Baśnie #20. Camelot: Tom przejściowy – recenzja komiksu

Zbliżające się do ostatecznego finału Baśnie zaliczają Camelotem niezbędny tom, w którym dzieje się niewiele, ale który jest ważny, ponieważ kładzie fundamenty pod przyszłe wydarzenia.

Ocena recenzenta:
6/10

Zbliżające się do ostatecznego finału Baśnie zaliczają Camelotem niezbędny tom, w którym dzieje się niewiele, ale który jest ważny, ponieważ kładzie fundamenty pod przyszłe wydarzenia.

W efekcie sam w sobie Fables Vol. 20: Camelot nie jest albumem szczególnie udanym. Trudno go jednak oceniać surowo, bo przecież stanowi część serii, a wszystkie pokazywane w nim wątki swoje finały znajdą później – w zasadzie poza historią o wyprawie w rodzinne strony pewnej grupki Baśniowców, nie mamy tu żadnej samodzielnej fabuły. Wygląda to więc tak, że dzieje się naprawdę wiele (Bigby znowu jest cały, Śnieżka i Róża szykują się chyba do starcia, Zima kompletuje armię zakapiorów, Różna odtwarza Camelot, i tak dalej), ale podczas lektury nie czuje się ani szybkiego tempa akcji, ani ważności tych wydarzeń, bo to tylko gra wstępna przed tym, co wydarzy się w tomach dwudziestym pierwszym oraz dwudziestym drugim.

Bill Willingham ma więc chyba jakiś plan. Ale czy na pewno jest to coś budowanego od dawna? Nie czuć tego. Po pokonaniu Adwersarza i zamknięciu tego wątku Baśnie przestały być spójną, dążącą do jasnego celu historią, a zamieniły się w opowieść nieustannie meandrującą i szukającą swej tożsamości. To się czuje, bo przecież Camelot to tom dwudziesty, lada moment opowieść o Baśniowcach się skończy, zamykając naprawdę obszerną serię, tymczasem Willingham dopiero buduje grunt pod finał, jakby teraz wpadł na pomysł, jak to wszystko pospinać. W samym komiksie padają słowa o nieuniknionym finale, do którego ta opowieść musiała naturalnie dążyć, tym samym zapowiadając nam, dokąd Baśnie zmierzają – i faktycznie jest to ścieżka logiczna. Przy okazji jednak trzeb zauważyć, że na tę ścieżkę można było wejść dużo wcześniej, skupić się na niej i z niej uczynić nowy cel, zamiast rzucać naszym bohaterom pod nogi wyciąganych z kapelusza wrogów, byle tylko zapełnić karty kolejnych zeszytów.

Są więc Baśnie idealnym przykładem na to, jak niezwykła popularność komiksu może mu zaszkodzić – bo mimo iż Willingham swoją opowieść zawarł w dwunastu tomach, ciągnął ją dalej w wielu kolejnych, z rzadka powracając do formy z pierwszych albumów.

Pozostaje mieć nadzieję, że ostatnie dwa tomy godnie zamkną tę historię, przypominając nam o jej najlepszych momentach.

Baśnie #20: Camelot

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV