The Walking Dead: sezon 10, odcinek 4 - recenzja

Najnowszy odcinek The Walking Dead prezentuje nieznaczny spadek formy w porównaniu do poprzednich tygodni. Na szczęście odnajdziemy w nim kilka momentów wartych uwagi, które potrafią skłonić do refleksji. Oceniam.

Ocena recenzenta:
6/10

Najnowszy odcinek The Walking Dead prezentuje nieznaczny spadek formy w porównaniu do poprzednich tygodni. Na szczęście odnajdziemy w nim kilka momentów wartych uwagi, które potrafią skłonić do refleksji. Oceniam.

Magda Muszyńska

Magda Muszyńska

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Nie zawsze w The Walking Dead jest Halloween, więc również nie w każdym odcinku Alpha i makabrycznie zamaskowani Szeptacze będą pojawiać się, aby prowokować naszych protagonistów. Ich brak odbił się na dynamice epizodu, który mimo kilku znaczących wydarzeń mocno się ciągnął. Nic nie szkodzi, ponieważ większość wątków została dobrze przemyślana przez scenarzystów. Tak, aby niosły za sobą treść i budowały grunt pod kolejne odcinki, które w końcu przybliżą nas do komiksowej historii.

W tym odcinku najlepiej prezentował się wątek Negana i Lydii, którzy mają ze sobą wiele wspólnego, ponieważ łączy ich ludzka nienawiść skierowana w ich kierunku. W tej kwestii nie ma powodów do zdziwienia, ale dzięki temu wywiązała się między nimi ciekawa więź porozumienia. Ale przydarzył się nieszczęsny śmiertelny wypadek, który w tym odcinku wywołał największe emocje. Napaść na Lydię nie była przyjemna do oglądania, a wzburzenie rosło z każdą chwilą. Z kolei mnie bardzo podobał się moment, gdy Negan błyskawicznie zdał sobie sprawę, że zabijając Margo nie ma szans na wywinięcie się z tej kabały. Minimalistyczna ekspresja Jeffreya Deana Morgana była doskonała i wyrażała idealnie rezygnację tego antybohatera. Czasem mniej znaczy więcej.

Natomiast nie można się pozbyć wrażenia, że cała ta sytuacja i konflikt z Lydią twórcy wcisnęli na siłę do fabuły. Nienawiść do tej bohaterki jest uzasadniona i jest wyrazem niepokojów w związku z Szeptaczami, ale zbyt nagle i szybko eskalowała w lincz na tej dziewczynie. Co prawda ona też jest sama sobie winna z powodu tej krwawej prowokacji z wiewiórką, która zdaje się nawiązywała do dawnych czasów Daryla. A będąc już przy nawiązaniach warto zwrócić uwagę na napis „Silence the Whisperers”, który twórcy wykorzystali w innym kontekście, ale w bardziej trafny i konstruktywny sposób niż w komiksie.

W każdym razie brutalny atak prześladowców wywołał burzę i dyskusję w Alexandrii. Dialogi między postaciami skupiały więcej uwagi niż ta akcja, która miała za zadanie podnieść poziom emocji, a wybrzmiały w niej fałszywe nuty. Natomiast coś prawdziwego możemy odnaleźć w wypowiedzi Negana, który przyznał, że zaczął wierzyć w moralne zasady tej społeczności, ale rzeczywistości to nie zmieni. Jeszcze lepiej swoje przemyślenia ujęła Lydia, która wspomniała filozoficzne słowa matki o maskach, dochodząc do wniosku, że nie ma różnicy między Alexandryjczykami, a Szeptaczami. Po tym, co ją spotkało, ta myśl skłania do refleksji. A jej decyzja o pozostaniu w celi Negana, bo tam czuje się bezpieczniejsza niż wśród ludzi, podkreśliła jeszcze bardziej sedno całej sprawy. To wywoływało współczucie.

W końcu też Daryl na coś się przydał w The Walking Dead. W poprzednich sezonach twórcom brakowało pomysłu na tę postać i był często zaniedbywany, ale teraz odżył. Z każdym dzielił scenę, wysłuchując opinie, wspierając i analizując. Dzięki niemu te bardziej statyczne wydarzenia w drugiej części odcinka nabrały wartości pod względem treści i emocji. Pomógł zabłysnąć pozostałym aktorom, a sam też zyskał sporo sympatii.

Szybszej akcji w tym odcinku dostarczał wątek w Hilltop, w którym powalone drzewo zniszczyło płot i zraniło kilka osób. Oczywiście nie zabrakło walki z szwendaczami, aby zdynamizować wydarzenia. Dzięki pracy kamery i specyficznym ujęciom przywołano niespodziewanie superbohaterski klimat, co wywoływało głównie rozbawienie. Ważne, że nocne warunki nie stanowiły przeszkody w pokazywaniu na przykład walczących razem Judith i Michonne. Ta młoda aktorka skrada niemal każdą scenę swoim urokiem, rezolutnością i dziecięcym wdziękiem, nawet jeśli akurat zabija zombiaki. Cailey Fleming pięknie wypełniła pustkę w sercu i tęsknotę po stracie Ricka. Jednak nie zmienia to faktu, że cała akcja nie ekscytowała, bo w żadnym momencie nie czuć było zagrożenia, że ktoś może zostać ranny lub ugryziony. A to właśnie ten wątek miał za zadanie rozruszać ten odcinek, aby się tak nie wlókł. W rezultacie po prostu odhaczono podstawowy element epizodu, czyli atak szwendaczy i eliminacja niebezpieczeństwa.

Przed rozpoczęciem sezonu wielkie ożywienia w fandomie serialu wzbudził zwiastun, w którym nikomu nie umknął pocałunek Michonne z Ezekielem. Wywołał on wiele kontrowersji, bo przecież Król był w związku z Carol, a poza tym spowodował spekulacje czy The Walking Dead nie pójdzie śladem komiksu. Na szczęście niesławny buziak okazał się nie tak straszny i nie wywrócił fabuły do góry nogami. Wyjaśnienie sytuacji było bardzo proste i logiczne, bo Ezekiel ma prawo przechodzić przez załamanie nerwowe i czasem reagować w nietypowy sposób. Zgodnie z planem scena była niezręczna dla widzów, jak i dla postaci. Jednak ważniejsze było to, co nastąpiło w dalszej części tego wątku. Michonne podzieliła się trudnymi i mrocznymi wspomnieniami z początków apokalipsy zombie, a później łamiącym się głosem opowiadała o Ricku. Danai Gurira była tak dobra w tych emocjonalnych scenach, że Khary Payton wypadł przy niej nijako i blado. Ta dysproporcja była aż zanadto wyraźna, więc niełatwo było się w pełni wczuć w te melancholijne momenty.

Poza tymi głównymi wątkami twórcy zainicjowali też kryzys w związku Magny i Yumiko, który jest zupełnie nieprzekonujący. Również coś nie grało w braku reakcji Aarona na zaczepki prześladowców Lydii. Miejmy nadzieję, że ma to czemuś służyć, a nie tylko przypomnieć o istnieniu tych postaci. Tak, jak to było w przypadku wywodu Eugeniusza, gdzie tylko Luke zrozumiał, co miał na myśli ten bohater, co pełniło funkcję humorystyczną. Drobna rzecz, a wywołuje uśmiech.

Silence the Whisperers to niezły odcinek, można tu odnaleźć dobre dialogi bez pustych frazesów oraz kilka refleksyjnych momentów. Jednak brak płynność akcji powodował małe zaangażowanie w wydarzenia, a co za tym idzie niski poziom emocji. Epizod należy do tych przejściowych, gdzie buduje się grunt pod dalszy ciąg historii, więc trzeba to zaakceptować. A rzekoma ucieczka Negana, choć owiana tajemnicą, to może być punkt zwrotny w kwestii konfliktu z Szeptaczami. Jeszcze wszystko przed nami w The Walking Dead!

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

The Walking Dead

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV