Ad Astra - recenzja filmu [Wenecja 2019]

Na festiwalu w Wenecji odbyła się premiera filmu AD Astra z Bradem Pittem w roli głównej. Jak prezentuje się nowy film Jamesa Graya? Przeczytajcie naszą recenzję.

Ocena recenzenta:
6/10

Na festiwalu w Wenecji odbyła się premiera filmu AD Astra z Bradem Pittem w roli głównej. Jak prezentuje się nowy film Jamesa Graya? Przeczytajcie naszą recenzję.

Anna Tatarska

Anna Tatarska

Wyprawa w kosmos zdaje się być ambicją wielu świetnych reżyserów. Na spotkanie z tajemniczym monolitem swoich bohaterów wysłał niegdyś Stanley Kubrick. Wiele lat później w Grawitacji obserwowaliśmy zmagania Sandry Bullock i George’a Clooneya reżyserowane przez Alfonso Cuaróna. W Interstellar pośród gwiazd sensu egzystencji szukał, pod pieczą Christophera Nolana, Matthew McConaughey. W pozaziemską otchłań – choć z typową dla siebie ekstrawagancją - udała się ostatnio wybrać nawet mistrzyni francuskiego kina psychologicznego, Claire Denis, a na pokład zabrała m.in. Roberta Pattinsona i Agatę Buzek.

Te filmy to inna bajka niż kosmiczne show spod znaku Apollo 13, Gry Endera czy czystej wody sci-fi w stylu Star Treka. Ich twórcy pośród spektakularnej inscenizacji i imponujących scenografii snują historie w gruncie rzeczy intymne. Sci-fi jest tu ledwie kostiumem dla pogłębionej psychologicznie opowieści o kondycji człowieka, który w kosmosie szuka odpowiedzi na dręczące jego i innych mieszkańców Ziemi pytania. Kosmiczny bezkres staje się skuteczną metaforą.

Teraz do tej mocnej stawki dołączył James Gray. Twórca, którego polscy widzowie kojarzyć mogą m.in. z Królów Nocy, Małej Odessy czy Imigrantki, w której Marion Cotillard z umiarkowanym sukcesem mierzyła się z naszym językiem. Amerykanin jest bez dwóch zdań intelektualistą ekranu. Jak sam przyznaje, nie może oglądać za dużo innych filmów, by nie ryzykować nieświadomego kopiowania cudzych pomysłów. Inspiracje chłonie z książek, malarstwa, muzyki, a jego filmy są wielozmysłowym, intertekstualnym koncertem. W Ad Astra (pol. „do gwiazd”) w głównej roli obsadził Brada Pitta, z którym od dawna się zna, lubi i pracuje. Efekt ich kolaboracji miał swoją światową premierę na weneckim Lido.

Pitt od lat angażuje się w ambitne i nieoczywiste filmy dzięki swojej firmie produkcyjnej Plan B. Odpowiadał m.in. za Zniewolony. 12 years a slave, Selmę, Moonlight czy Vice. Także aktorsko dawno już oddalił się od ról pięknisiów i amantów. Ad Astra to kolejny drogocenny kamień w kolekcji jego artystycznych osiągnięć. Być może klejnot koronny.

Pięćdziesięciopięciolatek wciela się w astronautę Roya McBride’a. Jego bohater odnosi w pracy wielkie sukcesy, słynie nie tylko z doświadczenia, ale i niezwykłej siły woli i opanowania. Zawsze ma nerwy pod kontrolą, nigdy nie pęka. Roy to też syn legendarnego odkrywcy Clifforda McBride’a (Tommy Lee Jones). W mediach wielbiony, prywatnie Cliff nie był równie wielkim bohaterem. Zawsze przedkładał pracę nad rodzinę. Kiedy zaproponowano mu misję, mającą zbadać głęboką otchłań kosmiczną (kres kosmosu), zgodził się bez wahania. Kilka lat później kontakt z ojcem się urwał. Nastoletni Roy został całkiem sam. Być może dlatego w życiu prywatnym nie idzie mu równie dobrze co w agencji. Niedawno rozstał się z żoną Eve (Liv Tyler). W pracy emocjonalne wycofanie i chłód były plusem, ale w domu już niekoniecznie... „Główny bohater wzniósł wokół siebie mur. Zbudował prawdziwy Fort Knox i jest genialny w utrzymywaniu tej bariery. Tylko w którymś momencie okazuje się, że ten mur nie tylko go chroni, ale też oddziela od życia” – interpretowała postać Roya podczas wywiadów Ruth Negga. Znana m.in. z Loving aktorka w Ad Astrze gra komandor jednej z kosmicznych stacji.

I kiedy na horyzoncie nie widać już szans na radykalne zmiany, Royowi zostaje zaproponowana tajemnicza misja. Na ziemi i innych zasiedlonych przez ludzi planetach – akcja osadzona jest w nieokreślonej przestrzeni, na liście są więc już Księżyc i Mars – dochodzi do powtarzających się, niebezpiecznych wyładowań. Stabilność habitatu jest zagrożona. Agencja zdradza Royowi, że powodem kryzysu mogą być działania załogi statku, którym 30 lat wcześniej w Kosmos wyruszył jego ojciec. Czyżby Clifford wciąż żył? Dla Roya misja będzie nie tylko szansą, by wyjść z cienia ojca, ale też jedyną okazją, by po latach traumy spowodowanej jego odejściem wyjaśnić sobie pewne sprawy. Nie trzeba oczywiście dodawać, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Na powierzchnię wypłynie wiele informacji, które radykalnie wstrząsną mitem ojca bohatera. Im dalej Roy będzie się oddalał od Ziemi, tym większym testem człowieczeństwa będzie stawać się jego podróż.

Pitt jest na ekranie magnetyczny. Gray chętnie pokazuje go w ciasnych zbliżeniach, przekraczając umowną strefę komfortu. Amerykanin bierze ciężar tego wyzwania na barki. Roy jest pozbawiony maski, kamera zdaje się zaglądać mu prosto do duszy. Potęguje to wrażenie intymności. Tylko kilka razy miałam wrażenie, że daną scenę można było aktorsko bardziej dociągnąć, dopieścić, ale były to niuanse. „Tak w Zniewolonym, jak i tu najważniejsze jest poszukiwanie sensu. Znaczenia. Dlaczego robimy to, co robimy?  - zastanawiała się Ruth Negga. „To głęboki, epicki film. Jak grecki mit, jak Homerycka opowieść. Czy syn powinien zostać ukarany za grzechy ojca? Na ile zadośćuczynienie za nie powinno spoczywać na jego barkach? Jak ma się czuć dziecko, którego rodzic przedłożył ponad nie jakiś „szczytny cel”?”. Choć Ad Astra jest wizualnie zjawiskowa, wizjonerska i innowacyjna, to w gruncie rzeczy pozostaje opowieścią o chłopcu w ciele mężczyzny. Chłopcu, który nigdy nie wyzwolił się od pytania: „tato, dlaczego?”. Gray rysuje emocjonalną drogę swojego bohatera powolnie, ale dzięki intensywnego klimatowi, wrażeniowości filmu, omija pułapkę nudy. Niestety nie zawsze udaje mu się w porę uniknąć kolizji z SS Kicz i SS Truizm. Momentami Ad Astra niebezpiecznie zanurza się w irytującym sosie z Malickowskiego Song to Song. Tylko zamiast kłosów zboża bohater przeczesuje opuszkami gwiezdny pył.

Perspektywa proekologiczna nie jest najważniejszą składową Ad Astry. Ale trudno nie zauważyć wpisanych w filmowy tekst krytycznych komentarzy na temat destrukcyjnej działalności człowieka. Zagrażające całemu intergalaktycznemu systemowi zaniki mocy mają być wynikiem pychy i gigantomanii uprzywilejowanej jednostki. Podróże kosmiczne z misji naukowych stały się rozrywką dla jednego procenta najbogatszych, a na skolonizowanych planetach obok Subwayów i McDonaldów toczą się wojny o wpływy i surowce. Setkę lat w przyszłość i tysiące lat świetlnych od Błękitnej Planety człowiek powtarza te same błędy. Ubrany w wymyślne stroje, łykający specjalne pigułki, wyposażony w nowoczesne sprzęty i broń, wciąż uparcie pozostaje tylko człowiekiem. W wywiadzie Gray mówił mi, że od zawsze fascynowała go ludzka potrzeba odkrywania kosmosu. Tak, jakby dowiedzenie się, czy poza Ziemią istnieje życie, miało nam samym dać odpowiedź na pytanie „jak żyć”. Te poszukiwania to według niego wyraz skrajnego kryzysu, w jakim znalazła się ludzkość. W Ad Astrze reżyser obnaża pustkę tego gestu. Kto nie potrafi spojrzeć sobie w twarz, czy na Ziemi, czy w Kosmosie, będzie równie samotny.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Ad Astra

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV