Premiery kinowe weekendu – 24-26 lipca 2015

"Taśmy Watykanu", "Piksele" i "Klucz do wieczności" - oto premiery kinowe weekendu. Na co warto się wybrać?

"Taśmy Watykanu", "Piksele" i "Klucz do wieczności" - oto premiery kinowe weekendu. Na co warto się wybrać?

Premiery kinowe weekendu to tym razem rozmaite propozycje na letnią rozrywkę. Mamy horror "The Vatican Tapes" od twórcy popularnej "Adrenaliny". Jest też widowisko "Pixels" o ataku postaci z gier wideo i thriller science fiction "Self/less" z Ryanem Reynoldsem.

"The Vatican Tapes"

Horror w reżyserii Marka Neveldine'a, którego znamy z szalonych pomysłów z serii "Crank" z Jasonem Stathamem i wpadki pod tytułem "Ghost Rider: Spirit of Vengeance". Film nie ma przedpremierowych pokazów dla prasy na świecie i w Polsce, więc od razu włącza się czerwona lampka ostrzegawcza. Przeważnie taka sytuacja ma miejsce, gdy film jest tak zły, że dystrybutorzy starają się zminimalizować straty wywołane ewentualnymi negatywnymi recenzjami. Kilka opinii jednak trafiło do sieci - zapowiada się przeciętne kino klasy B ze zwyczajnymi próbami straszenia. Dla wielbicieli gatunku.

Opis: „Taśmy Watykanu” opowiadają o 27-letniej Angeli Holmes, zwykłej dziewczynie, która w zagadkowy sposób sprowadza cierpienie i śmierć na każdego, kto znajdzie się w jej pobliżu. Miejscowy ksiądz, ojciec Lozano, zaczyna badać jej przypadek i dochodzi do wniosku, że kobieta padła ofiarą opętania. Bezradny w konfrontacji z nieczystymi siłami, zwraca się o pomoc do władz Kościoła. Na prośbę kapłana Watykan wysyła na miejsce parę doświadczonych egzorcystów – kardynała Bruuna i asystującego mu wikariusza Imaniego. Duchowni nie wiedzą, że wkrótce przyjdzie im się zmierzyć ze starożytnym demonem, którego szatańskie moce wykraczają poza wszystko, z czym dotychczas mieli do czynienia.

"Pixels"

Superprodukcja w reżyserii Chrisa Columbusa ("Harry Potter and the Sorcerer's Stone"), która czerpie garściami z popkultury lat 80. Opowiada o ataku kosmitów na Ziemię, którzy jako broń wykorzystują postacie z kultowych gier wideo. I tutaj według krytyków pojawia się problem - "Pixels" to film familijny, ale młodzi nie zrozumieją wielu nawiązań do lat 80. i kompletnie nie poczują znaczenia pojawienia się tych postaci z gier, bo nie mają z nimi żadnego emocjonalnego związku tak jak dorośli. Im film ma oferować przygodę i akcję, acz krytycy mówią, że ta nie porywa. Jest w tym trochę dobrej nostalgii, która powinna przekonać dorosłych.

Dużo negatywnych słów dostaje scenariusz. Film jest przepełniony głupotami, recenzenci nazywają go bezmózgim, humor jest bardzo niskich lotów, a czerpanie z "Pogromców duchów" momentami wydaje się przesadzone - tak jakby ktoś poszedł po linii najmniejszego oporu. Najzabawniej wypada komentarz jednego z dziennikarzy, który potwierdza, że jest to najlepszy film Adama Sandlera od lat, tylko według niego to jest tak, jakby powiedzieć, że jakiś szczep Eboli jest mniej bolesny od drugiego.

Słowem podsumowania - głupia, familijna rozrywka dla całej rodziny, która nie wykorzystuje potencjału pomysłu. Lepiej obniżyć oczekiwania.

Opis: Kultowi bohaterowie gier lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych powracają w filmie „Piksele”. Pac-Man, wielki goryl Donkey Kong, kosmici ze „Space Invaders” najadą ziemię z kosmosu cyberprzestrzeni. Pamiętacie jak chcieliście ich ustrzelić? Teraz wezmą odwet. Nawet pozytywni bohaterowie gier przejdą przemianę i staną się superzłoczyńcami, których jedynym celem jest zamienienie świata w piksele. Ludzkość znajdzie się w prawdziwym niebezpieczeństwie, znikną miasta, a na ulicach będzie grasował pożerający wszystko wielki Pac-Man. Jeśli myślicie, że macie siedem żyć… Na ratunek światu przyjdzie szkolny kolega prezydenta Stanów Zjednoczonych (Kevin James) – mistrz gier komputerowych sprzed lat, dziś instalator kablówki Sam Brenner (Adam Sandler). Widowiskowa superprodukcja dla całej rodziny w reżyserii Chrisa Columbusa, twórcy „Kevina samego w domu”, „Kevina w Nowym Jorku” oraz „Harry’ego Pottera i kamienia filozoficznego”.

"Self/less"

Nowy film Tarsema Singha, który zachwycał wizualnym stylem w takich produkcjach jak "The Fall", "The Cell" i "Immortals". Jego problemem zawsze jest to, że pracuje nad tragicznymi scenariuszami, a jeśli wierzyć krytykom, nie inaczej jest tym razem.

Czytamy, że film jest głupi, przewidywalny do granic możliwości i banalny. Nic tu nie zaskakuje, wszystko jest tworzone po linii najmniejszego oporu, pełno tu klisz, a aktorzy grają na autopilocie. Coś, co zapowiada się na intrygujący thriller SF o czymś więcej, szybko staje się filmem czerpiącym garściami z produkcji zrealizowanych lepiej, przez co nie ma własnej tożsamości. W kilku pozytywnych opiniach czytamy, że mimo wszystko ogląda się to nieźle, więc przy niskich oczekiwaniach może być to solidna rozrywka.

Opis: „Klucz do wieczności” skupia się na niezwykle bogatym i śmiertelnie chorym mężczyźnie (Ben Kingsley), który decyduje się poddać radykalnemu zabiegowi mającemu przenieść jego świadomość do ciała młodego mężczyzny (Ryan Reynolds). Wkrótce okazuje się, że nic nie jest tym, czym się wydaje, a bohater zaczyna odkrywać tajemnicę, za którą pewna organizacja jest gotowa go zabić.

NASZA RECENZJA

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV