Menu

Recenzja książki: Superior Spider-Man #06: Superior Venom

Ocena recenzenta:5/10

The Superior Spider-Man #6: Superior Venom – recenzja komiksu

Powoli zbliżamy sie do przełomu i zarazem finału serii Superior Spider-Man. I chyba najwyższy na to czas. Niestety, mimo niewątpliwie budzącego emocje tytułu szóstego tomu opowieści o przygodach Otto Octaviusa w ciele Petera Parkera, główną rolę gra w nim fabularny chaos.

Tytułem wyjaśnienia – ów mocno odczuwalny chaos w fabule i narracji jest po części pokłosiem mocnych związków Superior Spider-Mana z różnymi pobocznymi seriami dotyczącymi przygód Pajęczaka, a nawet poważnie odwołuje się do istotnych wydarzeń z przeszłości i to nie tylko głównego bohatera. Czytelnik znający jedynie polskie wydania Marvel Now! ma zatem prawo być zdezorientowany, na szczęście przy najważniejszym wątku dotyczącym Venoma przychodzi z pomocą posłowie Oskara Rogowskiego, przystępnie opisujące historię tej postaci i jej obecny status. Dlatego warto ów tekst przeczytać nawet tuż przed rozpoczęciem komiksowej lektury – od razu poczujemy się pewniej w pogmatwanej, marvelowskiej fabule.

Co zatem słychać u Otto Octaviusa? Pewność siebie i arogancja bohatera w roli Spider-Mana sięgają już wyżyn. Coraz trudniej mu maskować własny, trudny charakter, coraz więcej osób zwraca uwagę na nietypowe, niekiedy niemal w duchu faszystowskie pomysły bohatera. Dlatego z początku zespolenie Octaviusa z Venomem po pojedynku z jego aktualnym nosicielem, Flashem Thompsonem, może wydawać się pewnego rodzaju karą – teraz, myślimy, Otto poczuje wreszcie jak to jest czuć czyjąś dominację. No i cóż, dzieje się coś zupełnie przeciwnego. Dopiero w połączeniu z Venomem Octavius zaczyna czuć absolutną pełnię mocy i możliwości takiego rodzaju zespolenia – już nie jako Superior Spider-Man, tylko lepszy, szybszy i silniejszy Superior Venom. Ktoś, na walkę z kim potrzeba przynajmniej kilku Avengers.

Równolegle rozwija się kilka wątków, obfitując w mniejsze bądź większe dramaty. Tytuł kolejnego tomu – Lud Goblinów – sugeruje, że przewijająca się przez historię Superior Spider-Mana intryga z przetasowaniami wśród tej podziemnej organizacji będzie w końcówce kluczowa. Skąd więc wrażenie, że wciśnięta jest tu na siłę i w małym stopniu budzi emocje (może oprócz niewesołego losu porwanej przez goblinów detektyw Carli Cooper)? Wystarczy powiedzieć, że żywsze zainteresowanie wywołuje u czytelnika wątek cioci May i jej zdrowotnych perypetii, a przede wszystkim fragment z kolacją, na której Peter prezentuje swą nową dziewczynę. Robi się ciekawie, robi się nawet niezręcznie i jest to coś niecodziennego w naszych doświadczeniach z przygodami Petera Parkera. Co jeszcze dobitniej odczuwalne jest w dodanej na końcu albumu pobocznej, dramatycznej historii z Superior Spider-Man Annual.

Natomiast jak najbardziej codziennymi są nieodzowne naparzanki, bo przecież swoje Superior Venom musi odhaczyć. W pewnym momencie zastanawiamy się mocno, do czego właściwie twórcom był ów Venom potrzebny i kiedy przychodzi odpowiedź, wywołuje jedynie wzruszenie ramion i krótkie „aha”. Jak było juz wcześniej powiedziane, historia zdąża do finału i trzeba było jakieś podwaliny pod końcówkę położyć. Najlepiej nadaje sie do tego mocne uderzenie, a twórcy wybrali do tego Venoma. Katalizator zmian zbyt oczywisty, ale co zrobić. Przecież najlepiej lubimy to, co już dobrze znamy.  Problem w tym, że to co znamy, czasami może szybko stać się nudne, a niekiedy nawet trudne do zniesienia.

The Superior Spider-Man: Superior Venom - okładka
Źródło: Egmont

To zresztą trochę paradoksalna sytuacja, bo Otto Octavius w ciele Petera Parkera, Doc Ock jako Spider-Man, z początku wydawał się być niezłym pomysłem. Obserwowanie jak ów bohater radzi sobie ze spuścizną superbohatera, jak musi dostosowywać się do nowej sytuacji, bądź wprowadzać  nowe porządki, dawało sporo frajdy i miało niezłe momenty. Coś jednak w pewnym momencie pękło, zabrakło albo konsekwencji, albo pomysłu na rozwój historii, która nagle zaczęła męczyć, bo nie wykorzystano tkwiącego w niej potencjału.

Trochę szkoda, bo ów kontrowersyjny dla wielu fanów pomysł coś w sobie jednak miał, mały posmak rewolucji, ostatecznie podążającej w nijakim kierunku. W efekcie i przeciwnicy konceptu, i zwolennicy chcą tego samego – powrotu dobrze znanego wszystkim status quo. Zresztą, czy mogło być inaczej? Cóż, najwyższy czas kończyć ten eksperyment. Superior Spider-Manowi już dziękujemy.

Źródło: fot. Egmont
Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze