Cash Out 2: High Rollers - recenzja filmu
Cash Out 2: High Rollers łączy wszystkie cechy tanich filmów akcji wypuszczanych na VOD. I to chyba nawet razy dwa, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z kontynuacją.
Cash Out 2: High Rollers łączy wszystkie cechy tanich filmów akcji wypuszczanych na VOD. I to chyba nawet razy dwa, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z kontynuacją.

Jeśli ktokolwiek widział część pierwszą, to zapewne wie, czego można się spodziewać po Cash Out 2: High Rollers. Dla przypomnienia: jedynka przedstawiła historię Masona Goddarda (John Travolta), przestępcy i szefa zorganizowanej grupy, specjalizującej się w widowiskowych napadach oraz kradzieżach luksusowych samochodów i pieniędzy. Ich ostatni napad na bank, sprowokowany przez brata Masona, Shawna (Lukas Haas), kończy się katastrofą. Część składu ledwo uchodzi z życiem, więc ekipa decyduje się zejść z kryminalnej ścieżki. Jednak nie będzie to takie proste. Podczas ślubu jednego z członków gangu już na początku części drugiej dochodzi do porwania Amelii Decker (Gina Gershon), ukochanej Masona. Zlecił je Abel Salzar (Danny Pardo), największy przestępca na świecie.
Jak wspomniałem, Cash Out 2: High Rollers nie będzie dla potencjalnych widzów niczym zaskakującym w kwestii wątpliwej jakości dostarczanych doznań. Jednak wypada w tym miejscu wspomnieć, że spróbowano zaskoczyć lub mówiąc bardziej serio – oszukać odbiorców. Polski tytuł na szczęście podkreśla, że to kontynuacja, natomiast w oryginalnym mamy samo High Rollers. Jeśli zatem ktoś będzie przewijał ofertę serwisów VOD w leniwe, niedzielne popołudnie i w końcu włączy tę produkcję, może zostać zaskoczony faktem, że to ciąg dalszy opowieści, której nie zna. Ta próba przyciągnięcia niczego nieświadomych widzów może okazać się skuteczna, ale na pewno nie sprawi, że liczba zwolenników tej serii czy powracającego za kamerą Randalla Emmeta znacząco wzrośnie. W filmie pojawia się nieudolna ekspozycja, która próbuje nakreślić wydarzenia z pierwszej części. Czy to wystarczy? Czy można oglądać dwójkę bez znajomości jedynki? Oczywiście, że tak, ale pytanie brzmi: po co?
Cash Out 2: High Rollers to film formalnie poprawny do bólu. Reżyser z uporem maniaka powtarza ujęcia z dronów oraz teledyskowe zbliżenia na otoczenie i bohaterów. Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę gatunek, to wypada co najwyżej przyzwoicie. Odhaczamy tropy charakterystyczne dla heist movie, ale nie mamy niczego świeżego czy autorskiego. Zarówno w warstwie wizualnej, jak i narracyjnej produkcja nie wychodzi poza przeciętność. Pochwalić można jedynie młodszych odtwórców ról, takich jak Swen Temmel, Korrina Rico czy Natali Yura. Travolta? Gra na autopilocie, a tytuł nie oferuje nic, co mogłoby uczynić z niego ciekawego i charyzmatycznego lidera.
Nawet po zdolnych aktorach w tym filmie trudno oczekiwać czegoś więcej. Scenariusz ich nie rozpieszcza, a bohaterowie są bardzo słabo rozpisani, przez co zlewają się niekiedy w jedną masę i nie budzą większych emocji. Trudno im kibicować w realizowanej misji, zwłaszcza że (podobnie jak w jedynce) ich decyzje często są irracjonalne. Momentami można mieć solidne podstawy do wątpienia w ich zdolności przestępcze.
Fabuła? Jakaś na pewno jest, ale to raczej pretekst do porozrzucania po różnych lokacjach bohaterów uganiających się za MacGuffinem i okazja, by mogli sobie postrzelać, pograć w karty czy złamać jakieś komputerowe zabezpieczenia. Irracjonalny okazał się też pomysł z porwaniem Amelii, bo to całkowicie zbędny i pozbawiony napięcia motyw. Nie zbudowano żadnego zagrożenia ani stawki. Intryga oparta na oszukaniu oszusta, by wygrać z innym oszustem, może dobrze prezentowała się na papierze, ale zdecydowanie nie zadziałała w filmie. Główną tego przyczyną jest problem z postaciami drugoplanowymi, które w większości nie są interesujące. Przez to zaplanowane twisty nie wyzwalają większych emocji.
Co więcej, scenarzysta Chris Siverston odhacza utarte tropy z filmów o napadach, więc przydziela dość oczywiste role – Link siedzi przy komputerze, a Hektor prezentuje mięśnie. Cash Out 2: High Rollers prezentuje znaną konwencję. Mason pod przykrywką udaje się do kasyna, nawiązuje relację ze swoim przeciwnikiem podczas gry w karty, aby następnie zostać zaproszonym do jego penthouse’u, co powoduje, że protagonista dosłownie wchodzi do paszczy lwa. Dodajmy do tego wymyślną technologię (np. urządzenia pomocne w odnalezieniu i otworzeniu sejfu), która załatwia scenariuszowe niedociągnięcia. Historia wymagała tego, aby bohater mógł zrobić to przy minimalnym wysiłku (i chyba też przy minimalnym budżecie).
Obie części Cash Out można skwitować krótko: to Szybcy i wściekli bez samochodów. Może się też skojarzyć z Mission: Impossible, ale brakuje mu ciekawego scenariusza i tego, co wnosi do tej serii Tom Cruise. Żeby być uczciwym – sekwencje karciane wypadają nieźle. Nawet dobrze obserwowało się napiętą relację między Link a Carasem, ale to tylko drobne momenty, bo całą resztę jesteście w stanie odgadnąć bez pudła. Film nawet nie ma specjalnie wyszukanego zakończenia. Pytanie, czy dostaniemy część trzecią pod jeszcze innym tytułem?
Poznaj recenzenta
Michał Kujawiński


naEKRANIE Poleca
ReklamaKalendarz premier seriali
Zobacz wszystkie premieryDzisiaj urodziny obchodzą
ur. 1965, kończy 60 lat
ur. 1979, kończy 46 lat
ur. 1987, kończy 38 lat
ur. 1960, kończy 65 lat
ur. 1983, kończy 42 lat

