Menu

Recenzja książki: Czas Żniw. Tom 2. Zakon Mimów

Ocena recenzenta:7/10

„Czas Żniw. Tom 2. Zakon Mimów”: Walka o władzę – recenzja

Samantha Shannon wraca z drugim tomem swojej opowieści o dystopicznej przyszłości. "Zakon Mimów" może usatysfakcjonować czytelników, którym przypadła do gustu pierwsza część sagi.

Zakon Mimów” („The Mime Order”) to kontynuacja „Czasu Żniw”, debiutanckiej powieści młodej Brytyjki. Główna bohaterką cyklu, którego akcja dzieje się w 2059 roku w dystopicznym państwie Sajon, jest Paige Mahoney, posiadająca talent jasnowidzenia. „Zakon Mimów” rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się „Czas Żniw”: Paige ucieka z kolonii karnej Szeol I i wraca do swojego dawnego życia, co okazuje się nie być tak proste, jak podejrzewała. Londyńska społeczność jasnowidzów jest wyraźnie podzielona i dziewczyna wkracza w sam środek politycznych intryg.

Kiedy Shannon zadebiutowała z dobrze przyjętym przez krytyków i czytelników „Czasem Żniw”, zastanawiano się, czy pisarka utrzyma wysoki poziom, a zapowiadana przez nią siedmiotomowa saga nie okaże się dla niej przekleństwem. Po lekturze „Zakonu Mimów” można orzec, że przynajmniej na razie Shannon radzi sobie wyśmienicie. Co jest najważniejsze, nie dokonuje recyklingu własnych pomysłów w myśl zasady „podobało się, więc zróbmy to jeszcze raz” i opiera fabułę „Zakonu Mimów” na innym aspekcie – pierwsza część opowiadała o niewoli i rebelii, zaś druga skupia się bardziej na mechanizmach życia w kryminalnym podziemiu w państwie policyjnym oraz rozmaitych politycznych gierkach. Shannon wykorzystuje ten motyw w różnorodny sposób, bo w „Zakonie Mimów” w grze o władzę biorą udział wszyscy, zarówno obie frakcje Refaitów, jak i społeczeństwo jasnowidzów. Nie jest to może poziom intryg jak w „Grze o tron”, jednak wątki pod koniec zostają ładnie ze sobą splecione i powieść czyta się z niekłamaną przyjemnością.

Źródło: SQN
Źródło: SQN

Wielkim plusem książki Samanthy Shannon są jej bohaterowie. Pisarka stara się unikać rażących, łatwych do przewidzenia schematów, zaś postacie nie są chodzącymi archetypami – to ludzie z krwi i kości. Trochę brakuje mi szerszego spojrzenia na bohaterów drugoplanowych, jednak wierzę, że ten aspekt zostanie rozwinięty w następnych tomach. Świetną robotę autorka zrobiła, pisząc postać Jaxona Halla, tak bardzo niejednoznaczną. W „Czasie Żniw” otaczała go trochę aura tajemnicy i cieszę się, że Shannon nie zmarnowała potencjału, jaki drzemał w tym bohaterze. Rozczarowuje natomiast kreacja Naczelnika, który jest miałki; trudno było mi podczas lektury wykrzesać z siebie jakiekolwiek uczucia względem tej postaci, może poza lekką irytacją. Jeśli wątek miłosny ma wyglądać w kolejnych tomach równie nijako, nie sądzę, aby moje podejście do Naczelnika się zmieniło.

Czytelnikom może nie przypaść do gustu bardzo leniwy początek „Zakonu Mimów”, jednak ja nie należę do przeciwników powolnego wchodzenia w fabułę. W książce takiej jak ta potrzeba czasu, aby wyjaśnić zasady panujące światem. Bo choć jest to już drugi tom serii, sceneria i zasady gry zmieniają się całkowicie. Złożoność świata przedstawionego i lekkość w opisywaniu go zaimponowały mi już w „Czasie Żniw”, a w drugim tomie pisarka tylko potwierdza, że jak najbardziej panuje nad rzeczywistością, którą stworzyła. Wplatanie specyficznych detali – w szczególności tych dotyczących jasnowidzenia – przychodzi Shannon z wielką naturalnością, zaś czytelnik nie ma poczucia, że coś tutaj nie pasuje, co jedynie dowodzi, że warsztat autorki stoi na najwyższym poziomie.

Czytaj również: Ukazała się książka „Imperium robotów. Bunt człowieka”

Zakon Mimów” to godna polecenia kontynuacja docenionego „Czasu Żniw”, książka pełna napięcia, intryg i emocji, sprawiająca, że z niecierpliwością czekam na kolejny tom z serii.

Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze