Czarne lustro: sezon 5, odcinek 1 - recenzja

Czarne lustro powróciło z nowym, 5. sezonem, w którym poruszany jest choćby problem wirtualnej rzeczywistości. I o tym właśnie opowiada pierwszy odcinek nowej odsłony zatytułowany Striking Vipers. Oceniam.

Ocena recenzenta:
8/10

Czarne lustro powróciło z nowym, 5. sezonem, w którym poruszany jest choćby problem wirtualnej rzeczywistości. I o tym właśnie opowiada pierwszy odcinek nowej odsłony zatytułowany Striking Vipers. Oceniam.

Czarne lustro powróciło na ekrany. O czym opowiada pierwszy odcinek? Danny i Karl to przyjaciele ze studiów, którzy nie widzieli się już bardzo dawno. W czasach młodości panowie spędzali miło czas na imprezowaniu i całonocnych potyczkach w grze wideo pod tytułem Striking Vipers. Po latach Karl nieoczekiwanie zjawia się na urodzinach Danny'ego i jako prezent wręcza mu nową wersję ich ulubionej gry wraz z rozszerzeniem do wirtualnej rzeczywistości. Kolejne całonocne spotkania panów w świecie Striking Vipers przynoszą zupełnie niespodziewane doznania, przy których ich realne życie wypada blado.

Charlie Brooker potrafi doskonale z odpowiednią dramaturgią opowiadać o zagrożeniach związanych z rozwojem technologii i po raz kolejny świetnie zrobił to w tym wypadku. Bardzo dobrze został przedstawiony problem zamykania się przez ludzi w wirtualnym świecie i zaniedbywania przez to prawdziwego życia. Brooker z ogromnym smakiem kreuje tutaj obraz pozornie idealnej sfery, w którym możemy wycisnąć maksimum doznań zarówno tych duchowych, jak i cielesnych. Jednak pod płaszczem wirtualnej utopii twórcy odcinka budują brudny, mroczny fundament, który zmusza nas do myślenia, czyli wywiązuje się w pełni  ze swojej roli nakreślonej przez Brookera. Tym fundamentem jest powolna, społeczna apatia i zamknięcie się na wszystkie emocje otaczające nas na co dzień. Twórcy podają w fascynujący, szorstki, ale również bardzo przystępny dla widza sposób problem społeczny, który dotyka nas już dzisiaj, o czym świadczy choćby postać kochanki Karla, sprawdzającej wszystko w swoim telefonie. Trudna kwestia opowiedziana z charakterystycznym dla Brookera przekąsem i ironią. 

Bardzo dobrze zostały nakreślone w tym epizodzie również wszelkie relacje między postaciami. Głowna więź, czyli ta łącząca Danny'ego i Karla, ma coś w sobie z toksycznej fascynacji, jednak jest dla mnie fantastyczną alegorią rozpaczliwej chęci przywrócenia swojej młodości. Wszelkie doznania, których doświadczają nasi bohaterowie w wirtualnej rzeczywistości, są doskonale zestawione na zasadzie kontrapunktu z szarością codziennej rutyny. Świetnie ten temat został ograny na etapie montażu, gdzie zwykłe, błahe czynności mamy na przemian zestawione z ekstazą, którą oferuje świat gry. W pewnym momencie ten odcinek staje się opowieścią o przemijaniu, ukazującą fatalistyczny obraz wręcz błagania o kolejną dawkę emocji, jakich próżno szukać w życiu bohaterów. Ta zbitka sfer wirtualnej i realnej tworzy ujmującą mieszankę smutku i nadziei, koktajlu, który każe nam obawiać się apatycznej nicości, ale również cieszyć się tym, co daje nam życie. Taki zestaw sprzecznych emocji bardzo do mnie przemawia. 

 Anthony MackieYahya Abdul-Mateen II potrafili zbudować dziwną kumpelską relację okraszoną nutą fascynacji. Bohaterowie przez większość epizodu nie pokazują się razem na ekranie, jednak da się odczuć tę intymną sferę, jaką potrafili wykreować za pomocą swoich aktorskich umiejętności. Nie wyróżniłbym tutaj indywidualnie żadnego z nich, panowie dotrzymują sobie tempa, dobrze zagłębiając się w apatię i emocjonalną pustkę, jaka towarzyszy ich bohaterom. Na uwagę zasługują również Pom KlementieffLudi Lin, przez których w odcinku przemawiają postacie Mackiego i Abdul-Mateena. Duet ten potrafił wytworzyć przedziwną, ekranową chemię między sobą, praktycznie od zera, nie bazując na rozwoju ich wątku, a bohaterach, których awatary grają. Muszę mocno pochwalić również Nicole Beharie w roli Theo. Aktorka doskonale potrafi oddać ból skrzywdzonej, a raczej odstawionej na boczny tor kobiety, co świetnie widać choćby w scenie w restauracji. W niektórych momentach Beharie potrafi wejść na znacznie mocniejsze, emocjonalne tony niż jej koledzy grający główne role. 

Striking Vipers udowadnia, że Brooker nie zszedł poniżej pewnej, wysoko ustalonej dla siebie poprzeczki. Świetnie wykreowana, fatalistyczna wizja świata z rozwiniętą technologią i dobra, aktorska strona epizodu decydują o jego sile.

Źródło: zdjęcie główne: Netflix

Czarne lustro

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV