The Rain: sezon 2 – recenzja

The Rain powraca z 2. sezonem i zapewne większość widzów liczyła, że przy kolejnym podejściu zostaną naprawione błędy z poprzedniej odsłony. Jak się to udało? Oceniamy.

Ocena recenzenta:
4/10

The Rain powraca z 2. sezonem i zapewne większość widzów liczyła, że przy kolejnym podejściu zostaną naprawione błędy z poprzedniej odsłony. Jak się to udało? Oceniamy.

Michał Kujawiński

Michał Kujawiński

Tagi:  the rain 

The Rain to postapokaliptyczna opowieść osadzona w Skandynawii, której krajobraz znacznie zmienił się przez śmiertelne w skutkach opady deszczu. Panujący wirus i apokalipsa wywołana deszczem to świetny i oryginalny koncept, który niestety tylko w małym stopniu sprawdzał się w 1. sezonie. Była jednak nadzieja na to, że w nowej odsłonie uda się zrobić to lepiej i rozwinąć kolejne wątki.

Trzeba twórcom oddać, że lubią naprawdę mocne otwarcia i już na samym początku dostajemy scenę pościgu. Jesteśmy więc od początku rzuceni w wir wydarzeń i nikt nawet nie ukrywa, że zmniejszono liczbę odcinków. Jest to odczuwalne, bo historia mknie w zawrotnym tempie, a scenarzyści co jakiś czas potykają się o duży kamień. Nie zmieniło się bowiem podejście twórców do opowiadanej historii. Obrana konwencja dla wielu ponownie może okazać się trudna do przejścia. Nie tylko ze względu na ukierunkowanie do konkretnego odbiorcy, ale też z powodu kiepsko opowiadanej teenage dramy w klimacie postapo. W serialu brakuje choćby zdrowych relacji pomiędzy młodocianymi bohaterami. Ich wybory często pozostawiają wiele do życzenia, a logika w działaniach jest tylko pozorna.

Udało się jednak względem poprzedniego sezonu naprawić jedną, dość istotną rzecz. Pozbyto się okropnej maniery wynikającej ze skąpej ekspozycji. Nie doświadczymy więc zbyt wielu momentów w 2. sezonie, gdzie widz nie ma zielonego pojęcia, kto stanowi zagrożenie i dlaczego. Tym razem doskonale znamy przeciwnika i wiemy, czego chce każda ze stron. Tutaj też jest jednak pewien szkopuł, bo antagonistą jest bohater zbiorowy i brak jest wyraźnego przeciwnika. Co ciekawe, spore zagrożenie stanowią dla siebie także sami główni bohaterowie, co mogłoby zostać ciekawie opowiedziane, gdyby postaciom poświęcano nieco więcej miejsca.

The Rain wciąż stanowi ograne klisze i schematy, ale historia przedstawiona przez duńskich twórców potrafi czasem zaskoczyć. Wątek Simone i jej młodszego brata Rasmusa zmierza ostatecznie w nieoczekiwany kierunek i ten wybór twórców bez wątpienia jest najciekawszy w całym sezonie. Szkoda tylko, że musieliśmy na to czekać do ostatniego odcinka. Zaskakuje też obrana inspiracja klimatami grozy i kinem komiksowym. Choć tutaj niestety wypacza to klimat i burzy całkowicie koncepcję tego świata. Nie jest już tak atrakcyjny, ale chociaż efektów CGI można produkcji pogratulować.

Tak jak w pierwszej odsłonie dużą robotę wykonywała warstwa estetyczna i wizualna, tak tym razem bohaterowie rzadko odwiedzają opuszczone i zniszczone tereny kraju opanowanego przez wirus. Schematyczny pościg o wydostanie się z opresji, pozbawione logiki działania bohaterów i relacje, które niekiedy bardziej nadają się do fanfika, aniżeli serialu z prawdziwego zdarzenia. Nie udaje się też domknąć właściwie żadnych wątków, a zakończenie znowu jest otwarte. Mam wrażenie, że serial ten pisany jest w stylu opery mydlanej i bohaterowie nie przechodzą żadnej drogi. Zakończenie jest otwarte i możemy się spodziewać, że The Rain powróci z 3. sezonem. Jeśli ktoś lubi banalną i mało wymagającą rozrywkę, pewnie da tej produkcji jeszcze jedną szansę.

Źródło: zdjęcie główne: Netflix

The Rain

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV