy sensacyjne, gubi klimat. Widz zamiast delektować się popkulturowymi smaczkami i podziwiać oryginalną oprawę audiowizualną, próbuje połapać się w goniącej na złamanie karku akcji.

Taki zabieg jest oczywiście zrozumiały. Jesteśmy przed wielkim finałem drugiego sezonu. Twórcy chcą wywołać wrażenie osiągnięcia apogeum, po którym nastąpi katharsis i rozwikłanie wszystkich wątków. Stąd rosnące szaleństwo, chaos i zniszczenie. Takie rozwiązanie odbija się jednak na tonie opowieści, który nieco blaknie. W natłoku sensacyjnych wydarzeń giną pozytywne cechy charakterystyczne dla formatu, przez co serial trudno odróżnić od wielu przeciętnych produkcji skierowanych do mało wymagających nastolatków.

Źródło: zdjęcie główne: CW

Poznaj recenzenta

Wiktor Fisz
Fan Davida Lyncha, Monty Pythona i H.P. Lovecrafta. Uważa, że sztuka jest jedyną dziedziną życia, w której można sobie pozwolić praktycznie na wszystko. Bardzo nie lubi tradycyjnej telewizji, jest za to wielkim fanem platform SVOD. Gdyby był producentem serialowym, wydałby wszystkie pieniądze na ekranizację książki „Wieki Światła” Iana R. McLeoda. Wciąż próbuje przekonać córkę, że Vaiana jest lepszą animacją niż Król Lew.

Najlepsze z 24h

Adam Siennica
-

Epickie widowisko Netflixa. Zwiastun filmu Król…

Król wyjęty spod prawa to nowa oryginalna superprodukcja Netflixa opowiadająca o królu Szkocji walczącym z…

Piotr Piskozub
-

Seksistowskie okładki komiksów? Artystka je przerobiła,…

Hinduska artystka postanowiła sparodiować okładki komiksów, przedstawiając w swoich pracach mężczyzn w pozach zazwyczaj przypisywanych…

Paweł Krzystyniak
-

Polska konkurencja dla serii Battlefield? Zobacz…

Materiał, który trafił do sieci z okazji targów Gamescom 2018 pozwala zapoznać się z tym,…

Norbert Zaskórski
-

Nowości na wrzesień w HBO. Pełna…

We wrześniu na antenach HBO, HBO 2 i HBO 3 wyemitowanych zostanie wiele ciekawych tytułów…

Michalina Reda
-

Insatiable: sezon 1 – recenzja

Insatiable to nowy serial Netflixa, który jeszcze przed premierą wywoływał duże kontrowersje. Czy warto obejrzeć?…

Ocena recenzenta:
5
Piotr Piskozub
-

Thanos zabity przez Kapitan Marvel. Avengers…

W sieci pojawił się fanowski plakat do filmu Avengers 4, na którym Thanos zostaje zabity…

Co o tym sądzisz?