Detektyw: sezon 3, odcinek 4 – recenzja

W najnowszym odcinku śledztwo nadal toczy się w nieśpiesznym tempie. Nie to jednak jest najważniejsze. W czwartym epizodzie dostajemy kilka wypełnionych emocjami dialogów pomiędzy poszczególnymi postaciami i to one odgrywają pierwszoplanową rolę.

Ocena recenzenta:
7/10

W najnowszym odcinku śledztwo nadal toczy się w nieśpiesznym tempie. Nie to jednak jest najważniejsze. W czwartym epizodzie dostajemy kilka wypełnionych emocjami dialogów pomiędzy poszczególnymi postaciami i to one odgrywają pierwszoplanową rolę.

Wiktor Fisz

Wiktor Fisz

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Twórcy wyhamowują dochodzenie do granic możliwości. Tym razem stawiają na rozwój bohaterów. Pogłębiają ich osobowości, poszerzają rys charakterologiczny, wprowadzają nowe, interesujące interakcje. Wszystko to sprawia, że True Detective aż kipi od kontekstów i uwarunkowań. Twórcy rozbudowują fabułę, ale też ją mocno komplikują. „Nic tu nie jest oczywiste” – ten bardzo wyświechtany frazes w przypadku Detektywa to wielkie uproszczenie. Paradoksalnie, serial, porzucając śledztwo kryminalne, intryguje jeszcze bardziej.

Weźmy na przykład relację Wayne’a i Amelii. W czwartym odcinku dostajemy dwa obszerne segmenty z ich udziałem. Pierwszy, umiejscowiony w latach dziewięćdziesiątych przedstawia płomienną kłótnie pomiędzy nimi. Drugi, skupia się na romantycznej randce bohaterów. Twórcy umyślnie poświęcają obu motywom dużo czasu ekranowego. Nigdzie się nie śpieszą, pokazując łączącą ich więź. Jej narodzinom podczas spotkania w restauracji towarzyszy zmysłowość, intymność i nastrojowość. Jesteśmy świadkami kiełkującego uczucia – całość jest bardzo romantyczna, ale w ten rzeczywisty, nie ckliwy sposób. Podobnie sytuacja wygląda z awanturą z drugiej linii czasowej. Mamy tu do czynienia z klasyczną kłótnią małżeńską, w której w ferworze walki, poszczególne strony zapominają, o co w zasadzie cała ta draka. Spór kończy się seksem, co też jest znamienne dla kochających się związków. Obie sceny mówią jasno – Amelia i Wayne tworzą szczęśliwe małżeństwo. Miłość między nimi trudno zakwestionować, jednak w opowieści wciąż jest wiele nieznanych faktów mogących znacząco wpłynąć na odbiór obu postaci.

Wayne i Amelia to nie jedyni bohaterowie, których relacje są zgłębiane w bieżącym odcinku. Dostajemy tutaj różnorakie interakcje pomiędzy innymi postaciami. Tom i Roland, Amelia i Lucy, Roland i Wayne. W każdym z powyższych przypadków nie ma mowy o delikatności czy ulotności. Lucy pozwalająca sobie na brutalną szczerość w rozmowie z Amelią robi wielkie wrażenie. Tom, będący w totalnej rozsypce, rozkleja się, odkrywając swoje wrażliwe ja. Roland, pokazuje Wayne’owi, gdzie jego miejsce w śledztwie, a to przecież Hays powinien dowodzić akcją. Zaginięcie dzieci odbija się na każdym, co widać na wszystkich płaszczyznach czasowych. Twórcy bardzo dbają o to, żebyśmy nie zapomnieli, iż bohaterowie to ludzie z krwi i kości, którzy na każde dramatyczne wydarzenie reagują emocjonalnie.

Śledztwo w bieżącym odcinku wyhamowało, jednak nie zatrzymało się całkowicie. Dowiedzieliśmy się nieco o znalezionych przy ofiarach lalkach, pojawiły się informację o tajemniczym czarnoskórym mężczyźnie z bielmem na oku. W kilku miejscach twórcy próbują nas wprowadzić w maliny, stosując dość klasyczne gatunkowe manewry. Przesłuchiwany chłopiec przecież nie ma nic wspólnego z morderstwem dzieci, a złomiarz Woodard jest raczej ofiarą niż katem. Dygresja z jego udziałem znajduje się na pograniczu głównej osi fabularnej. Czy tak rozbudowanemu serialowi potrzebny jest tego typu wątek poboczny? Wkrótce przekonamy się, jak twórcy skwitują opowieść o byłym żołnierzu.

Gdzie tylko się da, Detektyw stara się grać kartą rasową. Zamieszki w dzielnicy czarnoskórych są tutaj doskonałym przykładem. Oprócz tego co rusz pojawiają się zdawkowe stwierdzenia, pasywno-agresywne inwektywy czy porozumiewawcze spojrzenia. Twórcy ewidentnie chcą uwypuklić ten problem, ale nie tędy droga dla Detektywa. Wszyscy wiemy, jakim problemem był rasizm w ówczesnych Stanach Zjednoczonych. Serial, silący się na oryginalność w formie i treści, musiałby w tym temacie powiedzieć coś nowego. Jak na razie jednak Detektyw zajmuje głos w dyskusji dość konwencjonalnie i momentami nieco na siłę. Produkcja nie ucierpiałaby zbytnio, gdyby darowała sobie tę płaszczyznę.

Rok 2015 przynosi nam dziwaczną wizję z udziałem Haysa i wietnamskich żołnierzy. Główny bohater ma coraz większe problemy z odróżnieniem fikcji od rzeczywistości. Twórcy starają się przedstawić bardzo obrazowo stan umysłu Wayne’a Haysa. W ten sposób odchodzą od przyjętej wcześniej naturalistycznej formy i czytelnej narracji. Po raz kolejny można zastanowić się, czy takie zabiegi dobrze robią serialowi. Scenarzyści nie muszą sięgać po psychodeliczne, wręcz lynchowskie wstawki, aby sportretować zagubienie protagonisty. Wystarczająco przekonujące jest pokłosie jego zaników pamięci. Wietnamscy żołnierze czy zmarła żona mają odzwierciedlić drzemiące w nim demony, ale Detektyw, podobnie jak w poprzednich sezonach, jest najbardziej skuteczny wtedy, gdy widz sam musi wniknąć głęboko w psychikę postaci. Nie potrzebujemy pomocy twórców (zwłaszcza tak obrazowej). Lepiej czytać między wierszami i osobiście pobawić się w fabularnego detektywa.

Więcej psychologicznego dramatu, mniej kryminału i thrillera. Detektyw nadal trzyma dobry poziom, choć pewne akcenty wydają się być postawione w niewłaściwych miejscach. Bieżący odcinek pozbawiony jest napięcia, ale z pewnością wątki obyczajowe działają na emocje. Chemia pomiędzy Waynem i Amelią jest niezaprzeczalna i to ona stanowi siłę odcinka. Twórcy mogli darować sobie motyw rasizmu oraz mało ciekawy wątek Woodarta i poświęcić nieco więcej miejsca na relację tej dwójki.

Źródło: zdjęcie główne: HBO

Detektyw

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV