Przeczytaj w weekend

Atarowca wal z gumowca, czyli kilka słów o wojnach technologicznych

Świat jest jakoś tak dziwnie zbudowany, że raz na jakiś czas kilka osób wpada na podobne pomysły. I tak rozpoczyna się wojna fanbojów. Oto najciekawsze konflikty w branży technologicznej.

Świat jest jakoś tak dziwnie zbudowany, że raz na jakiś czas kilka osób wpada na podobne pomysły. I tak rozpoczyna się wojna fanbojów. Oto najciekawsze konflikty w branży technologicznej.

Jednym z pierwszych wielkich konfliktów technologicznych współczesności był ten, który rozgorzał między Nicolą Teslą a Thomasem Edisonem wokół prądu przemiennego i stałego. Spór ten nie ma jednak zbyt wiele wspólnego z branżą rozrywkową, dlatego wspominam o nim wyłącznie z kronikarskiego obowiązku. Co nie oznacza, że panowie Edison i Tesla nie byli rozrywkowymi ludźmi.

Tesla dzięki świetnym referencjom z europejskiej filii Continental Edison Company dostał pracę w laboratorium Edisona. Amerykański naukowiec postanowił rzucić młodemu współpracownikowi wyzwanie - poprosił go, aby zajął się opracowaniem metody na zwiększenie wydajności transformatorów. Tesla wykazał, że wykorzystanie prądu przemiennego poprawiłoby wydajność urządzeń o połowę. Niestety, jego pracodawca był zwolennikiem prądu stałego, dlatego kiedy usłyszał tę propozycję, wściekł się. Nie tylko nie wdrożył pomysłu w życie, nie wypłacił też należnego Tesli honorarium, a w efekcie drogi obu panów rozeszły się.

Po lewej: Thomas Edison
Po prawej: Nicola Tesla
Zdjęcie: Wikipedia

Edison postanowił także udowodnić całemu światu, jak niebezpieczny jest prąd przemienny, rażąc nim na śmierć zwierzęta umieszczone na metalowej platformie. Aby pogrążyć swojego rywala, posunął się nawet do zamordowania w ten sposób słonia. Zasugerował też, że wynalazek Tesli idealnie nadaje się do stworzenia krzesła elektrycznego. A Tesla? Robił swoje, elektryfikując kolejne przedsiębiorstwa i na każdym kroku wyzywając Edisona od oszustów.

Koniec końców starcie to zakończyło się remisem – prąd stały i przemienny znalazły zastosowanie w różnych gałęziach przemysłu. Nie wszystkie wojny technologiczne zakończyły się takim wynikiem.

Porno prawdę ci powie

W połowie lat 70. minionego wieku narodziły się dwa standardy wideo, które zawzięcie rywalizowały ze sobą o pozycję na rynku: Betamax od Sony oraz VHS od JVC. Istniały również inne systemy rejestrowania obrazu na kasetach magnetofonowych, ale główne starcie rozegrało się pomiędzy tą dwójką.

Gdybyśmy brali pod uwagę wyłącznie możliwości technologiczne obu formatów, to Sony powinno wyjść z tego starcia zwycięsko. Kasety Betamax nie dość, że były mniejsze, to jeszcze oferowały lepszą jakość obrazu. Dlaczego zatem przegrały starcie z teoretycznie słabszym rywalem? Firma Sony może winić samą siebie.

Na górze: kaseta Betamax
Na dole: kaseta VHS
Zdjęcie: Wikipedia

Owszem, format Betamax nie był idealny – mógł pomieścić krótsze filmy niż VHS, a kasety kosztowały więcej niż konkurencyjne rozwiązanie. Ale nie byłoby to żadną przeszkodą na drodze do zdominowania rynku, gdyby Japończycy nie pokpili sprawy promocji swojego formatu. Sony traktowało kasety głównie jako nośnik do nagrywania treści, JVC – wręcz przeciwnie, widziało w nim gadżet, który służy przede wszystkim do oglądania. Mogłoby wydawać się, że to żadna różnica, jednak wystarczyło wejść do zachodniej wypożyczalni kaset na przełomie lat 70. i 80., aby zobaczyć rzędy półek uginające się od ciężaru VHS-ów oraz bardzo skromne zbiory Betamaksów.

Legenda głosi, że do upadku formatu Sony przyczyniła się także pornografia, a w zasadzie jej brak na kasetach Betamax. Japończycy nie zgadzali się, aby ich format służył do rozpowszechniania treści dla dorosłych, przedstawiciele JVC nie mieli z tym problemu. Ile w tej legendzie prawdy? Dziś ciężko ostatecznie o tym zawyrokować, jedno jest jednakpewne – Sony na własne życzenie uśmierciło format Betamax, gdyż nie zadbało o jego odpowiednie zareklamowanie wśród potencjalnych klientów.

Narodziny fanbojów

Był rok 1984, na rynku gier komputerowych wrzało. Rok wcześniej branża przeżyła prawdziwy wstrząs – wartość rynku gier komputerowych gwałtownie spadła aż o 97%, obroty spadły z 3 miliardów dolarów do 100 milionów w skali roku. Atari, jeden z najważniejszych graczy na rynku, niemal zbankrutowało. Powodów takiego stanu rzeczy było kilka, a głównym z nich - zalew tanich, niedopracowanych gier, które zniechęciły sprzedawców do promowania konsol. Wydawało się, że sprzęt ten jest tylko chwilową modą i za chwilę zniknie z rynku.

Swoje za uszami mieli również przedstawiciele branży komputerowej, którzy przekonywali odbiorców, że zakup konsol mija się z celem - po co kupować gadżet służący wyłącznie do grania, skoro można kupić multimedialny komputer, który sprawdzi się i do nauki, i do zabawy. Prym w tej wojnie wiodło Commodore ze swoim C64. Ale styczeń 1984 roku nie był łatwy również dla producentów komputerów. Jack Tramiel, założyciel i szef Commodore, wszedł w konflikt z zarządem, co poskutkowało jego odejściem.

Wiele osób mogła zdziwić ta decyzja, gdyż 8-bitowy komputer Commodore 64 okazał się ogromnym hitem sprzedażowym i zarobił dla firmy grube miliony. Tramiel był niewątpliwym ojcem tego sukcesu, jednak jego polityka kadrowa nie spodobała się jego współpracownikiem, dlatego musiał pożegnać się ze swoim stanowiskiem i wszystkim, co stworzył. A wkrótce się okazać, że Tramiel nie zamierzał odchodzić z podkulonym ogonem.

W czerwcu 1984 roku prasę branżową obiegła szokująca wiadomość: podupadające Atari zostało wykupione za ćwierć miliarda dolarów przez Tramiel Technologies Incorporated, firmę, za którą stał założyciel Commodore. Postanowił on odegrać się i zniszczyć własne dziecko, które przyniosło mu kolosalne zyski.

Atari 800XL
Zdjęcie: Wikipedia

Atari przeszło błyskawiczną restrukturyzację, przebudowano cały model biznesowy i rozpoczęto pracę nad nowym komputerem, który miał zmieść Commodore z powierzchni ziemi. Na rynku pojawiło się Atari 800 XL w oszałamiająco niskiej cenie 120 dolarów i szybko podbiło serca użytkowników. To był dopiero początek wyniszczającej walki.

Podczas targów CES 1984 w Chicago mała firma Amiga zaprezentowała komputer, który przyćmiewał swoimi możliwościami wszystkie ówczesne ośmiobitowce. Jak można było się domyślić, zainteresowali się nią zarówno przedstawiciele Atari, jak i Commodore, którzy chcieli ją wykupić. Lepszą cenę zaoferowała ta druga korporacja i tym samym weszła w posiadanie komputera zdolnego do ośmieszenia konkurenta.

Amiga 1000
Zdjęcie: Kaiiv, Wikipedia

Jak łatwo się domyślić, w wyniku tak napiętej sytuacji szybko doszło do wojny między fanami obu marek. Jedni wyśmiewali Tramiela oraz przestarzałe atarynki, drudzy zarzucali zarządowi Commodore nieuczciwość względem założyciela i głównego autora sukcesu tej korporacji. Echo tej wojenki dotarło nawet do Polski, choć z pewnym opóźnieniem. Do dziś można znaleźć w sieci wierszyki czy utwory muzyczne, które wykpiwały posiadaczy Atari.

Ale kiedy obie marki prowadziły zażartą rywalizację, u ich boku wyrósł znacznie groźniejszy rywal. Pecet. Niestety, kiedy go dostrzegły, było już za późno, aby zakopać wojenny topór i wspólnymi siłami poradzić sobie z nowym wrogiem. W tym starciu poległy obie firmy, ustępując miejsca protoplastom współczesnych komputerów.


Poznaj klawiaturę multimedialną Logitech K400+

Strony:
  • 1 (current)
  • 2

Źródło: Zdjęcie główne: Wikipedia

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV