Titans: sezon 1, odcinek 10 – recenzja

Ostatni odcinek serialu Titans może zaskakiwać - w opowieści w końcu pojawia się złoczyńca, a cała historia nabiera nowego kontekstu. To o tyle ważne, że pozostał nam już tylko finał sezonu.

Ocena recenzenta:
7/10

Ostatni odcinek serialu Titans może zaskakiwać - w opowieści w końcu pojawia się złoczyńca, a cała historia nabiera nowego kontekstu. To o tyle ważne, że pozostał nam już tylko finał sezonu.

Piotr Piskozub

Piotr Piskozub

Tagi:  recenzja 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

W serialu Titans najwyraźniej trudno uciec od genezy poszczególnych postaci, która - czy tego chcemy, czy nie - mniej lub bardziej wpływa na akcję ukazaną w każdej z odsłon produkcji. Odcinek Koriand'r na tym polu broni się jednak fabularnym zaskoczeniem; nawet jeśli twórcy znów wybierają się na narracyjne skróty i fundują nam przebitki z traumatycznej przeszłości bohaterów, to tym razem stają się one jedynie wypadkową, a nie głównym determinantem przygód Tytanów. Co więcej, naszym oczom w końcu ukazuje się złoczyńca, a na cały sezon będziemy mogli już spojrzeć z nieco innej perspektywy - tak, scenarzystom jednak chodziło o naszkicowanie większego zagrożenia. Osobną kwestią pozostaje to, czy nie doszło do tego za późno? Antagonista Trigon co prawda zgrabnie połączy dotychczasowe wątki, ale z drugiej strony jego pokazanie na tym etapie opowieści przypomina poniekąd wyciąganie królika z kapelusza.

Zacznijmy od tego, co w Koriand'r szwankuje. Skoro już pierwszy sezon produkcji siłą rzeczy zamienił się nam we wszechogarniającą genezę, to nie do końca zrozumiały jest fakt, dlaczego origin Kory został potraktowany po macoszemu. W ostatnim odcinku serialu na jej historię zostaje rzucone nowe światło - wiemy już, skąd przybyła i dlaczego zapragnęła usmażyć Rachel na chrupko. Sęk w tym, że zarówno pobyt bohaterki na kosmicznym statku, jak i dysputy o zagładzie Ziemi i Tamaranu ukazywane są tak, jakby twórcy gdzieś się śpieszyli i motywacje Starfire chcieli nam włożyć do głowy w ekspresowym tempie. To ledwie wstawki, uproszczenia, uogólnienia, które wyraźnie bledną na tle gargantuicznych w skali genez Graysona i Roth. W dodatku cliffhanger sprzed dwóch tygodni zostaje rozwiązany w ciągu kilku sekund, a bardziej niż to, kto i po co powali Kory, nasze umysły rozpali fakt, że na ekranie widzimy lasso prawdy. Nie można też przejść obojętnie wobec faktu, że w bądź co bądź przedostatnim odcinku sezonu ponad jego połowę znów poświęcono na rozmowy - wiadomo, o życiu, o śmierci, o zamiłowaniu do niebezpiecznych kobiet, o tym, że Rachel się w środku boi. Ta narracyjna rozlazłość zaczyna również rzutować na sztucznie rozciągnięte sceny, choćby tę, w której Gar patrzy w lustro, czy tę, gdy matka Rachel przemieszcza się po domu.

Wszystkie te bolączki na całe szczęście nie przeszkadzają na tyle, byśmy mogli posądzić scenarzystów o brak pomysłu na Koriand'r. Czuć bowiem tutaj przemyślane podejście do samej fabuły, która pod koniec seansu ma widza zaskoczyć - i tak faktycznie się stanie. Choć wykorzystanie dogorywającego Gara i otumanionej Rachel do przywołania Trigona jawi się odrobinę pretekstowo, to jednak nadejście antagonisty jest tyleż niespodziewane, co zagadkowe. Tytani, do tej pory walczący przede wszystkim z samymi sobą, nagle stanęli w obliczu starcia z potężnym, demonicznym złem. Trigon wyraźnie sugeruje jeszcze, że lada moment swojej córce zada wielki ból emocjonalny; coś nikczemnego wisi w powietrzu, a oddziałuje na nas tym bardziej, że zakryte jest welonem tajemnicy. Takie podejście kapitalnie rezonuje w estetyce ostatniego odcinka, w którym wybrzmią elementy charakterystyczne dla kina grozy. To przecież nawiedzony dom, skrzypiące schody, zagadkowe postacie i niewidzialny demon, który czai się w każdym zakamarku. Tytani raz jeszcze zostają na chwilę detektywami; cieszy to o tyle, że tajemnicę będziemy mozolnie odkrywać wraz z nimi.

Nawet pomimo licznych błędów, które odpowiedzialni za serial popełnili w trakcie całego sezonu, finał tej opowieści może być tak wciągający, jak i emocjonujący. Udało się ostatecznie przesunąć fabularne akcenty w stronę czegoś większego i bardziej skomplikowanego niż bezpieczne przesuwanie się po genezach poszczególnych bohaterów; Koriand'r może faktycznie zaskakiwać samą swoją strukturą, nie zaś tylko szokować widza mrokiem, brutalnością i wulgaryzmami. Przestrzegałbym jednak przed popadaniem na tym polu w hurraoptymizm - tej opinii nie zmieni i to, że w przyszłym tygodniu Grayson weźmie się za łby z Batmanem (a może mu i nam się tak jedynie wydaje?...). Problem polega bowiem na tym, że z niejasnych na razie przyczyn 11. odcinek sezonu ma być ostatnim. Jeśli śledziliście historię wypowiedzi twórców, najpierw mówili oni o 13 odsłonach, potem przez długi czas sądzono, że będzie ich 12. Życzę Wam i sobie, by nie był to dowód na to, że Titans tworzeni są na poczekaniu, w zasadzie z dnia na dzień. W tym miejscu chciałoby się dodać: Batman albo śmierć.

Źródło: Zdjęcie główne: DC Universe

Titans

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV