Ciemno, prawie noc – recenzja filmu

Borys Lankosz zabrał się za trudny projekt. Postanowił bowiem zekranizować książkę Joanny Bator zatytułowaną Ciemno, prawie noc. Jak mu wyszło? Zapraszamy do przeczytania naszej recenzji.

Ocena recenzenta:
6/10

Borys Lankosz zabrał się za trudny projekt. Postanowił bowiem zekranizować książkę Joanny Bator zatytułowaną Ciemno, prawie noc. Jak mu wyszło? Zapraszamy do przeczytania naszej recenzji.

Dawid Muszyński

Dawid Muszyński

Dolny Śląsk to kraina legend i magii. Joanna Bator świetnie ukazała to na kartach swojej powieści. Jednak to, co udało się w książce, wcale nie musi w równym stopniu wyjść na dużym ekranie. Reżyser Borys Lankosz postanowił się jednak zmierzyć z tą materią, tworząc bardzo mroczny obraz. Historia dzieje się na trzech płaszczyznach czasowych i pokazuje, jak bardzo trauma z dzieciństwa może wpłynąć na przyszłość człowieka i jego rodziny. Od bólu, jaki został nam kiedyś zadany, nie da się uciec. Świat w Ciemno, prawie noc pokazuje zło, jakie nas otacza w formie tak zwanych kotojadów. Ich siła rośnie z każdym dniem. W obecnych czasach przyjmuje formę pedofilów, ludzi, którzy żerują na małych dzieciach, porywają je. Ofiary znikają bez śladu, a organy ścigania są bezradne albo chcą być bezradne. Dlatego na Dolny Śląsk przyjeżdża dziennikarka Alicja Tabor (Magdalena Cielecka), która chce przeprowadzić własne śledztwo i napisać o tych wydarzeniach reportaż. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że Tabor pochodzi z tych stron i uciekła po pewnych wydarzeniach, które dopiero teraz zostaną ujawnione.

Lankosz ma wielki problem z wierną ekranizacją tej powieści. Spłyca związki pomiędzy niektórymi postaciami. Skraca fabułę, by wyrobić się w czasie, przez co miejscami wkrada się chaos. Najmniej atrakcyjnie wypada ukazanie lat współczesnych. Wina temu jest kreacja Magdaleny Cieleckiej, której postać jest bez wyrazu i emocji. Generalnie jej los jest widzowi obojętny. Nie wciąga nas w swoją historię. Co innego jest z postaciami babcyjek, które swoją tajemnicą przyciągają i chcemy dowiedzieć się, kim są i jaką rolę odgrywają we wszystkich wydarzeniach. Podobnie jest z Marcin Dorociński, który pomimo tego, że na plakacie przedstawiony jest jako jedna z głównych postaci, tak naprawdę w filmie pojawia się rzadko. Nie przebija się na pierwszy plan. Wątek jego postaci jest trochę zmarnowany. Gdyby scenarzysta poświęcił mu więcej uwagi, wyszłoby to na dobre całej fabule, a tak grany przez niego Marcin Schwartz co chwila pojawia się i znika. Trudno jest zrozumieć jego prawdziwą motywację.

Dużo ciekawszy od pierwszego planu okazuje się drugi. Świetna postać dyrektora placówki wychowawczej zagrana przez Piotr Fronczewski. Równie dobra postać Roma Gąsiorowska jako matki zaginionej dziewczyny. Oboje bohaterowie intrygują. Szkoda, że ich role są takie małe.

Ciemno, prawie noc dobrze prezentuje się pod względem wizualnym. Marcin Koszała potrafi oddać mrok tej opowieści na swoich zdjęciach. Tajemniczy Dolny Śląsk kusi swoim wyglądem. Niestety, to za mało, by widz poczuł pełną satysfakcję. Legendy i skrywane sekrety intrygują. Niestety jest dużo skrótów. Może lepiej byłoby to zrobić w formie miniserialu i poświęcić wszystkim wątkom dużo więcej czasu. W tej produkcji czuć inspirację Sharp Objects HBO, choć w dużo mroczniejszym tonie.

Ciemno, prawie noc

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV