Chirurdzy: sezon 15, odcinek 22 - recenzja

Serial proponuje kolejny odcinek, w którym dominują historie pacjentów. Z drugiej strony wątki głównych bohaterów też nie pozostawiają wiele do życzenia. Dobra passa Chirurgów trwa dalej.

Ocena recenzenta:
7/10

Serial proponuje kolejny odcinek, w którym dominują historie pacjentów. Z drugiej strony wątki głównych bohaterów też nie pozostawiają wiele do życzenia. Dobra passa Chirurgów trwa dalej.

Paulina Wiśniewska

Paulina Wiśniewska

Tagi:  recenzja 

Najnowszy odcinek serialu Chirurdzy jest wypośrodkowany pomiędzy medycyną a życiem osobistym chirurgów. Zaczyna się od dość niezręcznej, ale zabawnej sceny, w której dr DeLuca spotyka Zolę podczas potajemnego wymykania się z domu Mer. Wynosi to jego relację z dr Grey na nieco wyższy poziom związku. Przez cały odcinek dr Grey zmaga się sama z sobą, czy i jak przedstawić dzieciom, kim tak właściwie jest dla niej Andrew. Dlatego przez cały czas trwania odcinka mamy drobne niuanse na temat tego, jak dobrze dr DeLuca radzi sobie z dziećmi, a dość ckliwa scena, w której trzyma nowo narodzone dziecko nie mogłaby być już bardziej przesłodzona. W życiu dr Grey wszystko układa się dobrze, a szczęście wydaje się wyglądać zza dosłownie każdego rogu. Czy można zatem spodziewać się rychłego kryzysu? Czas pokaże.

Nieco inne podejście do szczęścia ma jednak dr Hunt, który rozpoczyna swoją terapię, by pozbyć się wojennej traumy. Oglądając sceny w której psychoterapeuta posługuje się dość niecodziennymi metodami diagnostyki, mam tak samo zdystansowane podejście, co dr Hunt. Okazuje się jednak, że jego problemy z percepcją szczęścia nie sięgają misji wojskowych, ale lat młodzieńczych i śmierci jego ojca. Pada tutaj kilka ciekawych terminów, a reakcja dr Hunta jest jak najbardziej zaskakująca. Wydaje się, że dr Owen faktycznie sabotuje swoje własne szczęście, nie wierząc, że w pełni na nie zasługuje. Czy faktycznie oglądamy przełomowe chwile w życiu Owena? Czy będą one miały znaczący wpływ na jego postać? Jak bardzo i czy w ogóle zmieni się teraz jego charakter? Zbliża się koniec sezonu, a my dostajemy coraz więcej pytań i tak niewiele odpowiedzi.

Motyw szczęścia dotyczy też postaci Jo. Co prawda może i ciężko tutaj mówić o szczęśliwym okresie w jej życiu, ale ostatecznie i ten termin zostaje wyraźnie zaznaczony. Od czasu spotkania z matką, Jo jest w głębokiej depresji, suto zakrapianej alkoholem. Dziewczyna ewidentnie nie radzi sobie ani z własnymi emocjami, ani z małżeństwem i jakimkolwiek życiem socjalnym. Próby dr. Avery’ego, by choć trochę ją otworzyć i przekonać do zwierzeń, kończą się totalnym fiaskiem. Wódka ukryta w butelce na wodę też nie pomaga w jej sytuacji. Jo jest na krawędzi i jej postać może zostać skierowana w dosłownie każdym kierunku. Czyżby to właśnie rozwiązanie jej wątku miało by być punktem kulminacyjnym finałowego odcinka? Nie miałabym nic przeciwko temu.

Reszta wątków tego odcinka łączy się bezpośrednio z pacjentami. A tych jest nadzwyczaj sporo. Szpital ma wyjątkowo pełne ręce roboty i co więcej, nie wszystkie historie kończą się happy endem. Jest pacjentka, która posiada dwie macice i w jednej z nich dziecko szykuje się właśnie do wyjścia na świat. Jak się można spodziewać, jest to ciąża-niespodzianka, bowiem pacjentka nie była jej świadoma. Jest to najlżejszy, a zaraz najbardziej sympatyczny przypadek w tym odcinku. Miano najbardziej tragikomicznego przypada w udziale starej znajomej dr.Webbera, która zjawia się w szpitalu z butem na wysokim obcasie wbitym...w pierś. Jest to podwójnie tragiczne, ponieważ kobieta nie tylko cierpi i jej życie jest zagrożone, ale również straciła siedemnaście lat trzeźwości. Konflikt, który pojawia się pomiędzy nią a dr. Webberem szybko zostaje rozwiązany, Niestety serial w dalszym ciągu monotonnie obrazuje Richarda: albo przez pryzmat wieku, albo przez jego doświadczenia z alkoholizmem. Naprawdę szkoda mi tej postaci, bo od jakiegoś czasu nic konkretnego się tutaj nie dzieje.

Największe emocje wzbudza jednak pacjent, którym opiekuje się dr Nico Kim. Z pozoru łatwa operacja kręgosłupa niesie ze sobą powikłania, które kończą się śmiercią. Umiera młody mężczyzna, a jego zgon jest bezpośrednim wynikiem błędu lekarskiego. Najważniejsze w tym przypadku jest fakt, że dr Kim nie wydaje się być tą śmiercią aż tak poruszony. Całe to wydarzenie wpływa nie tylko na samego dr. Kima, ale również na dr Pierce, dr Bailey. Dr Schmitt doświadcza pewien kryzys, poznając kilka nowych cech jego ukochanego. Nie ma tutaj wiele do zarzucenia, choć nie jest to z pewnością wątek najwyższych lotów. Nie mniej dostarcza wszystkiego, czego można sobie życzyć od tego serialu.

Cała reszta odcinka to pomniejsze wątki z różnorodnym bagażem emocjonalnym. Bardzo dobrze ogląda się dr Shepherd i dr. Lincolna, którzy w dalszym romansują niczym nastolatki. Co ciekawe, Amelia ma rewelacyjny kontakt z dr. Koracickiem, którzy bez skrępowania rozmawiają o ich miłosnych doświadczeniach. Bardzo podoba mi się ta ich relacja, zwłaszcza że w dalszym ciągu są ślady miłości pomiędzy dr Altman i dr. Hunta. Tutaj jeszcze wszystko wisi w powietrzu i wraz z rozwiązaniem się ciąży dr Altman, można spodziewać się konkretnych decyzji ze strony obu mężczyzn.

Do końca sezonu zostało tylko trzy odcinki, w tym jeden crossover z serialem Jednostka 19. Także już teraz zapowiada się spora rozrywka, dużo emocji i kilka mocniejszych fabularnie momentów.

Chirurdzy

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV