The Affair: sezon 5, odcinek 8 - recenzja

W najnowszym epizodzie The Affair na pierwszy plan powracają Helen i Noah. Niestety tym razem ich segmenty pozostawiają nieco do życzenia. Dlaczego? Zapraszam do recenzji.

Ocena recenzenta:
6/10

W najnowszym epizodzie The Affair na pierwszy plan powracają Helen i Noah. Niestety tym razem ich segmenty pozostawiają nieco do życzenia. Dlaczego? Zapraszam do recenzji.

Wiktor Fisz

Wiktor Fisz

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Twórcy dość łopatologicznie wykładają nam swoje pomysły fabularne. Helen i Noah znów zbliżają się do siebie. Sasha idzie w odstawkę, ponieważ w gruncie rzeczy niesympatyczny z niego typ (gdzie się podział ten uroczy romantyk z poprzednich epizodów?). Noah ma poważne kłopoty i wkrótce również Helen stanie z nimi w szranki. Ostateczny akt ich wspólnej drogi ku pojednaniu będzie prowadził przez mroczną przeszłość Noaha. Czy kobieta zdecyduje się stanąć ramię w ramię ze swoim byłym mężem, żeby pomóc mu pokonać przeciwności losu?

Tak mniej więcej wygląda ósmy epizod ostatniego sezonu The Affair. Oprócz historii głównych bohaterów mamy tu oczywiście jeszcze Sierrę i jej osobisty wątek, ale nie da się oprzeć wrażeniu, że kobieta jest w serialu tylko po to, żeby dopełniać historię Helen. Co prawda, twórcy obsadzili w roli matki dziewczyny wielką aktorkę (Jennifer Jason Leigh), nadając w ten sposób znaczenie postaci Sierry, ale finalnie i tak Helen znalazła się w centrum wydarzeń. Podczas sekwencji w domu bohaterki, udało jej się uwolnić spod wpływu Manna i być może zrobiła pierwszy krok do przejęcia opieki nad dzieckiem Vika. To ważne momenty i zauważmy, że w trakcie ich trwania to właśnie Helen lśniła najbardziej.

Sierra jest więc postacią drugoplanową w klasycznym tego słowa znaczeniu. Podobny los spotkał Sashę Manna, który na tę chwilę w ogóle nie jest już serialowi potrzebny. Może się nie podobać to, co twórcy zrobili z jego postacią. Kreując tego bohatera przeszli w dość mało finezyjny sposób od uroczego wrażliwca do nerwowego idioty. Wygląda to tak, jakby Sasha cały czas udawał i teraz wreszcie (rzekomo pod wpływem niewyspania się) pokazał prawdziwą twarz. A może po prostu scenarzyści nie popisali się przy tworzeniu sylwetki charakterologicznej? Może zabrakło miejsca na segment tego bohatera, przez co jego przemiana jest tak mało wiarygodna? Miejmy nadzieję, że twórcy nadrobią tę zaległość i pozwolą nam poznać jego historię. W końcu wątek przeszłości aktorka jest szalenie interesujący. Wciąż nie wiemy, kto mówi prawdę – on czy córka jego zmarłej ukochanej.

Wątek Helen w ładny sposób przechodzi w historię Noaha. Zwróćmy tutaj uwagę na moment, który pojawia się w obu segmentach. W historii kobiety jej były mąż staje przed drzwiami uśmiechnięty, trzymając tort makaronowy ze świeczką. W sekwencji Sollowaya nie wygląda to tak kolorowo. Mężczyzna jest niczym zbity pies, a posiłek znajduje się torbie. Odnosząc to do historii serialu, jest w tym pewna przewrotność. Po raz pierwszy intencje danego bohatera wypadają lepiej w cudzej retrospekcji. Helen bardzo się cieszy, widząc Noah – stąd ten kolorowy obrazek. Mężczyzna widzi swoje wejście zgoła inaczej – jest z niego, delikatnie mówiąc, mało zadowolony. Pozytywna perspektywa Helen jest zwiastunem przebudzających się uczuć kobiety do swojego byłego męża. Wersja Noaha pokazuje, jak bardzo mężczyzna się stara, żeby dobrze wypaść. Oba segmenty mówią jasno: para znów ma się ku sobie.

W świetle powyższego segment Noah jest dużo bardziej zrozumiały. Mężczyzna nie walczy jedynie o swoją renomę. Nawiedzające go demony przeszłości zagrażają również jego staraniom odzyskania Helen. Bohater musi odpokutować swoje grzechy i właśnie zbliża się kara za jego lekkomyślność. Niezależnie, czego się dopuścił, hulaszcze i nieodpowiedzialne życie zawsze wiąże się z konsekwencjami, szczególnie gdy naraża się rodzinę na szwank. W przypadku tego bohatera ucierpiały aż dwie kobiety. Solloway ma co odpokutowywać, jednak dzięki pomocy Helen nie stoi na przegranej pozycji. Szkoda tylko, że twórcy wciąż używają takich pretensjonalnych symbolizmów jak balonik w finałowej scenie. Widzowie The Affair nie są przecież głupi i sami potrafią odpowiednio odczytywać toczącą się opowieść.

The Affair zrobiło krok ku wielkiemu finałowi, ale tym razem zapomniało o emocjach i ciekawym scenariuszu. Trochę tu skrótów fabularnych, lecz przymknijmy na nie oko, bo produkcja Showtime nie jest pierwszym serialem, który w ostatnich odsłonach porzuca fabularną jakość na rzecz domykania całości. Poza tym to wciąż bardzo ciekawa historia – serial po prostu przyzwyczaił nas do permanentnego wysokiego poziomu i takie zniżki są zauważalne. Miejmy nadzieję, że konkluzja serialu wynagrodzi nam wszystkie niedociągnięcia.

Źródło: zdjęcie główne: Showtime

The Affair

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV